Lekarze, naukowcy, księża i "ciemne interesiki"
28.03.2011
, aktualizacja: 28.03.2011 08:03
Lekarze, naukowcy, prawnicy, księża. Co ich połączyło? - Wiara w wielkie zyski i "ciemne interesiki"- mówi adwokat. Niezwykle inteligentna kobieta potrafiła wyłudzić od nich ponad cztery miliony złotych, posługując się np. zdjęciem z Janem Pawłem II
- Gdy producenci z Hollywood przeczytają o tej historii, zaraz wykupią do niej prawa. To materiał na pasjonujący film sensacyjny - mówi nam jeden z lubelskich sędziów.
Dzwonimy do popularnego księdza z Lublina, który jako kapłan często angażuje się w akcje dobroczynne. Pytamy o Elżbietę W. i ponad pół miliona złotych, które jej dał. - Został wielki ból w moim sercu, to odległa i trudna historia - mówi. - Miałem przed sobą osobę, która działała charytatywnie i na moich oczach naprawdę pomagała ludziom. Dlaczego miałbym jej nie zaufać? - odpowiada wymijająco.
Ponadprzeciętna inteligencja, pozbawiona skrupułów, wielki dar przekonywania - tak byłą pracownicę banku Elżbietę W. scharakteryzował Sąd Rejonowy w Lublinie. W lutym 2010 r. skazał ją na siedem lat bezwzględnego więzienia. Kazał jej też oddać to, co wyłudziła - 4,5 mln zł.
W piątek, po odwołaniach prokuratury i obrony, do sprawy wrócił sąd okręgowy. Wyrok nieznacznie obniżył - do sześciu lat. Kobieta na rozprawę nie przyszła. Podobno dochodzi do siebie po ciężkiej chorobie - tak mówi jej obrońca, mecenas Jerzy Muchorowski.
Adwokat przekonuje, że jego klientka też jest ofiarą, tyle że dwóch tajemniczych mężczyzn. Poznała ich na początku lat 90. Dzięki nim zaczęła grać na przeżywającej spektakularne wzrosty warszawskiej giełdzie. Zbudowała za to willę (później zresztą zlicytowaną). Gdy nabrała doświadczenia, sama zaczęła przyjmować pieniądze na "inwestycje".
- Miała fenomenalne umiejętności. Dobierała taktykę oszustw do konkretnych osób - uważa prokurator Alicja Szczepańska.
Elżbieta W. obiecywała szybkie, duże zyski: od 10 do 50 procent w ciągu miesiąca lub kwartału. Skusili się lekarze, prawnicy, nauczyciele akademiccy, księża (w tym jeden z USA) oraz biznesmeni.
Duchowni łapali się na specyficzny haczyk: Elżbieta W. chętnie opowiadała, że jest głęboko wierząca. Na zawołanie wyciągała zdjęcia z pielgrzymek do Watykanu i wspólną fotografię z Janem Pawłem II.
Elżbieta W. nie ograniczała się wyłącznie do giełdy. Pośredniczyła też w kupnie tanich mieszkań. Parę narzeczonych przekonała, aby oszczędności zebrane na wesele, dali właśnie jej. - Będzie nie tylko na przyjęcie, ale jeszcze na mieszkanie zostanie - łudziła.
Finansowe imperium Elżbiety W. rosło przez siedem lat. Czasem pomagały kuglarskie sztuczki. Kobieta zaangażowała mężczyznę, który z powodzeniem potrafił zagrać prezesa giełdy, szefa spółdzielni mieszkaniowej czy adwokata. Gdy aktorstwo nie pomagało, Elżbieta W. wystawiała fikcyjne dokumenty świadczące o tym, że wielkie zyski zalegają na kontach klientów i tylko czekają na wypłatę.
Bańka pękła, bo ludzie w końcu przestali wierzyć w zapewnienia, że lada dzień pieniądze trafią do ich kieszeni. Tłumaczenia Elżbiety W. były zaś coraz mniej prawdopodobne. Prosiła np. o gotówkę... na pancerną furgonetkę, aby przewieźć pieniądze.
Najbardziej zdesperowani klienci poszli na policję. Śledczy znaleźli należący do Elżbiety W. notes z nazwiskami znanych lublinian. Okazało się, że nie każdy ma ochotę zeznawać. Czy tłumaczyć to wstydem, czy też czymś jeszcze?
- Można mówić o naiwności pokrzywdzonych osób - zauważył w uzasadnieniu piątkowego wyroku sędzia Piotr Morelowski.
Mecenas Muchorowski: - Pokrzywdzeni przyczynili się do tego przestępstwa. Co się kryło w umyśle tych ludzi, skoro spodziewali się, że po miesiącu dostaną 10, 20, 50 procent zysku? Ciemne interesiki! Musieli wiedzieć, że zarobią dzięki ciemnym koneksjom oskarżonej. Pieniądze nie spadają z nieba jak biblijna manna.
Jak w dobrym kryminale, na koniec do rozwiązana została jeszcze jedna zagadka. Po wyroku sądu rejonowego, a jeszcze przed rozprawą odwoławczą, Elżbieta W. oddała kilkunastu osobom w sumie 730 tys. zł. - Skąd wzięły się te pieniądze, skoro w śledztwie zabezpieczyliśmy majątek oskarżonej i nic więcej nie znaleźliśmy? - pyta prokurator.
- Tajemnica adwokacka - ucina mecenas Muchorowski.
Dzwonimy do popularnego księdza z Lublina, który jako kapłan często angażuje się w akcje dobroczynne. Pytamy o Elżbietę W. i ponad pół miliona złotych, które jej dał. - Został wielki ból w moim sercu, to odległa i trudna historia - mówi. - Miałem przed sobą osobę, która działała charytatywnie i na moich oczach naprawdę pomagała ludziom. Dlaczego miałbym jej nie zaufać? - odpowiada wymijająco.
Ponadprzeciętna inteligencja, pozbawiona skrupułów, wielki dar przekonywania - tak byłą pracownicę banku Elżbietę W. scharakteryzował Sąd Rejonowy w Lublinie. W lutym 2010 r. skazał ją na siedem lat bezwzględnego więzienia. Kazał jej też oddać to, co wyłudziła - 4,5 mln zł.
W piątek, po odwołaniach prokuratury i obrony, do sprawy wrócił sąd okręgowy. Wyrok nieznacznie obniżył - do sześciu lat. Kobieta na rozprawę nie przyszła. Podobno dochodzi do siebie po ciężkiej chorobie - tak mówi jej obrońca, mecenas Jerzy Muchorowski.
Adwokat przekonuje, że jego klientka też jest ofiarą, tyle że dwóch tajemniczych mężczyzn. Poznała ich na początku lat 90. Dzięki nim zaczęła grać na przeżywającej spektakularne wzrosty warszawskiej giełdzie. Zbudowała za to willę (później zresztą zlicytowaną). Gdy nabrała doświadczenia, sama zaczęła przyjmować pieniądze na "inwestycje".
- Miała fenomenalne umiejętności. Dobierała taktykę oszustw do konkretnych osób - uważa prokurator Alicja Szczepańska.
Elżbieta W. obiecywała szybkie, duże zyski: od 10 do 50 procent w ciągu miesiąca lub kwartału. Skusili się lekarze, prawnicy, nauczyciele akademiccy, księża (w tym jeden z USA) oraz biznesmeni.
Duchowni łapali się na specyficzny haczyk: Elżbieta W. chętnie opowiadała, że jest głęboko wierząca. Na zawołanie wyciągała zdjęcia z pielgrzymek do Watykanu i wspólną fotografię z Janem Pawłem II.
Elżbieta W. nie ograniczała się wyłącznie do giełdy. Pośredniczyła też w kupnie tanich mieszkań. Parę narzeczonych przekonała, aby oszczędności zebrane na wesele, dali właśnie jej. - Będzie nie tylko na przyjęcie, ale jeszcze na mieszkanie zostanie - łudziła.
Finansowe imperium Elżbiety W. rosło przez siedem lat. Czasem pomagały kuglarskie sztuczki. Kobieta zaangażowała mężczyznę, który z powodzeniem potrafił zagrać prezesa giełdy, szefa spółdzielni mieszkaniowej czy adwokata. Gdy aktorstwo nie pomagało, Elżbieta W. wystawiała fikcyjne dokumenty świadczące o tym, że wielkie zyski zalegają na kontach klientów i tylko czekają na wypłatę.
Bańka pękła, bo ludzie w końcu przestali wierzyć w zapewnienia, że lada dzień pieniądze trafią do ich kieszeni. Tłumaczenia Elżbiety W. były zaś coraz mniej prawdopodobne. Prosiła np. o gotówkę... na pancerną furgonetkę, aby przewieźć pieniądze.
Najbardziej zdesperowani klienci poszli na policję. Śledczy znaleźli należący do Elżbiety W. notes z nazwiskami znanych lublinian. Okazało się, że nie każdy ma ochotę zeznawać. Czy tłumaczyć to wstydem, czy też czymś jeszcze?
- Można mówić o naiwności pokrzywdzonych osób - zauważył w uzasadnieniu piątkowego wyroku sędzia Piotr Morelowski.
Mecenas Muchorowski: - Pokrzywdzeni przyczynili się do tego przestępstwa. Co się kryło w umyśle tych ludzi, skoro spodziewali się, że po miesiącu dostaną 10, 20, 50 procent zysku? Ciemne interesiki! Musieli wiedzieć, że zarobią dzięki ciemnym koneksjom oskarżonej. Pieniądze nie spadają z nieba jak biblijna manna.
Jak w dobrym kryminale, na koniec do rozwiązana została jeszcze jedna zagadka. Po wyroku sądu rejonowego, a jeszcze przed rozprawą odwoławczą, Elżbieta W. oddała kilkunastu osobom w sumie 730 tys. zł. - Skąd wzięły się te pieniądze, skoro w śledztwie zabezpieczyliśmy majątek oskarżonej i nic więcej nie znaleźliśmy? - pyta prokurator.
- Tajemnica adwokacka - ucina mecenas Muchorowski.
Najnowsze wiadomości
-
Marszałkowie dali stypendia. Na "fabryki bezrobotnych"
-
Konserwator o deptaku: Mniej miejsca dla ogródków
-
AAAA szpital oddam w dobre ręce. Jest dwóch chętnych
-
Długie nocne czekanie w kolejce. Raz w roku to frajda
-
Tytani walczyli z Diabłami. Futbol amerykański w Lublinie ZOBACZ
-
Czwarte Kody. Były wydarzenia, były i rozczarowania
-
Prognoza pogody: To będzie ciepły i słoneczny tydzień
-
Promują Koncert Chwały tańcem, śpiewem i flash mobami
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Lekarze, naukowcy, księża i "ciemne interesiki"
osa102
28.03.11, 11:44
bardzo mi sie ta pani podoba... hahaha więcej takich hahahah a nasi ,,dobroczyncy ,,przestana byc wiarygodni i moze przestaniemy pchac w d... kase księżom, lekarzom i innym wspomagaczom »
-
Re: Lekarze, naukowcy, księża i "ciemne interesik
accipiter_gentilis
28.03.11, 13:11
Ten artykuł pojawił sie już w piątek, potem znikł, a teraz pojawił się ponownie: forum.gazeta.pl/forum/w,62,123606731,123627919,Nowa_jakosc_w_GWL_.htmlRe. Adamaszek bawi się z czytelnikami »
-
Lekarze, naukowcy, księża i "ciemne interesiki"
zubelz
28.03.11, 14:23
"Klienci" tej pani (myśleli?) że to oni są największymi oszustami i święcie o tym byli przekonani. ( Jak największego oszusta), może oszukać inny oszust!.Ta kobieta powinna natychmiast »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...
- Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni ...
- Wisła magnesem na turystów? Ogromne ...
- Mega rachunki z Orange za telefony widmo. ...
- Jak pić to na salonie miasta. Na deptaku, ...
- Sukces policji? Poczekali, aż wyjdą, po ...
- UMCS. Rektor-elekt o karaniu za picie ...




więcej zdjęć