Trzynasta wycieczka. Wyż nas rozpieszcza

Iwona Burdzanowska
08.10.2010 , aktualizacja: 08.10.2010 20:42
A A A Drukuj
Lebiedziew. Mizar - cmentarz tatarski Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJA GAZETA Lebiedziew. Mizar - cmentarz tatarski
Na borsuczy sen jeszcze nie czas. A poranne skrobanie szyb wynagradzają kolory. Więc sycę się nimi, bo nie wiadomo kiedy i na jak długo niebo pokryją chmury smutne jak ściera do podłogi, a błotna breja oprócz butów zniszczy chęć do spacerów przynajmniej na pół roku.
Gdybym w ten weekend musiała wybierać, byłabym w kłopocie. W ciągu tych dwunastu tygodni wycieczek "ospacerowałam" kawał Lubelszczyzny. Nie będę wyliczała faworytów pożegnalnej wycieczki, ale serce równie mocno, rwie się nad Bug i nad Wisłę. Jeśli chodzi o Wieprz, sprawa przesądzona. Rozprawię się z nim kajakiem w następnym sezonie. Ale z tą Wisłą i tym Bugiem nie obiecuję, bo to rzeki nieprzewidywalne. To w lutym, w najgorszy mróz Bug wygonił z domów kilkadziesiąt osób i stada zwierząt . Lodowy zator na dolnych, najpokrętniejszych odcinkach rzeki rozlał wodę po łąkach, podtopił domy, które w tamtych okolicach zwykle stawiane były na palach, jak te w Mościcach Dolnych niedaleko Sławatycz. Lodowy krzyż , na święto Jordanu w prawosławnej parafii sławatyckiej stał na brzegu. W trzy-cztery doby znalazł się na środku nurtu, a piaszczysta droga, którą dwa dni temu jechałam była zalana do połowy kół. Tych większych od traktora. Ślady dużej wody to również przesunięte koryto rzeki, teraz może już tylko na dwa metry od tej drogi. A sympatyczną stroną perypetii z rzeką były moje dwa "nadbużańskie spotkania" Pierwsze przy wodowskazie we Włodawie. Pan Irek, włodawski dekarz, fan rzeki opowiadał mi o rybach, które łowił tam od zawsze. Wspomniał, że jak dostał dwóję z matematyki lub fizyki - szedł na ryby. Te nigdy go nie zawiodły. Najlepsze były, gdy jeszcze istniała mleczarnia i zwalała kazeinowe ścieki wprost do Bugu. Właśnie przy wodowskazie wychodziła rura. A z przeciwległej strony z wieży obserwacyjnej pilnował rzeki uzbrojony po zęby radziecki pogranicznik. Może 100 metrów od wodowskazu jest ogrodzona siatką zakrzaczona posesja. Rzeka wielokrotnie poskromiła plany zabudowy działki, woda stoi tam nawet na pół metra. Oparła się jej sławojka, płot i brama z gigantyczną kłódą, wykutą ponad 20 lat temu przez włodawskiego kowala. Pana Tomka spotkałam gdy grodził łąkę drutem elektrycznego pastucha. Koło drutu rozwieszał kolorową taśmę, żeby dzieci widziały, że ogrodzenie jest pod prądem. Na łące pasły się konie znajomego pana Tomka. - Przyjeżdżam czasem pomóc. One były do mnie ewakuowane w czasie powodzi - chyba zżyliśmy się.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Polub nas na Facebooku