Violaine zakochana w jidysz, dzięki Singerowi
27.07.2011
, aktualizacja: 27.07.2011 18:13
Czytając opowiadania Singera stworzyła mapę opisywanych przez noblistę miejscowości Lubelszczyzny i przyjechała je zobaczyć. - To była moja droga poznania kultury języka jidysz - mówi Francuzka, studentka z Bretanii.
ZOBACZ TAKŻE
- Koniec walk i oszczerstw? Biłgoraj uhonoruje Singera (27-08-11, 08:00)
- Singer inspiruje. Festiwal na Lubelszczyźnie już trwa (12-07-11, 14:56)
- Dybuk z Lubelszczyzny w filmie braci Coen (10-09-10, 17:53)
Grzegorz Józefczuk: Skąd pochodzisz?
Violaine Lochu*: - Urodziłam się w rolniczej części Francji, w Evron w departamencie La Mayenne, w Kraju Loary. To nieduże miasto, podobne w klimacie duchowym do miast regionu lubelskiego. W Laval, które jest stolicą La Mayenne, ukończyłam liceum artystyczne, ostatnie pięć lat mieszkałam w Bretanii, a od roku w Paryżu, gdzie studiuję sztuki wizualne w Ecole Nationale Supérieure d'Arts de Paris - Cergy. Ale przez rok uczęszczałam też do Accademia delle Belle Arti di Brera w Mediolanie.
Ale w Lublinie widziałem cię przede wszystkim z akordeonem.
- 13 lat uczyłam się gry na fortepianie, pięć lat na flecie poprzecznym. Ale musiałam się zdecydować co studiować - i wybrałam sztuki wizualne. Lecz w wieku 19 lat, kiedy już dwa lata nie zajmowałam się muzyką, nagle muzyka wróciła - kupiłam akordeon i zainteresowałam się muzyką Europy Wschodniej. Dlaczego? Może dlatego, że Francuzi mają takie wyobrażenie, że Wschód jest bardzo romantyczny. Oczywiście na początku w ogóle nie wiedziałam, co to jest Europa Wschodnia, dla mnie był to kulturowy miks cygańsko-bałkańsko-rosyjski. Mieszkałam wtedy już w Rennes w Bretanii i tam kiedyś mój przyjaciel Dawid zobaczył, że idę z akordeonem. - Czy zagrasz w naszym zespole? - zapytał. - A co wy gracie? - odpowiedziałam pytaniem. On na to: - Gramy muzykę klezmerską. Nie wiedziałam, co to za muzyka. Tydzień później poszłam na ich próbę i zakochałam się w tej muzyce. Zrozumiałam, że to jest ta muzyka, której szukałam. Potem wyruszyłam w podróż, żeby śpiewać i grać, byłam w Bułgarii, Rumunii i na południu Włoch, gdzie uczyłam się tradycyjnej muzyki tego kraju. Bo potrafię grać różną muzykę nosząc jednak w sercu muzykę klezmerską.
Jak się stało, że zaczęłaś śpiewać w jidysz?
- Dawid spóźniał się na koncerty i raz musiałam za niego zaśpiewać piosenkę w jidysz. Było to raptem trzy lata temu. - Masz talent - usłyszałam wtedy. Zaczęłam interesować się bliżej kulturą jidysz. W Bretanii nie ma zbyt wielu Żydów, więc przeniosłam się do Paryża i tam cały pierwszy miesiąc spędziłam w bibliotece czytając o jidysz. Z jednej strony kontynuowałam studia sztuk wizualnych, z drugiej fascynowała mnie kultura żydowska i chłonęłam wszystko, co znalazłam w internecie na ten temat. W Paryżu spotkałam klarnecistę, również nazywał się Dawid, który był bardzo religijnym Żydem, a zarazem bardzo otwartym człowiekiem, gotowym uczyć mnie o kulturze żydowskiej. A kiedy zapytałam go, jak najlepiej zgłębić kulturę żydowską, dał mi książkę z opowiadaniami Isaaca B. Singera. Czytaj Singera - powiedział. Było tam dużo o różnych miasteczkach Lubelszczyzny. Kiedy już przeczytałam pięć, sześć książek, stało się dla mnie jasne, że aby zrozumieć siebie i odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak się interesuję tą kulturą, muszę przyjechać do Polski.
Odkrywasz w sobie żydowskie korzenie, które prowadzą cię do Polski?
- Wiem, że wielu ludzi przyjeżdżających do Polski chce sprawdzić swoje korzenie. Ale nie ja, bo ja jestem czystą Francuzką. Ileś pokoleń temu trafił się w rodzinie tylko raz przodek z Niemiec. Uważam, że moja motywacja była bardzo wewnętrzna. Motywacją była moja pasja i coraz głębsze zainteresowanie, a sprawcą tego stały się książki Singera. Przez Singera trafiłam do Polski i do kultury jidysz. Moja trasa podróży po Polsce wzięła się właśnie z książek Singera. Na podstawie jego opowiadań zrobiłam mapę sztetl, miasteczek, które chciałabym odwiedzić. Sprawdzałam te miejscowości, czy istnieją, borykałam się z przekładem nazw z jidysz na polski. Moim celem było zwiedzić te miejsca i nakręcić o tym film. Cały czas przepełniał mnie optymizm, miałam pozytywne i piękne wyobrażenia o Polsce.
W kwietniu tego roku pierwszy raz znalazłam się w Polsce, samolotem przyleciałam do Krakowa a stamtąd ruszyłam prosto do Lublina. A kiedy już przyjechałam do Lublina, byłam strasznie podekscytowana, bo to było przeżycie niezwykle emocjonalne. Mówiłam sobie: - Jestem w Lublinie, będę w małych miasteczkach "z Singera". Zwiedziłam Kraśnik, Łęczną, Włodawę, Zamość, Szczebrzeszyn. Wiedziałam, że będzie ciężko, bo już nie ma tu Żydów, ale nie przypuszczałam, że tak ciężko będzie odszukać jakiekolwiek ślady po nich. Czasami szłam kilka kilometrów lasami, aby coś znaleźć i to nie było bezpieczne. Chodziłam po ulicy Lubartowskiej w Lublinie, wchodziłam w podwórka i klatki szukając mezuzy, ale żadnej nie znalazłam. Żeby wyrazić te poszukiwania zdecydowałam się odwiedzić wszystkie synagogi i cmentarze - one są jedynymi miejscami potwierdzającymi, że ta kultura istniała. Nic poza nimi nie ma, żadnych przedmiotów i symboli kultury żydowskiej. To była straszna różnica: u Singera jest tyle, a tu nie ma nic.
Jakie wrażenia odniosłaś obserwując ludzi w tych miasteczkach?
- Zaczęłam robić zdjęcia. Uderzyło mnie, że życie toczy się jakby dalej. Że młodzi ludzie przesiadują na kirkucie i piją alkohol, że w synagodze jest biblioteka, a naprzeciwko byłego obozu na Majdanku jest przystanek autobusowy.
Spodziewałaś się czegoś innego?
- Nie wiem, trudno to określić. Być może po prostu czegoś bliższego Singerowi.
Pokazałaś gdzieś swoje zdjęcie z tej wyprawy?
- Film pokazałam teraz na festiwalu "Śladami Singera", a wcześniej raz u siebie na uczelni w Paryżu. Byłam zaskoczona reakcją studentów i nauczyciela w Paryżu. Zaczęła się dyskusja, trochę niezbyt miła, o tym, że Polacy są antysemitami. Tego nie można tak pokazać, bo prawda jest inna - mówili mi. Ja chciałam pokazać relacje między miejscami a mieszkającymi tam Polakami, a oni uważali, że film powinien być o obozach.
Rozmawiamy w Hades-Szerokiej, jesteś już przyjaciółką wielu osób z Ośrodka w Bramie Grodzkiej, z którymi niedawno znowu jeździłaś po Lubelszczyźnie "Śladami Singera". Jak oceniasz swoje relacje z Polakami?
- Najważniejsze dla mnie jest, że akceptowali mnie taką, jaką jestem. We Francji bardzo trudno znaleźć takich ludzi, społeczność żydowska jest bardzo mocna i zamknięta. A tu pozwolili mi zagrać w synagodze do społeczności żydowskiej. Uwierzyli we mnie, chwalili, że to robię. Rozmowa z panem Romanem Litmanem była dla mnie przeżyciem - był zaskoczony, że taka młoda osoba potrafi śpiewać w jidysz.
W Paryżu nie jest łatwo śpiewać w jidysz. Kiedy w Paryżu w pewnej niby żydowskiej restauracji zaczęłam śpiewać w jidysz, właściciel, który też śpiewa, przerwał koncert i specjalnie podniesionym głosem poprawił moją wymowę podkreślając: - Nic dziwnego, bo to nie jest Żydówka. To była dla mnie okropne, degradujące.
Uczysz się jidysz?
- Żeby dobrze śpiewać, żeby być w zgodzie z przeszłością i kulturą, trzeba się nauczyć tego języka. W Paryżu część Żydów tego nie chce, nie rozumie, w Polsce jest inaczej, w Polsce zostałam zaakceptowana. Zrozumiałam, że to ma sens, że to nie jest zabronione. Podczas festiwalu "Śladami Singera" spędzałam dużo czasu z ludźmi z Izraela. W większości przypadków wiedziałam więcej niż oni o kulturze jidysz tych miasteczek. Ale jeden z nich, też muzyk, teraz zapragnął nauczyć się jidysz. Czuję, że powinnam pojechać do Izraela. Moja podróż się nie skończyła. Bycie w Polsce było pierwszym krokiem do poznania żydowskiej kultury, droga mojej podróży prowadzi teraz z Polski do Izraela. Chcę się nadal dzielić swoją pasją. Śpiewając w jidysz nie chcę nikogo naśladować, śpiewać tradycyjnie, przeciwnie - staram się łączyć tę kulturę z muzykę włoską czy francuską. Słyszę czasami, że to wyjątkowe. Równocześnie interesuję się muzyką współczesną, na przykład Johnem Cage'em. Pisałam pracę o tym, jak od lat 70. XX wieku śpiewacy używali głosu w tak wyjątkowy sposób, że głos staje się całością z ciałem.
Gdzie teraz jedziesz?
- Po raz pierwszy na Ukrainę, do Lwowa, potem na miesiąc na seminarium klezmerskie w Waimarze, a jeszcze potem chciałabym odpocząć we Włoszech. Potrzebuję słońca.
Ile masz lat?
- 24.
Violaine Lochu*: - Urodziłam się w rolniczej części Francji, w Evron w departamencie La Mayenne, w Kraju Loary. To nieduże miasto, podobne w klimacie duchowym do miast regionu lubelskiego. W Laval, które jest stolicą La Mayenne, ukończyłam liceum artystyczne, ostatnie pięć lat mieszkałam w Bretanii, a od roku w Paryżu, gdzie studiuję sztuki wizualne w Ecole Nationale Supérieure d'Arts de Paris - Cergy. Ale przez rok uczęszczałam też do Accademia delle Belle Arti di Brera w Mediolanie.
Ale w Lublinie widziałem cię przede wszystkim z akordeonem.
- 13 lat uczyłam się gry na fortepianie, pięć lat na flecie poprzecznym. Ale musiałam się zdecydować co studiować - i wybrałam sztuki wizualne. Lecz w wieku 19 lat, kiedy już dwa lata nie zajmowałam się muzyką, nagle muzyka wróciła - kupiłam akordeon i zainteresowałam się muzyką Europy Wschodniej. Dlaczego? Może dlatego, że Francuzi mają takie wyobrażenie, że Wschód jest bardzo romantyczny. Oczywiście na początku w ogóle nie wiedziałam, co to jest Europa Wschodnia, dla mnie był to kulturowy miks cygańsko-bałkańsko-rosyjski. Mieszkałam wtedy już w Rennes w Bretanii i tam kiedyś mój przyjaciel Dawid zobaczył, że idę z akordeonem. - Czy zagrasz w naszym zespole? - zapytał. - A co wy gracie? - odpowiedziałam pytaniem. On na to: - Gramy muzykę klezmerską. Nie wiedziałam, co to za muzyka. Tydzień później poszłam na ich próbę i zakochałam się w tej muzyce. Zrozumiałam, że to jest ta muzyka, której szukałam. Potem wyruszyłam w podróż, żeby śpiewać i grać, byłam w Bułgarii, Rumunii i na południu Włoch, gdzie uczyłam się tradycyjnej muzyki tego kraju. Bo potrafię grać różną muzykę nosząc jednak w sercu muzykę klezmerską.
Jak się stało, że zaczęłaś śpiewać w jidysz?
- Dawid spóźniał się na koncerty i raz musiałam za niego zaśpiewać piosenkę w jidysz. Było to raptem trzy lata temu. - Masz talent - usłyszałam wtedy. Zaczęłam interesować się bliżej kulturą jidysz. W Bretanii nie ma zbyt wielu Żydów, więc przeniosłam się do Paryża i tam cały pierwszy miesiąc spędziłam w bibliotece czytając o jidysz. Z jednej strony kontynuowałam studia sztuk wizualnych, z drugiej fascynowała mnie kultura żydowska i chłonęłam wszystko, co znalazłam w internecie na ten temat. W Paryżu spotkałam klarnecistę, również nazywał się Dawid, który był bardzo religijnym Żydem, a zarazem bardzo otwartym człowiekiem, gotowym uczyć mnie o kulturze żydowskiej. A kiedy zapytałam go, jak najlepiej zgłębić kulturę żydowską, dał mi książkę z opowiadaniami Isaaca B. Singera. Czytaj Singera - powiedział. Było tam dużo o różnych miasteczkach Lubelszczyzny. Kiedy już przeczytałam pięć, sześć książek, stało się dla mnie jasne, że aby zrozumieć siebie i odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak się interesuję tą kulturą, muszę przyjechać do Polski.
Odkrywasz w sobie żydowskie korzenie, które prowadzą cię do Polski?
- Wiem, że wielu ludzi przyjeżdżających do Polski chce sprawdzić swoje korzenie. Ale nie ja, bo ja jestem czystą Francuzką. Ileś pokoleń temu trafił się w rodzinie tylko raz przodek z Niemiec. Uważam, że moja motywacja była bardzo wewnętrzna. Motywacją była moja pasja i coraz głębsze zainteresowanie, a sprawcą tego stały się książki Singera. Przez Singera trafiłam do Polski i do kultury jidysz. Moja trasa podróży po Polsce wzięła się właśnie z książek Singera. Na podstawie jego opowiadań zrobiłam mapę sztetl, miasteczek, które chciałabym odwiedzić. Sprawdzałam te miejscowości, czy istnieją, borykałam się z przekładem nazw z jidysz na polski. Moim celem było zwiedzić te miejsca i nakręcić o tym film. Cały czas przepełniał mnie optymizm, miałam pozytywne i piękne wyobrażenia o Polsce.
W kwietniu tego roku pierwszy raz znalazłam się w Polsce, samolotem przyleciałam do Krakowa a stamtąd ruszyłam prosto do Lublina. A kiedy już przyjechałam do Lublina, byłam strasznie podekscytowana, bo to było przeżycie niezwykle emocjonalne. Mówiłam sobie: - Jestem w Lublinie, będę w małych miasteczkach "z Singera". Zwiedziłam Kraśnik, Łęczną, Włodawę, Zamość, Szczebrzeszyn. Wiedziałam, że będzie ciężko, bo już nie ma tu Żydów, ale nie przypuszczałam, że tak ciężko będzie odszukać jakiekolwiek ślady po nich. Czasami szłam kilka kilometrów lasami, aby coś znaleźć i to nie było bezpieczne. Chodziłam po ulicy Lubartowskiej w Lublinie, wchodziłam w podwórka i klatki szukając mezuzy, ale żadnej nie znalazłam. Żeby wyrazić te poszukiwania zdecydowałam się odwiedzić wszystkie synagogi i cmentarze - one są jedynymi miejscami potwierdzającymi, że ta kultura istniała. Nic poza nimi nie ma, żadnych przedmiotów i symboli kultury żydowskiej. To była straszna różnica: u Singera jest tyle, a tu nie ma nic.
Jakie wrażenia odniosłaś obserwując ludzi w tych miasteczkach?
- Zaczęłam robić zdjęcia. Uderzyło mnie, że życie toczy się jakby dalej. Że młodzi ludzie przesiadują na kirkucie i piją alkohol, że w synagodze jest biblioteka, a naprzeciwko byłego obozu na Majdanku jest przystanek autobusowy.
Spodziewałaś się czegoś innego?
- Nie wiem, trudno to określić. Być może po prostu czegoś bliższego Singerowi.
Pokazałaś gdzieś swoje zdjęcie z tej wyprawy?
- Film pokazałam teraz na festiwalu "Śladami Singera", a wcześniej raz u siebie na uczelni w Paryżu. Byłam zaskoczona reakcją studentów i nauczyciela w Paryżu. Zaczęła się dyskusja, trochę niezbyt miła, o tym, że Polacy są antysemitami. Tego nie można tak pokazać, bo prawda jest inna - mówili mi. Ja chciałam pokazać relacje między miejscami a mieszkającymi tam Polakami, a oni uważali, że film powinien być o obozach.
Rozmawiamy w Hades-Szerokiej, jesteś już przyjaciółką wielu osób z Ośrodka w Bramie Grodzkiej, z którymi niedawno znowu jeździłaś po Lubelszczyźnie "Śladami Singera". Jak oceniasz swoje relacje z Polakami?
- Najważniejsze dla mnie jest, że akceptowali mnie taką, jaką jestem. We Francji bardzo trudno znaleźć takich ludzi, społeczność żydowska jest bardzo mocna i zamknięta. A tu pozwolili mi zagrać w synagodze do społeczności żydowskiej. Uwierzyli we mnie, chwalili, że to robię. Rozmowa z panem Romanem Litmanem była dla mnie przeżyciem - był zaskoczony, że taka młoda osoba potrafi śpiewać w jidysz.
W Paryżu nie jest łatwo śpiewać w jidysz. Kiedy w Paryżu w pewnej niby żydowskiej restauracji zaczęłam śpiewać w jidysz, właściciel, który też śpiewa, przerwał koncert i specjalnie podniesionym głosem poprawił moją wymowę podkreślając: - Nic dziwnego, bo to nie jest Żydówka. To była dla mnie okropne, degradujące.
Uczysz się jidysz?
- Żeby dobrze śpiewać, żeby być w zgodzie z przeszłością i kulturą, trzeba się nauczyć tego języka. W Paryżu część Żydów tego nie chce, nie rozumie, w Polsce jest inaczej, w Polsce zostałam zaakceptowana. Zrozumiałam, że to ma sens, że to nie jest zabronione. Podczas festiwalu "Śladami Singera" spędzałam dużo czasu z ludźmi z Izraela. W większości przypadków wiedziałam więcej niż oni o kulturze jidysz tych miasteczek. Ale jeden z nich, też muzyk, teraz zapragnął nauczyć się jidysz. Czuję, że powinnam pojechać do Izraela. Moja podróż się nie skończyła. Bycie w Polsce było pierwszym krokiem do poznania żydowskiej kultury, droga mojej podróży prowadzi teraz z Polski do Izraela. Chcę się nadal dzielić swoją pasją. Śpiewając w jidysz nie chcę nikogo naśladować, śpiewać tradycyjnie, przeciwnie - staram się łączyć tę kulturę z muzykę włoską czy francuską. Słyszę czasami, że to wyjątkowe. Równocześnie interesuję się muzyką współczesną, na przykład Johnem Cage'em. Pisałam pracę o tym, jak od lat 70. XX wieku śpiewacy używali głosu w tak wyjątkowy sposób, że głos staje się całością z ciałem.
Gdzie teraz jedziesz?
- Po raz pierwszy na Ukrainę, do Lwowa, potem na miesiąc na seminarium klezmerskie w Waimarze, a jeszcze potem chciałabym odpocząć we Włoszech. Potrzebuję słońca.
Ile masz lat?
- 24.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Violaine zakochana w jidysz, dzięki Singerowi
squirrel_82
28.07.11, 07:49
darmowa usługa korekty: Weimarze, a nie Waimarze»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni ...
- Gdzie urządzić przyjęcie komunijne w ...
- Wisła magnesem na turystów? Ogromne ...
- Mega rachunki z Orange za telefony widmo. ...
- Sukces policji? Poczekali, aż wyjdą, po ...
- Miody z Lublina podbijają świat! 80-lecie ...
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...



