Ósma wycieczka. Lody i obrączki

Iwona Burdzanowska
21.09.2010 , aktualizacja: 21.09.2010 13:26
A A A Drukuj
Czemierniki Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJA GAZETA Czemierniki
Nie trzeba wyprawy ornitologicznej, żeby zakochać się w okolicach Białej Podlaskiej. Wystarczy krajobraz zupełnie inny niż w Lubelskiej części Lubelszczyzny.
Czemierniki
Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJA GAZETA
Czemierniki
Łomazy
Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJA GAZETA
Łomazy
Ta wycieczka miała być ornitologiczna. Kończył się sezon na orliki, a to oznaczało, że w ponad 130 udokumentowanych gniazdach na Lubelszczyźnie ostatnie ptaki stawały się zdolne do lotu. A jak są "za stare" to po prostu zwiewają obrączkującemu, a on nie mając zdolności latania, może tylko z drzewa zlecieć i w optymistycznej wersji połamać kości. Gniazda, są wysoko i na odludziu, bo orliki, jak na drapieżniki przystało do towarzyskich nie należą. Janusz Wójciak, który od lat bada ptaki drapieżne na Lubelszczyźnie miał do zaobrączkowania ostatnie trzy ptaki. W tym dwóch kolesiów w jednym gnieździe. I zapowiadało się niesamowicie.

Dwa tygodnie wcześniej zaobrączkował starszego i większego. Mniejszy był w dobrej formie i miał szansę, choć u orlika to nigdy do końca nie wiadomo. - Tylko cztery razy obrączkowałem rodzeństwo w gnieździe - wspomina Wójciak. Zwykle większy wcześniej czy później zżera mniejszego. W pierwszym gnieździe młody czekał na obrączkę, Janusz pokazał nam gościa, założył obrączkę, zważył, zmierzył, opisał i wsadził na miejsce. Przy okazji wylazł z krzaków żółtodzioby drozd.

Chyba wygnał go głód, bo zaraz przyleciał rodzic i nakarmił. Drozda też obejrzeliśmy. Potem, po drodze do następnego gniazda zajrzeliśmy na cmentarz tatarski w Studziance. Niesamowite miejsce wśród sosen, polsko brzmiące nazwiska, zatarte półksiężyce. Skręcało się tam koło kapliczki na rozdrożu. Podlaski krajobraz, z kamieniami polnymi na miedzach, takimi, z których powstawały tatarskie nagrobki. Żurawie, podrywające się z bardzo podmokłej łąki, tak strasznie podmokłej, że nie odważy się tam wjechać żaden quad.

W drugim gnieździe, 50 km dalej cudu nie było. Kiler zeżarł młodszego. Starym ptakom skończyła się dobra passa na zdobywanie pokarmu dla dwóch piskląt. Nakarmiły słabszym silniejszego. A my pogryzieni przez straszne komary w strasznym lesie uciekliśmy do Czemiernik, bo lody na rynku są wyśmienite.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Polub nas na Facebooku