ESK 2016. Wysocki: Jesteśmy szansą Polski "B"

Rozmawiał: Grzegorz Józefczuk
14.02.2010 , aktualizacja: 14.02.2010 17:28
A A A Drukuj
Do końca sierpnia miasta pragnące wystartować w zmaganiach o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 muszą złożyć aplikację konkursową. Co robi Lublin? - pytamy wiceprezydenta odpowiedzialnego za start miasta w tym konkursie

Fot. Iwona Burdzanowska / AG
Grzegorz Józefczuk: Czy może Pan uchylić rąbka tajemnicy, co się dzieje? Co konkretnie robimy i dokąd zmierzamy w sprawie konkursu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Kiedyś mówiono o tym na konferencjach prasowych, teraz panuje milczenie, czy z obawy przed konkurencją?

Włodzimierz Wysocki: - Te konferencje odbywały się, kiedy opracowywaliśmy formułę organizacyjną naszych starań, i ten etap został zamknięty z chwilą powierzenia określonych czynności współpracującym z nami trojgu ekspertom. Główną rolę, gdy chodzi o pisanie aplikacji, powierzyliśmy Draganowi Klaicowi. Roose Fenton ma za zadanie przygotowanie różnych koncepcji działań artystycznych z uwzględnieniem festiwali, w tym teatralnych. Zaś Krzysztof Czyżewski będzie miał swój wkład w nasze starania poprzez szereg konfrontacji, konsultacji i rozmów ze środowiskiem artystycznym miasta i regionu.

Treść aplikacji powinna wywodzić się w sposób autentyczny z przemyśleń i koncepcji działań artystycznych tego środowiska.

Z przyczyn oczywiście taktycznych nie chcielibyśmy tego zbyt wcześnie publicznie roztrząsać. Konferencje te zostaną wznowione, już wkrótce będziemy próbowali podjąć szeroką debatę publiczną na temat programu i strategii rozwoju kultury w Lublinie do 2016 roku i później.

Czy eksperci z zewnątrz zostali zaproszeni dlatego, że z wielu spotkań z twórcami i kierownikami instytucji kultury niewiele wyszło, bo nie udało się wypracować jednej koncepcji naszych starań o tytuł ESK? Pojawiły się nawet głosy, także od niektórych ekspertów, że twórcy i instytucje nie podjęły wysiłku wzniesienia się ponad własne interesy, ponad wypracowanie nowej, oryginalnej koncepcji o charakterze consesusu przedkładano promocję indywidualnych koncepcji i własnego dorobku?

- Nie słyszałem tak radykalnych opinii. Nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy, że przedstawiciele środowisk i instytucji kultury nie widzieli końca własnego nosa i byli w stanie rozmawiać tylko o swoich dokonaniach. W toku tej trwającej wiele miesięcy dyskusji mówiliśmy o wielu wspólnych sprawach, problemach, zjawiskach i koncepcjach - i to zostało zebrane w dwóch dokumentach. Była to nasza, wewnętrzna ale jawna debata, selekcja, analiza. Uznałem za konieczne poddanie tego co zebraliśmy, weryfikacji, ocenie zewnętrznej - i to nie dlatego, jak Pan sugeruje, z tego powodu, że każdy mówił o sobie i nie mogliśmy dojść do niczego. Doszliśmy. To co jest teraz brane pod uwagę przez naszych ekspertów jako główne filary aplikacji i strategii rozwoju kultury w dużej mierze opiera się na tych naszych wstępnych ocenach, sugestiach, podstawach programowych wypracowanych w tych dyskusjach. Pojawił się szereg cennych autorskich koncepcji i to wcale nie egoistycznych. Z drugiej strony, moje podejście do aplikacji konkursowej jest dalekie od lukrowania rzeczywistości, to się powinno wiązać z zasadą definiowania problemów i stawienia zadań na przyszłość.

Jeżeli zdamy sobie sprawę z ogromu inwestycji w sferze kultury na przykład w Warszawie, a z drugiej strony wielkości budżetu kultury w Krakowie, Łodzi czy Trójmieście, to Lublin okazuje się mało na tych polach konkurencyjny. Co zatem może być atutem lubelskiego projektu ESK?

- Zgadzam się, lecz z jednym zastrzeżeniem: rozmach inwestycyjny jeżeli chodzi o kulturę, jest w skali Lublina niespotykany, niebywały. Równolegle są realizowane bardzo kosztowne inwestycje jak Centrum Spotkań Kultur, Centrum Kultury czy Teatr Stary. Nigdy się nie zdarzyło, żeby tyle inwestowano, nie mówię już o tych drobniejszych jak dom kultury na Węglinie, czy biblioteka w budynku byłej pralni na Czubach. Nie zgadzam się, że w tym wyścigu inwestycyjnym jesteśmy skazani na przegraną, gdyż wysiłek inwestycyjny trzeba widzieć w skali miasta i jego budżetu. Możliwości budżetowe Lublina są oczywiście mniejsze niż tych największych miast kraju.

Lecz tu chodzi o coś innego. Generalnie, błędem jest rozumienie konkursu o tytuł ESK tak, że jest to wyścig inwestycyjny albo że chodzi tu o licytowanie się, kto w 2016 roku zrobi większe show, lepszy festiwal. W tym konkursie chodzi również, a może przede wszystkim, o działania i społeczne, i integracyjne, i edukacyjne, bo program konkursu ESK ma o wiele szerszy charakter, zmierzający, mówiąc w skrócie, do zaprojektowania i dokonania dobrych zmian w życiu społecznym miasta. To dlatego cieszymy się z postępującego uspołecznienia naszych starań, z tego, że tak spontanicznie, a przy tym merytorycznie, angażuje się w nie tak wiele wartościowych osób.

Konkurs ustala dwa kryteria dla tych działań, mają one mieć "wymiar europejski" oraz wyrażać, budować relacje "miasto i obywatele". Moim zdaniem, my powinniśmy głównie koncentrować się na tym drugim kryterium. Bo z tego możemy mieć wiele korzyści nawet jeżeli nam się nie uda wygrać. Wymiaru europejskiego nie należy też rozumieć w sposób uproszczony, że to pojęcie odnosi się tylko do wydarzeń artystycznych, gdyż wymiar europejski może mieć nie tylko wielki festiwal ale też np. nowa koncepcja postrzegania kultury, nowy pomysł na jej upowszechnianie, czyli coś, co odnosi się do szerokich i długotrwałych działań społecznych. To może być Proszę mnie nie naciskać, nie chcę zdradzać wszystkich atutów naszej aplikacji.

Ja sam w początkowej fazie, kiedy zacząłem się tym programem zajmować, rozumiałem go znacznie płycej, że to głównie okazja do promocji kulturalnej poprzez działania artystyczne. To ważny aspekt, ale sam program ESK na charakter znacznie głębszy, ma dotyczyć pewnej strategii rozwoju społecznego do 2016 roku i potem.

A jeżeli nie wejdziemy na tzw. krótka listę i przegramy ten wyścig, czy nie obawia się Pan "zmęczenia materiału" menadżerów, animatorów, dyrektorów w tej walce, którzy w dobie kryzysu muszą nieustannie walczyć o koncepcje i finanse?

- Jeżeli nie wygramy tego konkursu, faktycznie nie da się wykluczyć reakcji zniechęcenia i rozgoryczenia u niektórych. Jak temu przeciwdziałać? Przedstawiając kolejne cele i zdania i organizując się wokół nich. Po roku 2016 jest inna ważna dla Lublina data - rok 2017! Rocznica nadania praw miejskich tworzy szansę dla kontynuowania działań podejmowanych teraz, nawet jeżeli przegramy konkurs ESK. Ja wierzę, że jednak znajdziemy się na tej "krótkiej liście" obok 2-3 silnych, wielkich konkurujących ze sobą miast - i ta ich konkurencja będzie dla nas szansą jako bezkolizyjne rozwiązanie. Sprawa konkursu ma aspekt szerszy, chodzi też o walkę z pewnym stereotypem Polski Wschodniej, Polski "B". Myślę, że to jest okazja, by stworzyć pewien precedens, że ta Polska Wschodnia jakoś się liczy - i tym argumentem trzeba też w tej rywalizacji się posługiwać. To jest walka o odnowę społeczną miasta, ale i o miejsce Polski Wschodniej w kulturze, ale nie tylko w kulturze kraju.

Rozmową z Włodzimierzem Wysockim rozpoczynamy dyskusję o szansach Lublina w konkursie o tytuł ESK 2016

Podziel się

  • 30 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • ESK 2016. Wysocki: Jesteśmy szansą Polski "B" kresowy 14.02.10, 21:46

    Jeden z najważniejszych urzędników miejskich nazywa nas Polską B. Nie mogę się z tym zgodzić i myślę,że pan Wysocki nie zasługuje aby być vice prezydentem skoro ma takie podejście do Lublina»

  • Wysocki przestań bredzić, charliefrown 15.02.10, 09:12

    facet peroruje o szansach, podczas gdy wie doskonale, że to tylko mrzonki. Czemu nikt nie zadał pytania - Jak ocenia Pan Wiceprezydent w kontekście zmagań o tytuł Europejską Stolicę Kultury »

Polub nas na Facebooku