Gazowe Eldorado. Czy to się opłaca?

Sławomir Skomra
27.06.2011 , aktualizacja: 27.06.2011 16:46
A A A Drukuj
Jeśli wydobyć cały gaz łupkowy, jaki jest w Polsce, to wystarczyłoby go nam na 300 lat. Ale jest jedno pytanie: czy to się opłaca?
Próbny odwiert w Markowoli nie przyniósł oczekiwanych efektów, gazu tam nie ma
Fot. Rafał Michałowski / Agencja Gazeta
Próbny odwiert w Markowoli nie przyniósł oczekiwanych efektów, gazu tam nie ma
Kiedy w zeszłym roku eksperci orzekli, że Polska, a zwłaszcza Lubelszczyzna jest zagłębiem gazu łupkowego, politycy wszelkich partii mówili zgodnie, że to szansa na gospodarczy skok kraju. Z miejsca na poszukiwanie gazu ruszyły międzynarodowe i polskie koncerny energetyczne. W sumie na terenie Lubelszczyzny wydano kilkanaście koncesji na poszukiwanie gazu ukrytego w łupkach. Swoje badania przeprowadzają tu m.in. Chevron, Cuadrilla Polska, Exxon Mobile, Orlen Upstream czy PGNiG.

Co to w ogóle jest gaz łupkowy?

Większość gazu używanego m.in. w naszych domowych kuchenkach czy do ogrzewania mieszkań wydobywa się z tzw. złóż konwencjonalnych. Jednym słowem to podziemne zbiorniki gazu w warstwie skał. Wydobycie go jest stosunkowo proste. Trzeba dowiercić się do zbiornika, a panujące w nim ciśnienie samo zacznie wypychać gaz. Ale jest także gaz ukryty w szczelinach między skałami. Jest go o wiele więcej, jednak nie jest zgromadzony w jednym miejscu. Do niedawna tradycyjne metody eksploatacji tych zasobów zawodziły i wydobycie się nie opłacało. Przełom nastąpił kilka lat temu, gdy w USA na szeroką skalę zaczęto stosować zupełnie nowe i tańsze technologie wydobycia gazu z łupków.

Proces wydobycia tego surowca jest o wiele bardziej skomplikowany. Do otworu wpompowywana jest płuczka (płyn na bazie wody). Wypłukuje skałę i wówczas łatwiej wydobyć uwolniony spomiędzy łupków gaz. Ubytki w podłożu uzupełniane są specjalną mieszanką piasku i sztucznego związku ceramicznego. Płyn już na powierzchni przechodzi przez sita. Sproszkowana skała jest oddzielana, a płuczka wraca pod ziemię.

Tak właśnie wyglądał ubiegłoroczny, próbny odwiert w Markowoli na granicy Lubelszczyzny i Mazowsza. Niestety, nie przyniósł oczekiwanych efektów, gazu tam nie ma. Niekoniecznie musi też być w innych miejscach. Może się także okazać, że jest, ale za mało, żeby jego wydobycie się opłacało. A pieniądze potrzebne nawet na próbne odwierty są ogromne. Na miejscu trzeba postawić 35-metrowy szyb, zatrudnić specjalistów. Samo postawienie wieży zajmuje około miesiąca.

Jeśli gaz jest, to dochodzą kolejne koszty, jak budowa gazociągu czy zapłata za szkody, które wyrządził ciężki sprzęt.

Czarna woda w studni

Wciąż słyszy się o problemach, jakie powodują próbne odwierty. Na przykład w gminie Miączyn koło Zamościa ciężarówki zniszczyły drogi. Co prawda za wszelkie szkody płacą firmy, ale wokół wydobycia gazu narosło wiele mitów.

Mieszkańcy we wsi Rogów zastali w studniach czarną wodę. Tę sprawę nagłośnił José Bovem, europoseł z frakcji Zielonych. Jest on znanym przeciwnikiem poszukiwań i eksploatacji gazu łupkowego. Mieszkańcy skarżyli się, że jak tylko Geofizyka Toruń pracująca na zlecenie amerykańskiego Chevrona zaczęła wiercić, wody nie można już pić.

Szybko jednak okazało się, że to nie wina gazu. "To informacje nieprawdziwe i nieprecyzyjne" - stwierdza w specjalnie wydanym komunikacie polska firma, bo jak tłumaczy, nie zaczęła jeszcze prac dla Chevrona. Za to w okolicach Rogowa prowadziła badania naukowe. "Zarzuty, że prowadzone przez nas prace mogły mieć wpływ na pogorszenie jakości wody pitnej, są bezpodstawne i niepotwierdzone żadnymi badaniami" - podkreśla Geofizyka, która jednak przyznaje, że po odwiertach otrzymała sygnały od okolicznych mieszkańców, że ściany domów zaczęły pękać. "Nasze badania nie wykazały jednoznacznie, czy przyczyną spękań były nasze prace, czy też zmienne warunki meteorologiczne występujące podczas ich prowadzenia" - poinformowała firma, która już zaproponowała poszkodowanym rekompensatę lub naprawę budynków.

Pytań o gaz łupkowy jest więcej: jaki będzie miało to wpływ na środowisko, czy woda i grunt pozostanie czysty, czy ziemia się zapadnie, kiedy usunie się z niej gaz, i najważniejsze...

... Czy to się opłaca?

Podobnie jak w przypadku szkód górniczych, ci, którzy ucierpią na poszukiwaniach gazu, otrzymają sowite rekompensaty. Najpierw jednak firmy muszą wiedzieć, czy w ogóle wydobycie jest opłacalne.

- Nie popadajmy w hurraoptymizm. Na terenie Lubelszczyzny jest wiele miejsc, w których są spore pokłady gazu łupkowego. Jednak zanim dojdzie do wydobycia na masową skalę, minie na pewno kilka lat. Same badania i zdobycie odpowiednich pozwoleń potrwa od pięciu do siedmiu lat. To nie jest tak, że jutro zacznie się wydobycie, a my za kilka lat będziemy bogaci. Jeśli badania przebiegłyby bez problemów, a firma dostałaby koncesję na wydobycie gazu na skalę przemysłową, to myślę, że jest szansa, aby za 10-15 lat uniezależnić się od importu gazu, który dziś sprowadzamy głównie z Rosji. Dopiero wtedy Polska byłaby eksporterem - mówił nam w zeszłym roku prof. Marian Harasimiuk, kierownik zakładu geologii i ochrony litosfery UMCS. Przykład z Markowoli pokazuje, że profesor miał rację.

Inną sprawą jest, czy na wydobyciu (droższym niż z regularnych pokładów) można zarobić. Ostatnio "New York Times" ujawnił poufne maile ekspertów firm energetycznych. "Dyrektorzy firm zajmujących się wydobyciem gazu łupkowego, adwokaci, geolodzy oraz analitycy rynkowi wyrażają sceptycyzm ws. wzniosłych prognoz i zastanawiają się, czy firmy celowo lub nawet nielegalnie zawyżają możliwości produkcyjne szybów i wielkość zasobów" - pisze amerykański dziennik.

"Inwestorzy pompują pieniądze, choć gaz łupkowy jest właściwie niedochodowy" - napisał w mailu w lutym analityk z firmy inwestycyjnej PNC Wealth Management.

Lubelskie to nie USA

"NYT" porównał dotychczasowe próby wydobycia surowców między łupkami i okazuje się, że spośród 10 tys. szybów niewiele jest opłacalnych. Otoczone są za to wieloma mniejszymi, których utrzymanie się nie zwraca.

Koszty wydobycia gazu zwiększy też potrzeba zastosowania nowej technologii. Polski surowiec ma być wydobyty sprawdzoną amerykańską techniką, ale to może być niewykonalne.

W USA eksploatację gazu łupkowego prowadzi się przeważnie na obszarach słabo zagospodarowanych, pustynnych, półpustynnych. Ludzie tam nie mieszkają i odwierty nie wyrządzają szkód w ich domach. - Tu gdzie się obrócić, widać zabudowania. Jedna wieś od drugiej jest oddalona o 2-3 kilometry, a między wsiami są lasy albo pola uprawne - uważa prof. Harasimiuk.

Zresztą problemów może być więcej. Może zabraknąć wody, bo do jednego otworu trzeba wpompować tyle wody, ile potrzebuje kilkutysięczne miasto.

Zdaniem prof. Harasimiuka nie można dziś przewidzieć, jak zachowa się grunt podczas wydobycia. W USA gaz zalega od 1 do 2 km pod ziemią, a na Lubelszczyźnie głębiej - od 2,5 do 4 km. Poza tym amerykańskie łupki są kruche, a lubelskie bardziej plastyczne. Czyli nie będzie można żywcem skopiować amerykańskiej metody.

- Tu trzeba będzie pewne rzeczy dopracować, zmienić technologię, zapewne stosować ciecz o znacznie wyższym ciśnieniu - uważa Harasimiuk.

W Polsce jest około 5,3 bln m sześc. gazu łupkowego. Jeśli udałoby się go wydobyć, wystarczyłoby to na nasze potrzeby na najbliższe 300 lat.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Polub nas na Facebooku