Fara z Końskowoli odsłoniła swoje tajemnice ZDJĘCIA
31.01.2012
, aktualizacja: 31.01.2012 19:49
Po etapie gruntownej renowacji Fary w Końskowoli, każdy może zwiedzać podziemne krypty z wyjątkowymi sarkofagami. Historię zabytku poznasz dzięki wideoprzewodnikowi. Za wszystko zapłaciła Unia.
ZOBACZ TAKŻE
- Wirtualny Lublin. Zobacz miasto jak sprzed wieków WIDEO (24-01-12, 19:00)
- Tajemnicze krypty z Końskowoli (15-11-09, 17:16)
Pierwszym krokiem było powstanie w 2004 roku Towarzystwa Ochrony Dziedzictwa Kulturowego "Fara Końskowolska". Założyły je osoby związane z miejscowością. Zależało im na tym, żeby Fara w Końskowoli została odnowiona, ale sprawa rozbijała się o pieniądze, które w przypadku takich inwestycji nigdy nie są małe.
- Wiedzieliśmy, że jedyne wyjście to sięgnąć po środki unijne. Nasz pierwszy wniosek z 2008 roku przepadł, znaleźliśmy się na liście rezerwowej. Rok później mieliśmy już więcej doświadczenia i pieniądze dostaliśmy - opowiada Przemysław Pytlak, prezes Towarzystwa.
Prace w kryptach wraz z renowacją wnętrza kościoła, wzmocnieniem fundamentów oraz konserwacją wyposażenia sarkofagów kosztowały 6,5 mln. Większość tej kwoty, bo 4,5 mln pochodziło z Regionalnego Programu Operacyjnego.
Prace trwały półtora roku, udział w nich brało około 30 osób.
Jakie tajemnice odkryli archeolodzy?
- Najwięcej spodziewaliśmy się po pracach w podziemiach. W końcu to była rodzinna nekropolia rodu Tęczyńskich. Kolejne pokolenia właścicieli rozbudowywały kościół - mówi Przemysław Pytlak.
Wiadomo było, że w kryptach pochowani zostali: zmarły w 1561 roku kasztelan krakowski Andrzej Tęczyński oraz jego syn, także Andrzej.
Perełką są jednak dwa sarkofagi. Ten, w którym spoczęli Łukasz i Izabela Opalińscy zdobi motyw Vanitas, czyli figura zmarłego przedstawionego jako rozkładające się zwłoki. W ten sposób artysta przypominał żyjącym o kruchości życia, odwołując się do słynnego cytatu z Księgi Koheleta "Vanitas vanitatum et omnia vanitas", czyli "Marność nad marnościami i wszystko marność"
Najciekawsza historia wiąże się jednak z innym sarkofagiem, tym, w którym pochowana została księżna Zofia z Opalińskich Lubomirska zmarła w 1675 roku. Wykonany z czarnego kamienia sarkofag odznacza się niezwykłą urodą. Księżna przedstawiona jest w nim sposób bardzo naturalny, wygląda jakby spała. Ma lekko ugięte kolana, a na stopach sandały. Ubrana jest w suknię stylizowaną na antyczną.
Słoneczniki i tulipany wyryte na sarkofagu
Sarkofag zaprojektował Tylman van Gameren, artysta, na którego wówczas stać było niewielu. Historycy przypuszczają, że wiele elementów tego przedstawienia ma znaczenie symboliczne, na przykład słoneczniki i tulipany wyryte na kamiennej sukni. - Słoneczniki były symbolem pobożności i powiązania ziemi z niebem, a tulipany - śmierci i przemijana - zdradza Przemysław Pytlak.
Co okazało się oczom archeologów? - Przedstawienie z sarkofagu nie miało nic wspólnego z rzeczywistością, ale o tym przekonaliśmy się, kiedy zajrzeliśmy do środka. Księżna była ubrana w jedwabną, wyszywaną złotem suknię. Najbardziej zaskoczyło nas jednak to, że nie miała na sobie żadnej biżuterii. Kazała się jednak pochować z dwoma wizerunkami Maryi na piersi. Pamiętajmy jednak, że była to osoba majętna, należało do niej około stu wsi - opowiada Przemysław Pytlak. I dodaje: - Suknia była w bardzo dobrym stanie. Specjaliści z Torunia, którzy zajęli się jej konserwacją, mówili, że był to strój niezwykle szykowny. Gdy księżna szła, w trakcie ruchu, fałdy sukni błyszczały złotem i srebrem.
Zastanawiające jest, że sarkofag księżnej Lubomirskiej jako jedyny nie został zniszczony w trakcie potopu szwedzkiego. Przemysław Pytlak stawia w tej kwestii śmiałą tezę. - Sarkofag ozdobiony jest tablicą z napisanym po łacinie wierszem, którego autorem był mąż księżnej. Być może jeden ze szwedzkich żołnierzy znał łacinę i wzruszył się tym wierszem na tyle, że postanowił nie bezcześcić tego akurat sarkofagu - mówi.
O ostatnie miejsce spoczynku księżnej zadbała jej córka Elżbieta Sieniawska - mogła sobie na to pozwolić, bo była właścicielką nie tylko kilkuset wsi, ale także kilkudziesięciu miast. - Ze względu na swój majątek była nazywana "królową bez korony". Do kolekcji dokupiła sobie nawet Wilanów - opowiada Przemysław Pytlak.
Córka nawet częściowo przebudowała kościół w Końskowoli, wszystko po to, by sarkofag jej matki miał odpowiednią oprawę. Jeszcze w XVIII wieku sarkofag stał w centrum kościoła. Był otoczony kolekcją rzeźb przedstawiających figury aniołów i apostołów. Do naszych czasów zachowały się trzy z nich.
Czas się cofa
Dzięki badaniom archeologicznym sfinansowanym z unijnej dotacji udało się także dotrzeć do nieznanych wcześniej pozostałości gotyckiego kościoła. Odkryto jego posadzkę wykonaną w XV wieku. Ale to nie była ostatnia niespodzianka.
Po zdjęciu dwudziestowiecznej posadzki świątyni i po usunięciu warstwy ziemi, odsłonił się sarkofag wykonany z białego wapienia. Co ciekawe wykonany prawdopodobnie w XV wieku sarkofag był pusty, jakby nigdy nie został użyty zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Nie był też zniszczony. Nie znaleziono na nim inskrypcji. - Nie wiemy do kogo miał należeć, ale musiała to być osoba znacząca. W późniejszych wiekach całkowicie o nim zapomniano, w tym miejscu powstało sklepienie nowej krypty - mówi Przemysław Pytlak.
I dodaje, że Fara w Końskowoli może kryć jeszcze wiele niespodzianek: - Ciągle czekamy na ostateczne wyniki prac archeologów. Nieodkryta jest jeszcze krypta z XV wieku - zdradza Pytlak.
Co można zobaczyć w Farze?
Podziemia Fary w Końskowoli można zwiedzać za darmo. Aby było to jeszcze wygodniejsze, krypta Lubomirskich oraz krypta Opalińskich zostały ze sobą połączone korytarzem. Historię świątyni można poznać samodzielnie, gdy w zakrystii wypożyczy się wideoprzewodnik ze słuchawkami. Poza ścieżką audio w bazie przewodnika są zdjęcia. Część wyposażenia sarkofagów po renowacji będzie pokazana w gablotach.
- Wiedzieliśmy, że jedyne wyjście to sięgnąć po środki unijne. Nasz pierwszy wniosek z 2008 roku przepadł, znaleźliśmy się na liście rezerwowej. Rok później mieliśmy już więcej doświadczenia i pieniądze dostaliśmy - opowiada Przemysław Pytlak, prezes Towarzystwa.
Prace w kryptach wraz z renowacją wnętrza kościoła, wzmocnieniem fundamentów oraz konserwacją wyposażenia sarkofagów kosztowały 6,5 mln. Większość tej kwoty, bo 4,5 mln pochodziło z Regionalnego Programu Operacyjnego.
Prace trwały półtora roku, udział w nich brało około 30 osób.
Jakie tajemnice odkryli archeolodzy?
- Najwięcej spodziewaliśmy się po pracach w podziemiach. W końcu to była rodzinna nekropolia rodu Tęczyńskich. Kolejne pokolenia właścicieli rozbudowywały kościół - mówi Przemysław Pytlak.
Wiadomo było, że w kryptach pochowani zostali: zmarły w 1561 roku kasztelan krakowski Andrzej Tęczyński oraz jego syn, także Andrzej.
Perełką są jednak dwa sarkofagi. Ten, w którym spoczęli Łukasz i Izabela Opalińscy zdobi motyw Vanitas, czyli figura zmarłego przedstawionego jako rozkładające się zwłoki. W ten sposób artysta przypominał żyjącym o kruchości życia, odwołując się do słynnego cytatu z Księgi Koheleta "Vanitas vanitatum et omnia vanitas", czyli "Marność nad marnościami i wszystko marność"
Najciekawsza historia wiąże się jednak z innym sarkofagiem, tym, w którym pochowana została księżna Zofia z Opalińskich Lubomirska zmarła w 1675 roku. Wykonany z czarnego kamienia sarkofag odznacza się niezwykłą urodą. Księżna przedstawiona jest w nim sposób bardzo naturalny, wygląda jakby spała. Ma lekko ugięte kolana, a na stopach sandały. Ubrana jest w suknię stylizowaną na antyczną.
Słoneczniki i tulipany wyryte na sarkofagu
Sarkofag zaprojektował Tylman van Gameren, artysta, na którego wówczas stać było niewielu. Historycy przypuszczają, że wiele elementów tego przedstawienia ma znaczenie symboliczne, na przykład słoneczniki i tulipany wyryte na kamiennej sukni. - Słoneczniki były symbolem pobożności i powiązania ziemi z niebem, a tulipany - śmierci i przemijana - zdradza Przemysław Pytlak.
Co okazało się oczom archeologów? - Przedstawienie z sarkofagu nie miało nic wspólnego z rzeczywistością, ale o tym przekonaliśmy się, kiedy zajrzeliśmy do środka. Księżna była ubrana w jedwabną, wyszywaną złotem suknię. Najbardziej zaskoczyło nas jednak to, że nie miała na sobie żadnej biżuterii. Kazała się jednak pochować z dwoma wizerunkami Maryi na piersi. Pamiętajmy jednak, że była to osoba majętna, należało do niej około stu wsi - opowiada Przemysław Pytlak. I dodaje: - Suknia była w bardzo dobrym stanie. Specjaliści z Torunia, którzy zajęli się jej konserwacją, mówili, że był to strój niezwykle szykowny. Gdy księżna szła, w trakcie ruchu, fałdy sukni błyszczały złotem i srebrem.
Zastanawiające jest, że sarkofag księżnej Lubomirskiej jako jedyny nie został zniszczony w trakcie potopu szwedzkiego. Przemysław Pytlak stawia w tej kwestii śmiałą tezę. - Sarkofag ozdobiony jest tablicą z napisanym po łacinie wierszem, którego autorem był mąż księżnej. Być może jeden ze szwedzkich żołnierzy znał łacinę i wzruszył się tym wierszem na tyle, że postanowił nie bezcześcić tego akurat sarkofagu - mówi.
O ostatnie miejsce spoczynku księżnej zadbała jej córka Elżbieta Sieniawska - mogła sobie na to pozwolić, bo była właścicielką nie tylko kilkuset wsi, ale także kilkudziesięciu miast. - Ze względu na swój majątek była nazywana "królową bez korony". Do kolekcji dokupiła sobie nawet Wilanów - opowiada Przemysław Pytlak.
Córka nawet częściowo przebudowała kościół w Końskowoli, wszystko po to, by sarkofag jej matki miał odpowiednią oprawę. Jeszcze w XVIII wieku sarkofag stał w centrum kościoła. Był otoczony kolekcją rzeźb przedstawiających figury aniołów i apostołów. Do naszych czasów zachowały się trzy z nich.
Czas się cofa
Dzięki badaniom archeologicznym sfinansowanym z unijnej dotacji udało się także dotrzeć do nieznanych wcześniej pozostałości gotyckiego kościoła. Odkryto jego posadzkę wykonaną w XV wieku. Ale to nie była ostatnia niespodzianka.
Po zdjęciu dwudziestowiecznej posadzki świątyni i po usunięciu warstwy ziemi, odsłonił się sarkofag wykonany z białego wapienia. Co ciekawe wykonany prawdopodobnie w XV wieku sarkofag był pusty, jakby nigdy nie został użyty zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Nie był też zniszczony. Nie znaleziono na nim inskrypcji. - Nie wiemy do kogo miał należeć, ale musiała to być osoba znacząca. W późniejszych wiekach całkowicie o nim zapomniano, w tym miejscu powstało sklepienie nowej krypty - mówi Przemysław Pytlak.
I dodaje, że Fara w Końskowoli może kryć jeszcze wiele niespodzianek: - Ciągle czekamy na ostateczne wyniki prac archeologów. Nieodkryta jest jeszcze krypta z XV wieku - zdradza Pytlak.
Co można zobaczyć w Farze?
Podziemia Fary w Końskowoli można zwiedzać za darmo. Aby było to jeszcze wygodniejsze, krypta Lubomirskich oraz krypta Opalińskich zostały ze sobą połączone korytarzem. Historię świątyni można poznać samodzielnie, gdy w zakrystii wypożyczy się wideoprzewodnik ze słuchawkami. Poza ścieżką audio w bazie przewodnika są zdjęcia. Część wyposażenia sarkofagów po renowacji będzie pokazana w gablotach.
Najnowsze wiadomości
-
Dostał maila z informacją o spadku. Stracił 30 tysięcy
-
Wyprzedzał na zakręcie, wpadł na drzewo. Trzech rannych
-
Radni PO: "Jesteśmy nieznani, bo nas nie zapraszają"
-
Poranek na ulicach Lublina. Jeździ się coraz gorzej
-
Pogoda na środę. Będzie bardzo ciepło i słonecznie
-
Pułkownik, kryminaliści, matka i porwanie JAK TO BYŁO
-
Z Europarlamentu: Jakoś to będzie, ale czy o to chodzi?
-
Ratusz nie dogaduje się z Echo Investment. Jest zwłoka
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni ...
- Gdzie urządzić przyjęcie komunijne w ...
- Wisła magnesem na turystów? Ogromne ...
- Mega rachunki z Orange za telefony widmo. ...
- Sukces policji? Poczekali, aż wyjdą, po ...
- Miody z Lublina podbijają świat! 80-lecie ...
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...








więcej zdjęć