Wokół ESK. Robert Kuśmirowski: Lublin to ludzie

Rozmawiała: Małgorzata Szlachetka
17.02.2011 , aktualizacja: 17.02.2011 21:07
A A A Drukuj
Artysta robi wystawy na całym świecie, ale ciągle wraca do Lublina. - Różne mury i zabytki są wszędzie, ale w tym mieście są ludzie, z którymi warto jest spędzić czas - mówi Robert Kuśmirowski.
Robert Kuśmirowski
Fot. Iwona Burdzanowska / AG
Robert Kuśmirowski
Małgorzata Szlachetka: W Lublinie zrobił pan kilka projektów artystycznych, na przykład przy ul. Żwirki i Wigury spiralny wykop, a na otwarcie ośrodka Rozdroże portiernię sprzed 40 lat. Z powodzeniem wystawia pan na świecie, ale ciągle wraca do Lublina. Co w tym mieście jest tak inspirującego?

Robert Kuśmirowski*: - Jeśli ktoś przyjedzie do Lublina, to przede wszystkim zaproponowałbym mu odwiedzenie mieszkańców w ich domach. Różne mury i zabytki są wszędzie, ale w tym mieście są ludzie, z którymi warto jest spędzić czas, nie tylko w dzień, ale także w nocy. W mieszkańcach Lublina nie ma dążenia do wyścigu szczurów, podkładania innym nóg. Są bezinteresowni, fachowi w swojej pracy. Co więcej? Relacje międzyludzkie to materiał na książkę, a nie chciałbym nikogo pominąć.

A co do miejsc, mam ochotę stworzyć mapę podziemnego Lublina, piwnic sięgających w głąb, nawet do czwartego piętra. Te lochy, bunkry dają do myślenia. Jeśli odwrócimy Lublin do góry nogami, to piwnice będą obrysem horyzontu tego podziemnego miasta.

Robił pan już jakieś przymiarki do zrobienia takiej mapy?

- Cały czas o tym myślę, do konkursu na Europejską Stolicę Kultury przygotowałem dwustustronicowy projekt, w którym pojawia się wątek wykorzystania tych podziemnych nieużytków Lublina.

Ostatnio odwiedzałem też piwnice browarów przy Bernardyńskiej, do dzisiaj są tam kadzie do produkcji piwa połączone siecią metalowych rur. To, po pewnej renowacji, mogłoby być atrakcyjne miejsce dla lublinian, gdzie można by się spotkać, porozmawiać i wypić świeżo uważone piwo. Tak dużego miejsca spotkań obecnie w mieście nie ma, wszyscy się gdzieś gnieżdżą w małych knajpkach.

Jak by pan zaadoptował taką przestrzeń, z pietyzmem dla oryginału, czy dodał coś od siebie?

- Na pewno kilka oryginalnych elementów typowych dla takich browarów trzeba by wziąć na warsztat, aby odtworzyć historyczną atmosferę.

Na pierwszej pana indywidualnej wystawie, w lubelskiej Galerii Białej, zobaczyliśmy wagon i dworzec kolejowy.

- Jeszcze na studiach kopiowanie przerzuciłem na sztukę, robiłem kopie dokumentów, etykiet ze sklepów. Pierwsze moje prace wyglądały jak oryginały. W Galerii Białej to był wagon z kasą i poczekalnią.

Później było przeniesienie na wystawę kopii podlubelskiego cmentarza.

- Cmentarz w Końskowoli był tak zniszczony, prawie zrównany z ziemią, że postanowiłem coś zrobić. Zainspirował mnie dywan z mchów pokrywający pomniki. Każdy z nagrobków wykonałem ze styropianu, żeby było lekkie w transporcie. Widzom wydawało się, że wszystko przeniosłem bez zmian, co do ostatniego kamyczka, ale każdy element był przecież nowym obiektem. Połamane, żeliwne krzyże, poszczerbione płyty porosłe mchem, były dla mnie inspiracją do tego, aby zbudować to o wiele lepiej. Stworzyć klimat.

Na początku wystawa miała mieć wernisaż w Galerii Arsenał w Białymstoku. Ale, że jej elementem były krzyże i inne cudawianki, dlatego nie zgodzono się, żeby projekt został zrobiony właśnie tam.

Czyli to był rodzaj cenzury?

- Do tej pory są problemy z pokazywaniem krzyża w sztuce. Żeby zachować swoje stanowisko i nie mieć problemów, szefowie galerii niektórych projektów artystycznych po prostu nie przyjmują. To była taka totalna, prywatna cenzura. Ale dla mnie nie było problemu, pomyślałem, jak nie teraz, to później. Przyjechał szef galerii w Berlinie, który szukał czegoś nowego, pomysł mu się spodobał.

Nad czym pracuje pan teraz?

- W piątek wyjeżdżam do Berlina, żeby przygotować wystawę, która eteryczność sztuki sprowadzić do wizualnej, fizycznej postaci. Inspiracją stał się dla mnie na przykład słynny "Czarny kwadrat na białym tle" Kazimierz Malewicza - chcę pokazać mechanizm jego tworzenia i po prostu własnoręcznie odlać tę formę z asfaltu. Zrobię to na wernisażu, będę rozprowadzał asfalt na ziemi, nakładając go ręcznie, warstwie na warstwie.

Kocioł do asfaltu zbuduję opierając się na archiwalnych zdjęciach przedstawiających podobne urządzenie z początku wynalezienia tej technologii. Kocioł ma mieć aż 2,5 metra wysokości, więc trzeba go będzie złożyć na miejscu, bo transport z Lublina byłby trudniejszy. W czasie performancu zastosuję zbudowany przeze mnie mechanizm, który sprawi, że kwadrat ostatecznie zniknie.

Na warsztat wezmę też dzieło amerykańskiego ekspresjonisty Jacksona Pollocka, ale tym razem, to nie człowiek będzie rozpryskiwał farbę na płótno, ale maszyna, w której pompa z systemem natryskowym przypomina napędzany parą mechanizm z czasów przedtechnicznych. Większość elementów potrzebnych do stworzenia tych instalacji zbudowałem sam.

Jest pan znany z tego, że długo przygotowuje swoje wystawy.

- Tym razem będzie podobnie, przyjeżdżam trzy tygodnie przed wernisażem. Większość rzeczy zrobię na miejscu, wykorzystując na przykład elementy hydrauliczne kupione w jakimś markecie.



* Robert Kuśmirowski - urodził się w Łodzi, ale od lat jest związany z Lublinem. Tutaj studiował na Wydziale Artystycznym UMCS i debiutował w Galerii Białej. Dwukrotnie był nominowany do "Paszportów Polityki". Zaczynał od "fałszowania rzeczywistości", czyli przenoszenia do przestrzeni galerii kopii miejsc i rzeczy, odtwarzanych z pietyzmem w skali 1:1.

Kuśmirowski w swojej twórczości wraca co jakiś czas do motywu pieców krematoryjnych, a w 2009 roku zbudował w Londynie kopię bunkra z okresu II wojny światowej.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Polub nas na Facebooku