Prezesi miejskich spółek zarabiają lepiej niż prezydent

Marcin Bielesz
2010-01-29 , aktualizacja: 29.01.2010 22:30
A A A Drukuj
Niejeden chciałby być prezesem miejskiej spółki. Bo to świetna pensja, stabilna i dość spokojna praca. Jest tylko jeden problem - trzeba być kompetentnym i sprostać oczekiwaniom mieszkańców.

Społka Kamienice Miasta od dłuższego czasu nie potrafi sprzedać zrujnowanego budynku przy ul. Niecałej 3
Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJ
Społka Kamienice Miasta od dłuższego czasu nie potrafi sprzedać zrujnowanego budynku przy ul. Niecałej 3
RAPORTY




Miasto ma pięć spółek. Trzy są "medialne", dużo się o nich mówi, bo najwięcej codziennych spraw mieszkańców od nich zależy. To Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne, Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji i Lubelskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej. Dwie pozostałe działają w cieniu. To Kamienice Miasta i Towarzystwo Budownictwa Społecznego. Dziś oceniamy prezesów tych spółek, którzy - przypomnijmy - zarabiają więcej niż prezydent miasta, bo ok. 20 tys. zł. brutto.

Z miasta Łodzi pochodzi

Na takiego prezesa MPK czekano w Lublinie od dawna. Od kilku lat ten fotel zajmowali panowie, którym krążyły po głowie dziwne myśli (np. zakaz rozmawiania przez komórki w autobusach), albo w ogóle nie znali się na swojej pracy. Gdy w 2008 r. fotel był pusty, rozpisano konkurs i wygrał go Czesław Rydecki, były wieloletni prezes MPK w Łodzi.

Energicznie zabrał się do pracy, a zadanie miał niełatwe: oddłużenie niemal bankrutującego przedsiębiorstwa i wymianę zdezelowanego taboru. Teraz MPK wychodzi finansowo "na zero", Rydecki kupił 30 nowych autobusów, stare pojazdy pamiętające początek lat 80. idą na złom, będzie wymiana trolejbusów.

Rydecki to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Po prostu zna się na tym, co robi.

Być szefem w raju

Od lat MPWiK ma opinię wymarzonego miejsca do pracy: stabilność i dobry "socjal", do tego firma z renomą najlepszej spółki miejskiej. Pracownicy spółki śmiało mogli śpiewać o wieloletnim szefie Tadeuszu Fijałce niczym w kultowym filmie "Miś": "łubudubu, łubudubu, niech nam żyje prezes naszego klubu!".

Fijałkę broniły wyniki, a także projekt rozbudowy sieci wodociągowej i kanalizacyjnej, który zakłada, że wszędzie w Lublinie będzie bieżąca woda i kanalizacja (może to się wydać nie do wiary, ale są całe kwartały ulic, gdzie tego brak). Ale w końcu i jemu noga się powinęła.

Najpierw do ratusza przyszedł donos, że prezes łamie ustawę antykorupcyjną zasiadając w zarządzie Fundacji Rozwoju KUL. Fijałkę ocaliły ekspertyzy prawne udowadniające, że prawa nie złamał. Potem jednak rada nadzorcza kierowana przez Elżbietę Kołodziej-Wnuk, zastępcę prezydenta, nie udzieliła mu absolutorium, bo rzekomo prezes nie dopatrzył wielu spraw, m.in. zaniedbał projekt rozbudowy sieci i powstało zagrożenie, że te warte niemal pół miliarda złotych inwestycje przepadną. A ponieważ kadencja Fijałki wygasła z końcem czerwca 2009 r., to prezydent Adam Wasilewski pożegnał Fijałkę.

Rozpisano konkurs na nowego prezesa, został nim Marek Wagner z fabryki wag Fawag. Niedawno pochwalił się, że pod jego kierunkiem kadra MPWiK stanęła na wysokości zadania i tak poprawiła projekt, że niemal na 100 proc. będzie dofinansowanie. Ale pytany przez dziennikarzy Wagner przyznał, że poprawki są niewielkie.

Dodajmy, że sąd rozstrzyga sprawę prawidłowości uchwały o nieudzieleniu absolutorium Fijałce. Okazuje się też, że zaniedbania mu zarzucane w ogóle nie miały miejsca, lub odpowiadał za nie kto inny. Po co więc i dlaczego usunięto Fijałkę?

Na merytoryczną ocenę Wagnera jest na razie za wcześnie.

Ciepły prezes

Stanisław Kalinowski został prezesem LPEC, bo załoga tak nie lubiła poprzedniego szefa Waldemara Dudziaka, że groziła buntem. Gdy zastąpił go Kalinowski, wrzenie w ciepłowniczej firmie ostygło. Nie słychać o tarciach na linii prezes - załoga, ciepło dociera do domów. Spółka działa bez zarzutu, co pokazuje grudniowa awaria sieci na Kalinowszczyźnie. Pracownicy LPEC robili wszystko, by jak najszybciej ją usunąć, bo temperatura w domach zaczynała szybko spadać.

Prezesi od domów

Spółce Kamienice Miasta szefuje Krzysztof Krzyżanowski. Jego firma posiada kilkanaście kamienic w centrum miasta. W założeniu ma je remontować i z zyskiem sprzedawać. Tyle, że tego nie robi. Dobry przykład to zrujnowana kamienica przy Niecałej 3. Pusty dom kilka razy podpalano, a spółka nie potrafiła go sprzedać. Złego słowa o Krzyżanowskim nie dadzą jednak powiedzieć ludzie mieszkający w domach należących do Kamienic Miasta, bo prezes stara się dbać o mienie spółki.

TBS-em kieruje Jerzy Deska. Spółka spełnia swoją rolę - co roku buduje kolejne mieszkania i oddaje je do użytku. Nie jest nawet w stanie sprostać zapotrzebowaniu, bo chętnych na mieszkania z TBS jest wielokrotnie więcej niż mieszkań do sprzedania.

W poniedziałkowej "Gazecie" ocenimy dwóch zastępców prezydenta: Elżbietę Kołodziej-Wnuk i Krzysztofa Żuka.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Polub nas na Facebooku