Oferty pracy w regionie
Kamień pieprzu i jeden talent szafranu dla Jagiellończyka
13.08.2010
, aktualizacja: 13.08.2010 15:44
Zapraszamy do Lublina na Jarmark Jagielloński, który wywodzi się z tradycji XV wiecznych jarmarków lubelskich ustanowionych przez Kazimierza Jagiellończyka. Jak rodziła się ta tradycja i jakie miejsce dała Lublinowi na mapie Polski i Europy - rozmawiamy z samym Kazimierzem Jagiellończykiem
GRZEGORZ JÓZEFCZUK: Jaśnie Panie, Lublin zawsze pełnił prestiżowe, nie byle jakie miejsce na trasie najważniejszych podróży rodziny królewskiej. Był miastem, które jako pierwsze witało ciebie jak i twojego ojca, kiedy przyjeżdżaliście do Polski, i ostatnim, które was żegnało, gdy trzeba było opuścić Koronę i udać się na Litwę.
KAZIMIERZ JAGIELLOŃCZYK, KRÓL: - Tak było. Kiedy mój ojciec, książę litewski Władysław Jagiełło w roku 1386 roku wyruszył z Wilna do Krakowa po Jadwigę Andegaweńską i koronę polską, posłowie zawiedli go wraz z całym wielkim orszakiem najpierw do Lublina. I tak mu się spodobało miasto, że kilka dni zabawił i zadowolony odpoczywał, nic więc dziwnego, że Jan Długosz potem napisał, że "z Lublina wolną i nieskorą jazdą zbliżał się ku Krakowu". A potem i ja, syn jego, królewicz, w roku 1440 mając 13 lat ruszyłem ku ziemi swoich przodków przez Sandomierz i rzecz jasna Lublin, aby następnie przez Brześć i Bielsk kierować się na Wilno, gdzie popadający w chaos po zabójstwie Zygmunta Kiejstutowicza kraj doprowadziłem do ładu zostając Wielkim Księciem Litewskim. Dopiero po siedmiu latach zgodziłem się swą osobą jako króla Polski gwarantować związek braterski obu narodów, Korony i Litwy. Aby tego dokonać zobowiązałem się koronę polską przyjąć w Krakowie 24 czerwca 1447 roku. Wyruszyłem z Wilna i znowu po przekroczeniu granicy litewsko-polskiej witał mnie, jak niegdyś, 61 lat wcześniej mego ojca, Lublin. Jak zapisał Długosz, który za mną nie przepadał, a więc jego słowa nie są podyktowane pochlebstwem, zostałem "przez Jana ze Szczekocin, naówczas starostę lubelskiego wspaniale we wszystko opatrzony". To się pamięta, prawda?
Akurat zaraz potem zdarzyło się miastu nieszczęście, spustoszył je pożar, ale ty królu pamiętałeś, kto cię witał i aby nam pomóc, zniosłeś podatki a w czerwcu 1448 roku ustanowiłeś, w miejsce jednego, cztery wspaniałe jarmarki, święta wielkie handlu. Kronikarz zanotował: "Król Kazimierz Jagiellończyk, pragnąc dopomóc Lublinowi zniszczonemu przez pożar, ustanawia cztery jarmarki: szesnastodniowy zaczynający się na osiem dni przed świętem Oczyszczenia Najświętszej Marii Panny (2 lutego), szesnastodniowy na Zielone Świątki, ośmiodniowy na Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny (15 sierpnia) oraz ośmiodniowy na św. Szymona i Judy apostoła (28 października). Kupcy przybywający na dwa pierwsze zostali zwolnieni z opłat celnych."
- Poza sentymentem i wdzięcznością istnieje logika rozwoju, z której ja - powiem nie skromnie - tylko wyciągnąłem wnioski. Kupcy lubelscy mieli już wcześniej zagwarantowaną wolność celną oraz prawo składowe z ośmiodniowym przymusem składowym, dzięki czemu z lubelskiego składu korzystali kupcy tak z Turcji i Wołoszczyzny, którzy - jak pisze historyk, "stąd, a nie ze Lwowa, woleli kierować się na zachód, jak również z Wrocławia, Śląska, Moraw i Czech, naruszając prawo składowe Krakowa; gromadnie napływali do Lublina Włosi, Niemcy, Węgry, Francuzi, Szkoci, Ormianie". Z Litwy i Łotwy sprowadzano futra i wosk, a z zachodu - sukna, a dalej wyliczać nie sposób, czym tutaj handlowano: wina węgierskie, korzenie i tkaniny ze wschodu, metale i siarka, konie i broń.
Tak, chciałem, aby dzięki jarmarkom Lublin był pośrednikiem wielkiego handlu krajowego i dalekosiężnego, centrum tranzytu. Dlatego dodatkowo w 1450 roku ustanowiłem przywilej nowej drogi dla handlu ruskiego biegnącej ze Lwowa przez Hrubieszów i Krasnystaw do Lublina, a dalej przez Kazimierz, Radom do Wrocławia i Poznania. Bo wcześniejsza droga, przez Sandomierz i Kraków, Lublin omijała.
Wzmocniłem miasto i region czyniąc je ośrodkiem władzy poprzez utworzenie w 1474 roku województwa lubelskiego. A! Nie wie waćpan, że to ja jestem ojcem województwa lubelskiego?
Jakim zrobiłem to piękne miasto i Lubelszczyznę? Nadałem Lublinowi centralne znaczenie w relacji do Litwy, bo Lublin leży w połowie traktu między Krakowem i Wilnem. I coś jeszcze sprawiłem większego: Lublin stał się miejscem krzyżowania międzynarodowych szlaków, wschodniego - z zachodu na wschód i czarnomorskiego - z południa na północ. Bez jarmarków byłaby figa a nie interesy i bogactwo! Jak są kupcy, to i w zajazdach i karczmach tłoczno, a stragany i jatki pozajmowane, oblężone, również kwitnie rzemiosło, a kasa pęka od podatków.
Pozwolimy sobie przytoczyć słowa króla w materii powołania województwa lubelskiego, że już intencją poprzedników waszej królewskiej mości było, aby Lublin " zasłużył na zaliczenie go do tych najznaczniejszych i głównych miast i aby stał się miastem głównym". W piśmie z 1468 roku król precyzuje, iż "położenie, stan i wielkość miasta Lublina, to czynniki, dzięki którym zasługuje ono na zaliczenie do rzędu innych najznaczniejszych i najznakomitszych miast królestwa naszego".
- I tak uważam cały czas i na tej drodze życzę samych sukcesów. Nadal nie mam wątpliwości, że położenie Lublina w połowie drogi między Warszawą i Lwowem oraz między Krakowem a Wilnem czyni miasto brama wschodu. Tu, w Lublinie, czuje się tradycję mieszania się kultur i religii, a jarmark jest przecież tego gospodarczo-kulturalną esencją.
Krakusi byli tak wciekli rosnącą dzięki jarmarkom rolą Lublina w handlu ze wschodem, że obsadzili i już nie chcieli zrezygnować ze sprawowania przynoszącej krocie dziedzicznej funkcji wójta lubelskiego. To nie przeszkadzało, aby rodziły się lubelskie fortuny. Jak się ostatnio dowiedzieliśmy, bez obrazy, kupcy i mieszczanie lubelscy wspierali sakwę także samego króla.
- To Jan Gembal, rajca i wielki kupiec pożyczał mi w 1471 roku sumę 180 grzywien, w roku następnym 180 grzywien i 820 florenów węgierskich, za co został obdarowany dzierżawą cła lubelskiego. Ależ to był kupiec! Dołożył mi jeszcze kamień pieprzu i jeden talent szafranu.
Król myślał przyszłościowo, kiedy miał wgląd na urządzenia komunalne ku wygodzie ludzi służące i wyraził w 1471 roku zgodę na budowę wodociągu.
- A tak, albowiem bardzo cenię sobie oddanie i lojalność, która skłania się ku dobru wspólnemu. Niestety, jak mi doniesiono, inwestycja wodociągowa ruszyła dopiero po mojej śmierci, w 1506 roku dzięki rurmistrzowi Janowi z Nowego Sącza. Wodę ten mistrz rurowy czerpał z Bystrzycy skąd płynęła specjalnym rowem do młyna wodnego, który podnosił ją do wieży przy klasztorze brygidek. Tu drewnianymi rurami płynęła do zbiornika przy Bramie Krakowskiej. Mało które miasto w Polsce miało takie wodociągi! Rury są teraz w muzeum, a ta wieża wciąż stoi i czasami z góry patrzę sobie na nią.
Proszę jeszcze słowo o wychowaniu młodych pokoleń.
- Rozumiem, że zmierza wać pan do konstatacji, iż to ja jestem autorem hasła, że "nic mnie bardziej nie cieszy, jak płacz syna bitego przez nauczyciela". Lecz jakiem osiągnął sukcesy. Powiem prosto: cenię naukę. Na zamku w Lublinie moi synowie kształcili się wybornie pod opieką profesorów i wyrośli na światłych ludzi, a nawet świętych, a nie - powiem kolokwialnie - na tumanów, jakich nigdy nie brakuje w ośrodkach władzy.
Czy jest gdzieś w Lublinie miejsce, gdzie możemy jaśnie króla spotkać?
- Rzecz jasna, że jest takie miejsce, chociażby w pobrygidkowskim kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP Zwycięskiej, który ufundował mój ojciec Władysław Jagiełło jako votum za zwycięstwo pod Grunwaldem. Wprawdzie trzeba trochę chęci i uporu oraz znajomości, aby wejść na strych, ale tam właśnie jestem na malowidle jak na czele rycerzy wjeżdżam do Lublina. Modlę się, abym był dostępny szerszemu ogółowi lublinian, których tak przecież ukochałem i których chciałbym chociaż duchowo poprowadzić do zwycięskiej bitwy o tytuł dla Lublina Europejskiej Stolicy Kultury 2016..
Jarmark na Wniebowzięcie N.M.P. podupadł, poddał się konkurencji i w połowie XVII wieku "zaginął". Teraz, po trzech i pół stuleciach odrodził się ten odbywany w połowie sierpnia jarmark jako Jarmark Jagielloński i znowu pcha Lublin do grona miasta pod tym względem głównych. Jarmark Jagielloński nawiązuje do swych historycznych początków, czyli czasów jaśnie króla, kiedy kwitł handel stając się formą i sposobem międzynarodowej wymiany i współpracy jak też kwitła kultura otwierając dla Polski i Europy drogę w czasy renesansu. Proszę o komentarz. Podtrzymuje król swe dekrety?
- Ja, Kazimierz, król polski, wielki książę litewski i dziedziczny pan Rusi, przysięgam i przyrzekam na tę świętą Boską Ewangelię, że wszystkie prawa, swobody, przywileje zapisy i nadania mojego Królestwa Polskiego, duchowne i świeckie, kościołom i Królestwu Polskiemu, biskupom i książętom, panom, rycerstwu, miastom, mieszkańcom kraju, zgoła wszystkim poddanym wszelkiego stanu i powołania, przez świętej pamięci książąt, królów rządców i jakichkolwiek bądź panów i dziedziców Królestwa Polskiego, a mianowicie przez Władysława ojca i Władysława brata mego, królów polskich, udzielone, darowane i nadane, utrzymam zachowam i wykonam we wszystkich warunkach i opisach.
*Kazimierz IV Andrzej Jagiellończyk (1427, Kraków - 1492, Grodno), trzeci syn Władysława Jagiełły i Zofii Holszańskiej, wielki książę litewski (1440-1492), jeden z najwybitniejszych królów Polski (1447-1492). Ustanowił cztery jarmarki w Lublinie, z jego czasów wywodzi się tradycja Jarmarku Jagiellońskiego.
* "Wzrostu był - piszą o nim - wysokiego, twarzy suchej i pociągłej. Łysy, szeplenił nieco. Myśliwstwo tak jak ojciec lubił bardzo, była to jego najmilsza rozrywka. Tak samo jak ojciec, znosił bez uprzykrzenia upały, zimno i niewczasy. Dumnym nie był, ale szanować się kazał. Przepych i okazałość Kazimierz dość lubił. Tak samo jak ojciec, nie lubił Kazimierz ani miodu, ani wina, i zapachów też silnych nie znosił. Zabawy rycerskie, turnieje, igrzyska, gonitwy często się na dworze odbywały. Panowanie Kazimierza, jako doba żywego zajęcia oświatą pod kierunkiem akademii krakowskiej, jest nadzwyczaj ważne dla przyszłości".
KAZIMIERZ JAGIELLOŃCZYK, KRÓL: - Tak było. Kiedy mój ojciec, książę litewski Władysław Jagiełło w roku 1386 roku wyruszył z Wilna do Krakowa po Jadwigę Andegaweńską i koronę polską, posłowie zawiedli go wraz z całym wielkim orszakiem najpierw do Lublina. I tak mu się spodobało miasto, że kilka dni zabawił i zadowolony odpoczywał, nic więc dziwnego, że Jan Długosz potem napisał, że "z Lublina wolną i nieskorą jazdą zbliżał się ku Krakowu". A potem i ja, syn jego, królewicz, w roku 1440 mając 13 lat ruszyłem ku ziemi swoich przodków przez Sandomierz i rzecz jasna Lublin, aby następnie przez Brześć i Bielsk kierować się na Wilno, gdzie popadający w chaos po zabójstwie Zygmunta Kiejstutowicza kraj doprowadziłem do ładu zostając Wielkim Księciem Litewskim. Dopiero po siedmiu latach zgodziłem się swą osobą jako króla Polski gwarantować związek braterski obu narodów, Korony i Litwy. Aby tego dokonać zobowiązałem się koronę polską przyjąć w Krakowie 24 czerwca 1447 roku. Wyruszyłem z Wilna i znowu po przekroczeniu granicy litewsko-polskiej witał mnie, jak niegdyś, 61 lat wcześniej mego ojca, Lublin. Jak zapisał Długosz, który za mną nie przepadał, a więc jego słowa nie są podyktowane pochlebstwem, zostałem "przez Jana ze Szczekocin, naówczas starostę lubelskiego wspaniale we wszystko opatrzony". To się pamięta, prawda?
Akurat zaraz potem zdarzyło się miastu nieszczęście, spustoszył je pożar, ale ty królu pamiętałeś, kto cię witał i aby nam pomóc, zniosłeś podatki a w czerwcu 1448 roku ustanowiłeś, w miejsce jednego, cztery wspaniałe jarmarki, święta wielkie handlu. Kronikarz zanotował: "Król Kazimierz Jagiellończyk, pragnąc dopomóc Lublinowi zniszczonemu przez pożar, ustanawia cztery jarmarki: szesnastodniowy zaczynający się na osiem dni przed świętem Oczyszczenia Najświętszej Marii Panny (2 lutego), szesnastodniowy na Zielone Świątki, ośmiodniowy na Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny (15 sierpnia) oraz ośmiodniowy na św. Szymona i Judy apostoła (28 października). Kupcy przybywający na dwa pierwsze zostali zwolnieni z opłat celnych."
- Poza sentymentem i wdzięcznością istnieje logika rozwoju, z której ja - powiem nie skromnie - tylko wyciągnąłem wnioski. Kupcy lubelscy mieli już wcześniej zagwarantowaną wolność celną oraz prawo składowe z ośmiodniowym przymusem składowym, dzięki czemu z lubelskiego składu korzystali kupcy tak z Turcji i Wołoszczyzny, którzy - jak pisze historyk, "stąd, a nie ze Lwowa, woleli kierować się na zachód, jak również z Wrocławia, Śląska, Moraw i Czech, naruszając prawo składowe Krakowa; gromadnie napływali do Lublina Włosi, Niemcy, Węgry, Francuzi, Szkoci, Ormianie". Z Litwy i Łotwy sprowadzano futra i wosk, a z zachodu - sukna, a dalej wyliczać nie sposób, czym tutaj handlowano: wina węgierskie, korzenie i tkaniny ze wschodu, metale i siarka, konie i broń.
Tak, chciałem, aby dzięki jarmarkom Lublin był pośrednikiem wielkiego handlu krajowego i dalekosiężnego, centrum tranzytu. Dlatego dodatkowo w 1450 roku ustanowiłem przywilej nowej drogi dla handlu ruskiego biegnącej ze Lwowa przez Hrubieszów i Krasnystaw do Lublina, a dalej przez Kazimierz, Radom do Wrocławia i Poznania. Bo wcześniejsza droga, przez Sandomierz i Kraków, Lublin omijała.
Wzmocniłem miasto i region czyniąc je ośrodkiem władzy poprzez utworzenie w 1474 roku województwa lubelskiego. A! Nie wie waćpan, że to ja jestem ojcem województwa lubelskiego?
Jakim zrobiłem to piękne miasto i Lubelszczyznę? Nadałem Lublinowi centralne znaczenie w relacji do Litwy, bo Lublin leży w połowie traktu między Krakowem i Wilnem. I coś jeszcze sprawiłem większego: Lublin stał się miejscem krzyżowania międzynarodowych szlaków, wschodniego - z zachodu na wschód i czarnomorskiego - z południa na północ. Bez jarmarków byłaby figa a nie interesy i bogactwo! Jak są kupcy, to i w zajazdach i karczmach tłoczno, a stragany i jatki pozajmowane, oblężone, również kwitnie rzemiosło, a kasa pęka od podatków.
Pozwolimy sobie przytoczyć słowa króla w materii powołania województwa lubelskiego, że już intencją poprzedników waszej królewskiej mości było, aby Lublin " zasłużył na zaliczenie go do tych najznaczniejszych i głównych miast i aby stał się miastem głównym". W piśmie z 1468 roku król precyzuje, iż "położenie, stan i wielkość miasta Lublina, to czynniki, dzięki którym zasługuje ono na zaliczenie do rzędu innych najznaczniejszych i najznakomitszych miast królestwa naszego".
- I tak uważam cały czas i na tej drodze życzę samych sukcesów. Nadal nie mam wątpliwości, że położenie Lublina w połowie drogi między Warszawą i Lwowem oraz między Krakowem a Wilnem czyni miasto brama wschodu. Tu, w Lublinie, czuje się tradycję mieszania się kultur i religii, a jarmark jest przecież tego gospodarczo-kulturalną esencją.
Krakusi byli tak wciekli rosnącą dzięki jarmarkom rolą Lublina w handlu ze wschodem, że obsadzili i już nie chcieli zrezygnować ze sprawowania przynoszącej krocie dziedzicznej funkcji wójta lubelskiego. To nie przeszkadzało, aby rodziły się lubelskie fortuny. Jak się ostatnio dowiedzieliśmy, bez obrazy, kupcy i mieszczanie lubelscy wspierali sakwę także samego króla.
- To Jan Gembal, rajca i wielki kupiec pożyczał mi w 1471 roku sumę 180 grzywien, w roku następnym 180 grzywien i 820 florenów węgierskich, za co został obdarowany dzierżawą cła lubelskiego. Ależ to był kupiec! Dołożył mi jeszcze kamień pieprzu i jeden talent szafranu.
Król myślał przyszłościowo, kiedy miał wgląd na urządzenia komunalne ku wygodzie ludzi służące i wyraził w 1471 roku zgodę na budowę wodociągu.
- A tak, albowiem bardzo cenię sobie oddanie i lojalność, która skłania się ku dobru wspólnemu. Niestety, jak mi doniesiono, inwestycja wodociągowa ruszyła dopiero po mojej śmierci, w 1506 roku dzięki rurmistrzowi Janowi z Nowego Sącza. Wodę ten mistrz rurowy czerpał z Bystrzycy skąd płynęła specjalnym rowem do młyna wodnego, który podnosił ją do wieży przy klasztorze brygidek. Tu drewnianymi rurami płynęła do zbiornika przy Bramie Krakowskiej. Mało które miasto w Polsce miało takie wodociągi! Rury są teraz w muzeum, a ta wieża wciąż stoi i czasami z góry patrzę sobie na nią.
Proszę jeszcze słowo o wychowaniu młodych pokoleń.
- Rozumiem, że zmierza wać pan do konstatacji, iż to ja jestem autorem hasła, że "nic mnie bardziej nie cieszy, jak płacz syna bitego przez nauczyciela". Lecz jakiem osiągnął sukcesy. Powiem prosto: cenię naukę. Na zamku w Lublinie moi synowie kształcili się wybornie pod opieką profesorów i wyrośli na światłych ludzi, a nawet świętych, a nie - powiem kolokwialnie - na tumanów, jakich nigdy nie brakuje w ośrodkach władzy.
Czy jest gdzieś w Lublinie miejsce, gdzie możemy jaśnie króla spotkać?
- Rzecz jasna, że jest takie miejsce, chociażby w pobrygidkowskim kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP Zwycięskiej, który ufundował mój ojciec Władysław Jagiełło jako votum za zwycięstwo pod Grunwaldem. Wprawdzie trzeba trochę chęci i uporu oraz znajomości, aby wejść na strych, ale tam właśnie jestem na malowidle jak na czele rycerzy wjeżdżam do Lublina. Modlę się, abym był dostępny szerszemu ogółowi lublinian, których tak przecież ukochałem i których chciałbym chociaż duchowo poprowadzić do zwycięskiej bitwy o tytuł dla Lublina Europejskiej Stolicy Kultury 2016..
Jarmark na Wniebowzięcie N.M.P. podupadł, poddał się konkurencji i w połowie XVII wieku "zaginął". Teraz, po trzech i pół stuleciach odrodził się ten odbywany w połowie sierpnia jarmark jako Jarmark Jagielloński i znowu pcha Lublin do grona miasta pod tym względem głównych. Jarmark Jagielloński nawiązuje do swych historycznych początków, czyli czasów jaśnie króla, kiedy kwitł handel stając się formą i sposobem międzynarodowej wymiany i współpracy jak też kwitła kultura otwierając dla Polski i Europy drogę w czasy renesansu. Proszę o komentarz. Podtrzymuje król swe dekrety?
- Ja, Kazimierz, król polski, wielki książę litewski i dziedziczny pan Rusi, przysięgam i przyrzekam na tę świętą Boską Ewangelię, że wszystkie prawa, swobody, przywileje zapisy i nadania mojego Królestwa Polskiego, duchowne i świeckie, kościołom i Królestwu Polskiemu, biskupom i książętom, panom, rycerstwu, miastom, mieszkańcom kraju, zgoła wszystkim poddanym wszelkiego stanu i powołania, przez świętej pamięci książąt, królów rządców i jakichkolwiek bądź panów i dziedziców Królestwa Polskiego, a mianowicie przez Władysława ojca i Władysława brata mego, królów polskich, udzielone, darowane i nadane, utrzymam zachowam i wykonam we wszystkich warunkach i opisach.
*Kazimierz IV Andrzej Jagiellończyk (1427, Kraków - 1492, Grodno), trzeci syn Władysława Jagiełły i Zofii Holszańskiej, wielki książę litewski (1440-1492), jeden z najwybitniejszych królów Polski (1447-1492). Ustanowił cztery jarmarki w Lublinie, z jego czasów wywodzi się tradycja Jarmarku Jagiellońskiego.
* "Wzrostu był - piszą o nim - wysokiego, twarzy suchej i pociągłej. Łysy, szeplenił nieco. Myśliwstwo tak jak ojciec lubił bardzo, była to jego najmilsza rozrywka. Tak samo jak ojciec, znosił bez uprzykrzenia upały, zimno i niewczasy. Dumnym nie był, ale szanować się kazał. Przepych i okazałość Kazimierz dość lubił. Tak samo jak ojciec, nie lubił Kazimierz ani miodu, ani wina, i zapachów też silnych nie znosił. Zabawy rycerskie, turnieje, igrzyska, gonitwy często się na dworze odbywały. Panowanie Kazimierza, jako doba żywego zajęcia oświatą pod kierunkiem akademii krakowskiej, jest nadzwyczaj ważne dla przyszłości".
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Oferty pracy w regionie
Najczęściej czytane24 htydzień
- Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni ...
- Gdzie urządzić przyjęcie komunijne w ...
- Wisła magnesem na turystów? Ogromne ...
- Mega rachunki z Orange za telefony widmo. ...
- Sukces policji? Poczekali, aż wyjdą, po ...
- Miody z Lublina podbijają świat! 80-lecie ...
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...

