Dziewczyny z czerwonymi kokardami we włosach

Małgorzata Szlachetka
08.10.2011 , aktualizacja: 07.10.2011 21:27
A A A Drukuj
Swoje zdjęcie Julia Hartwig podarowała szkolnej koleżance Stanisławie Ziemnickiej z domu Tkaczyk, fot. z archiwum domowego S. Ziemnickiej Swoje zdjęcie Julia Hartwig podarowała szkolnej koleżance Stanisławie Ziemnickiej z domu Tkaczyk, fot. z archiwum domowego S. Ziemnickiej
Klasa Julii Hartwig maturę w liceum im. Unii Lubelskiej zdała w 1939 roku. Jak Hartwiżankę wspominają mieszkające w Lublinie koleżanki ze szkolnej ławy?
Studniówka klasy Julii Hartwig, luty 1939. Zdjęcie z domowego archiwum Stanisławy Ziemnickiej.
Studniówka klasy Julii Hartwig, luty 1939. Zdjęcie z domowego archiwum Stanisławy Ziemnickiej.
Studniówka w 1939 roku w Lublinie, mieszkanie prywatne. Zdjęcie z archiwum domowego Stanisławy Ziemnickiej
Studniówka w 1939 roku w Lublinie, mieszkanie prywatne. Zdjęcie z archiwum domowego Stanisławy Ziemnickiej
Przedstawienie szkolne, w roli nauczycielki młoda Julia Hartwig, zdjęcie z archiwum domowego Danuty Riabinin
Przedstawienie szkolne, w roli nauczycielki młoda Julia Hartwig, zdjęcie z archiwum domowego Danuty Riabinin
Studniówkę miały w lutym 1939 roku, urządziły ją w domu jednej z koleżanek przy ul. Ogrodowej. Na zdjęciach widać grupę uśmiechniętych dziewczyn w białych bluzkach. Chłopców w ich wieku nie było, uczennice żeńskiej szkoły bawiły się we własnym gronie. Jedynym rodzynkiem w tej grupie był mały brat gospodyni - widać go na jednej z fotografii.

- Granatowa sukienka była kupiona przy innej okazji, ale przydała się w czasie studniówki. Założyłam do niej biały kołnierz - wspomina Stanisława Ziemnicka.

Jej szkolna koleżanka Danuta Riabinin z domu Podobińska pamięta, że dziewczyny na studniówce piły wino, a jej mama specjalnie na tę okazję zrobiła tort.

W szkole takie stroje były nie do pomyślenia - na co dzień obowiązywały fartuszki. Tylko na uroczystości przychodziło się w białej bluzce i granatowej spódnicy. "To było takie pożegnanie ze szkołą, było dużo wspomnień, troszkę wygłupów, rozmaitych kawałów. Jedna koleżanka naśladowała naszą przełożoną, która miała takie zęby na wierzchu i w ogóle była strasznie surowa. Nie będę w tym miejscu wspominała jej nazwiska, bo w czasie okupacji okazała się wspaniałym człowiekiem. Po wojnie zresztą bardzo cierpiała jako zwolennik innych metod i innego ustroju niż był." - to fragment relacji Danuty Riabinin dla Ośrodka Brama Grodzka-Teatr NN.

Tę scenę utrwalił na zdjęciu Ludwik Hartwig. Znany lubelski fotograf nie po raz pierwszy dokumentował szkolne uroczystości z udziałem swojej córki. Danuta Riabinin przechowuje też dwa zdjęcia z przedstawienia, które dziewczyny przygotowały w roku szkolnym 1932/33. Julia Hartwig - ostrzyżona na chłopaka dziewczynka w okularach - zagrała w nim nauczycielkę. To nie było zwykłe przedstawienie - dziewczyny wystąpiły przed swoimi rodzicami a przy okazji spektaklu zorganizowana była zbiórka pieniędzy na czesne dla uboższych koleżanek. - Dlaczego w ogóle wpadłyśmy na taki pomysł? Chyba po tym, jak zobaczyłyśmy, że po pierwszym półroczu wypraszane są ze szkoły dziewczyny, które nie miały opłaconego czesnego. Ich nazwiska wyczytywała nauczycielka. To był dla mnie naprawdę przykry moment, bo przecież nie chodziło o bardzo duże kwoty. Nie pamiętam już ile udało nam się uzbierać w czasie zbiórki, ale koleżankom pomogłyśmy - opowiada "Gazecie" Danuta Riabinin.

Szkoła im. Unii Lubelskiej było szkołą państwową, z czesnym niższym niż w prywatnych gimnazjach i liceach. Na zniżki mogły liczyć córki urzędników państwowych, ale do Unii wcale nie było łatwo się dostać. Szkoła dbała o wysoki poziom.

- Przez niektóre osoby Julia była uważana za wyniosłą, ale ja tak jej nie odbierałam. Myślę, że naprawdę byłyśmy blisko. W czasie okupacji Julka często przychodziła do mojego domu. U nas poznała swojego pierwszego męża Zygmunta Kałużyńskiego. Podpowiadała mi, jakie książki powinnam przeczytać. Na pewno dzięki niej poznałam "Zbrodnię i karę" - mówi Danuta Riabinin.

Później Julia Hartwig w jednym z wywiadów będzie wspominała, że Zygmunt Kałużyński uczył ją i Danutę Podobińską gry na pianinie.

W szkolnym pamiętniku koleżanki Julia Hartwig wkleiła zdjęcie wykonane przez swojego brata - Edwarda. Czy to jeden z tych pejzaży, które powstały w trakcie porannych wędrówek Edwarda Hartwiga wokół Lublina? Obok znalazł się nakreślony niebieskim piórem wpis: "Nie mamy prawa wnosić zgryzot między ludzi. Jedyną rzecz, którą możemy użyczyć ludziom jest dobry, radosny, wyrozumiały uśmiech. Julia Hartwiżanka 14.IV.1936".

Od początku było wiadomo, że Julia Hartwig jest humanistką z krwi i kości. W szkole nie było też tajemnicą, że pisze wiersze. Gdy nauczycielka języka polskiego zadała jako temat wypracowania opisanie szkolnej zabawy, Julia Hartwig skwitowała to jednym zdaniem: "Zabawa podobno się udała". - Prawdopodobnie temat wydał się jej zbyt banalny. Nie pamiętam, czy za takie wykonanie szkolnego zadania dostała jakąś ocenę - śmieje się Danuta Riabinin.

Innym razem Hartwiżanka wymyśliła, żeby wszystkie dziewczyny z jej klasy na szkolną zabawę wpięły sobie we włosy kokardy zrobione z czerwonej bibuły.

- Generalnie byłyśmy grzeczne. Raz tylko uciekłyśmy z lekcji całą klasą, na łąki nad Bystrzycą. No i nasi rodzice byli oczywiście wzywani do szkoły, żeby odpowiedzieć, dlaczego córki samowolnie opuściły szkolne mury - wspomina Danuta Riabinin.

Uczennice z Unii zdążyły jeszcze w 1939 roku zdać maturę, a potem wybuchła wojna.

Dla "Gazety"

Julia Hartwig

Mam bardzo dobre wspomnienia ze szkoły, nie rozumiem tych, którzy puszczają ten okres w niepamięć. W ogóle w szkole czułam się dobrze. Miałyśmy świetnych nauczycieli, a do tego w Unii panował dobry klimat. Nie było antysemickich wybryków, a szkoła uczyła obywatelskiego ducha, poczucia odpowiedzialności i tego, że coś jesteśmy winne innym, a także krajowi, w którym mieszkamy. Teraz o takich rzeczach już się nie mówi. Uczniowie chodzą na lekcje matematyki i polskiego, ale szkoła tak naprawdę ich nie kształtuje.

Przykładałam się średnio do nauki, ale jakoś dobrze mi w niej szło. Recytowałam na uroczystościach wiersze - Staffa, czy Norwida. Moja polonistka pod tym względem mnie nieraz wyróżniała. Wywoływała mnie też często prosząc o przeczytanie głośno wypowiedzi. To były takie prace na luźne tematy, dla mnie dobra wprawka pisarska. Za to byłam słabsza z matematyki, jedyna czwórka na tle piątkowego świadectwa.

Nietypowe urodziny Julii Hartwig w Lublinie

Wybitna poetka przyjechała do rodzinnego miasta na obchody swoich 90. urodzin. A przy okazji weźmie udział w 90-leciu III LO im. Unii Lubelskiej, czyli szkoły, którą skończyła

Wizyta zaczęła się w czwartek nietypowo, bo od przejazdu trolejbusem Ziutek po ulicach Lublina. Potem poetka spotkała się ze swoimi czytelnikami w Izbie Drukarstwa Teatru NN przy ul. Żmigród. Tam odpowiadała na pytania o Czesława Miłosza, a na koniec czytała swoje wiersze.

W sobotę Julia Hartwig ma wziąć udział w uroczystościach 90-lecia Unii.

Zawsze przyznaje, że powroty do miasta, w którym spędziła dzieciństwo i wczesną młodość są niezwykle ważne.

O swoim rodzinnym mieście powiedziała kiedyś: „Z czasem jednak dokonała się we mnie jakby mitologizacja Lublina. Stąd m.in. „Elegia lubelska ”. Poczułam się winna wobec tego miasta, przepięknego i ciepłego ciepłem kresowej prowincji. Kto się tam wychował, słyszał różne języki, stykał z tradycją rosyjską, ukraińską, żydowską. Kiedy tam powracam, czas dzieciństwa, które spędziłam w tym mieście, wydaje mi się znów godzien wskrzeszenia.” (Cytat za stroną Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN).

Poetka, tłumaczka, intelektualistka

Rodzice poetki do Polski uciekli po wybuchu rewolucji, wcześniej w Moskwie prowadzili zakład fotograficzny. Julia Hartwig jako jedyna z pięciorga rodzeństwa urodziła się już w Lublinie, w 1921 roku. Najpierw chodziła do, mieszczącej się przy katedrze, szkoły powszechnej, a potem do gimnazjum Unii Lubelskiej. Pierwsze wiersze drukowała w międzyszkolnym czasopiśmie "W Słońce". Maturę zdała w 1939 roku. Po wybuchu wojny wyjechała do Warszawy, gdzie na tajnym uniwersytecie brała udział w kursie polonistyki i romanistyki. Była łączniczką Armii Krajowej. Jeszcze przed wybuchem powstania, kiedy zaczęło jej szukać gestapo, wróciła do Lublina. Ukrywała się pod miastem u stryja przyjaciółki, również poetki, Anny Kamieńskiej.

Czasy tużpowojenne to już bardziej dojrzały debiut literacki - w 1945 roku jej utwory znalazły się w "Wyborze wierszy poetów lubelskich". Między 1947 a 1950 rokiem była na stypendium we Francji. Jest autorką monografii (m.in. na temat Apollinaire'a), prozy poetyckiej, felietonów i esejów. Zawdzięczamy jej także tłumaczenia na język polski poezji francuskiej.

Ale Julia Hartwig przede wszystkim jest poetką i to publikującą dosyć regularnie. Jej tomiki wierszy do tej pory były pięciokrotnie nominowane do Nike, obecnie najważniejszej nagrody literackiej w Polsce. W 2002 roku nominację dostał tom "Nie ma odpowiedzi". Historyk literatury Aleksander Fiut wypowiedział się wówczas na łamach "Tygodnika Powszechnego": Wybieram tom wierszy Julii Hartwig "Nie ma odpowiedzi", jeden z najlepszych tomów poezji, które się ostatnio ukazały, w dorobku poetki zaś stanowiący bodaj największe osiągnięcie. Aluzyjna gęstość i gnomiczna celność wypowiedzi idzie tutaj w parze z klarownym przedstawianiem swoich racji oraz pełnym ukrytego współczucia i współrozumienia ironicznym stosunkiem do nierzadko dziwacznych, śmiesznych, a także przeraźliwych przygód, które stały się udziałem mieszkanki tej części Europy."

Entuzjastyczne recenzje zebrało "Jasne niejasne" z 2009 roku. Jarosław Mikołajewski w "Gazecie Wyborczej" nazwał ten tomik wierszy "książką dla przyjaciół". Pisze: "Wybitny w "Jasne, niejasne" jest problem pamięci i jej wątek układa się przejmująco. Już w poprzednich tomach Hartwig otrzymaliśmy serię portretów pisanych dla ocalenia nieobecnych, lecz w portretowaniu zaszła pewna zmiana. Sylwetki z poprzednich tomików (Herberta i Lebensteina, siostry, brata, matki) wyrastały z wewnętrznej potrzeby zatrzymania ich szczególnego rysu i losów. Do tych dawnych motywacji, lirycznych, dochodzi teraz nieobecna już prawie w poezji światowej inspiracja, którą można by nazwać obywatelską. Myślę zwłaszcza o dwóch wierszach, z których pierwszy poświęcony jest profesorowi Kang Zhengguo. Profesor Zhengguo "na wieść o masakrze na placu Tiananmen / / wyszedł z grupą swoich studentów na ulice miasta/ z przypiętą do piersi kartką:/ Celujcie tu!"

Julia Hartwig jest laureatką wielu nagród, m.in. ministra kultury za całokształt twórczości, czy Nagrody Polskiego PEN Clubu im. J.Parandowskiego, a w tym roku otrzymała Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski. W 2009 roku wybitna poetka została honorowym obywatelem Lublina. Mieszka w Warszawie.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Polub nas na Facebooku