Oceniamy ratusz. Szefowie od marki, hali i przetargów
2010-01-28
, aktualizacja: 28.01.2010 17:41
Prezydent Adam Wasilewski rozpoczął ostatnią prostą swojej prezydenckiej kadencji. Oceniliśmy już podlegających mu dyrektorów wydziałów urzędu miasta. Czas na ludzi, od których zależy miejska promocja, obiekty sportowe i rekreacyjne oraz działanie komunikacji miejskiej w Lublinie.
ZOBACZ TAKŻE
- Trzy zmarnowane lata prezydenta Adama Wasilewskiego (04-02-10, 19:32)
- Oceniamy ratusz. Żuk - trójka +, Kołodziej-Wnuk - pała (31-01-10, 18:00)
- Prezesi miejskich spółek zarabiają lepiej niż prezydent (29-01-10, 21:41)
- Drożeją bilety. Zapłacimy 2,40 złotych, a nawet więcej (29-01-10, 10:55)
RAPORTY
Dziś oceniamy: kierującego miejską promocją Michała Krawczyka, dyrektora Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji Mariusza Szmita i dyrektora Zarządu Transportu Miejskiego Lecha Pudło.
Miasto ma swoją markę
Michał Krawczyk cieszy się niczym niezachwianym zaufaniem prezydenta Adama Wasilewskiego. Nawet gdy radni PiS chcieli zmniejszyć budżet Krawczyka, zastępcy dyrektora kancelarii prezydenta odpowiedzialnego za promocję miasta, to Wasilewski bronił pieniędzy na promocję jak lew.
Krawczyk odziedziczył biuro promocji miasta po swoim poprzedniku niczym spaloną ziemię. Pojęcie "promocja miasta" właściwie nie istniało, jeśli były gadżety, czy foldery, to przygotowywane bez ładu i składu. Nie było żadnej wizji.
Nowy szef promocji przytomnie stwierdził, że może dzięki temu zrobić wszystko - wykreować zupełnie od podstaw wizerunek Lublina. Dodatkowo dostał nad promocją miasta władzę absolutną. Sam sobie dobrał podwładnych i przystąpił do działania.
Po trzech latach na regale w gabinecie Krawczyka stoi szereg nagród i wyróżnień za przeprowadzone przez Lublin akcje promocyjne, czy za utworzenie portalu miejskiego lublin.eu. Pierwszy raz Lublin zaczął się promować w kraju, billboardy zawisły w Warszawie, w ostatnim roku miasto reklamowało się już w pięciu największych aglomeracjach w kraju. Jak skuteczne były te akcje? Każdy może mieć własne odczucia estetyczne. Na korzyść Krawczyka świadczy tu zwycięstwo w prestiżowym konkursie Złote Formaty. Jego jurorzy ocenili akcję z 2008 r. pod hasłem "Lublin - miasto inspiracji" jako najlepsze przedsięwzięcie w marketingu miast i regionów, zwracając też uwagę na cały wysiłek Krawczyka i jego zespołu, który budował tzw. markę Lublin. Polega to na stworzeniu całego systemu wykorzystywania znaków i barw w promocji, od produkowania wielkich plakatów czy spotów reklamowych po filiżanki i długopisy dla turystów.
Pozostaje pytanie o trwałość wysiłków Krawczyka. Czy jeśli w ratuszu zapanuje nowa ekipa to nowy szef promocji nie stwierdzi, że marka Lublin powinna powędrować do kosza?
Ta nominacja to Pudło?
Lech Pudło trafił do ratusza pod koniec 2008 r. Wtedy prezydent mianował go pełnomocnikiem do sprawy utworzenia Zarządu Transportu Miejskiego, nowej instytucji, która miała uprzątnąć stajnię Augiasza, jakim stała się komunikacja miejska w Lublinie: jeżdżący niemal "na dziko" prywaciarze i stojące na skraju bankructwa MPK.
Doświadczenie Pudły w komunikacji i transporcie było zerowe. Pracował w latach 80. w oczyszczalni ścieków w Hajdowie. Szybko rozeszły się też plotki, że jest protegowanym Elżbiety Kołodziej-Wnuk, zastępcy prezydenta Lublina, za sprawą której został pełnomocnikiem ds. ZTM. Pani prezydent szefuje także radzie nadzorczej MPWiK, gdzie trafił życiorys Pudły, który zgłosił swoją kandydaturę na wiceprezesa wodociągów. Na początku 2009 roku wycofał swoją kandydaturę z MPWiK, bo prezydent mianował go p.o. dyrektora ZTM, a później został "pełnym" dyrektorem. W połowie roku jednak znów zamarzyła mu się praca w wodociągach i zgłosił kandydaturę na prezesa spółki. Jego szanse oceniano wysoko, ze względu na znajomość z Kołodziej-Wnuk. Nacisk w urzędzie miasta sprawił jednak, że Pudło po raz drugi zrezygnował ze świetnie płatnej posady w MPWiK. I tak zostało wrażenie, że pani prezydent chce "na siłę" załatwić pracę znajomemu.
Atmosfera wokół zatrudnienia Pudły na dyrektorskim stołku nie była przejrzysta i szybko okazało się, że dyrektorowi kierowanie Zarządem nie bardzo wychodzi. Najważniejszym zadaniem szefa ZTM było okiełznanie przewoźników prywatnych, doprowadzenie do tego, żeby nie brali od pasażerów pieniędzy "w łapę" i nie wozili ludzi rozklekotanymi gratami. Po roku działalności ZTM nadal tego zadania nie wypełnił. Rozpisane przetargi na obsługę linii autobusowych przez prywatne firmy nie zakończyły się - rozstrzygnięto trzy z czterech, ale właśnie się okazało, że wyniki zostały oprotestowane. W łeb biorą wszelkie zapowiedzi Pudły, który mówił, że od 1 stycznia 2010 r. prywaciarze będą jeździć na nowych zasadach: niskopodłogowymi autobusami w miejskich barwach, sprzedając takie same bilety, które obowiązują w pojazdach MPK. Teraz wiadomo, że jeśli to wreszcie nastąpi, to może w drugiej połowie tego roku.
W dodatku wokół przetargów zaczęły się dziać dziwne rzeczy: firma z Sosnowca, która chciała wejść na lubelski rynek, przemalowała jeden pojazd na obowiązujące u nas barwy autobusów długo przed rozstrzygnięciem przetargu. A konsorcjum z Lublina wyprzedzając werdykt zainstalowało w pojazdach kasowniki. I jedni i drudzy wygrali przetargi. Do tego doszło oskarżenie firmy Warbus, która zarzuciła Pudle i Zarządowi złamanie prawa i faworyzowanie innego przewoźnika. Sprawę rozstrzyga Krajowa Izba Odwoławcza przy Urzędzie Zamówień Publicznych.
W grę wchodzą duże pieniądze ze środków publicznych, a trudno nazwać całą otoczkę wokół przetargów ZTM-u transparentną.
Dyrektor Pudło jest też na celowniku mieszkańców, bo zaproponował rzecz bardzo niepopularną, czyli podwyżki biletów. Postanowił też zmienić przyzwyczajenia pasażerów i mówił o likwidacji biletów jednorazowych oraz zastąpieniu ich znacznie droższymi biletami czasowymi. Argumentował, że Zarząd potrzebuje pieniędzy i dodawał, że w porównaniu z innymi miastami u nas i tak jeździ się za niewysoką cenę, wręcz za tanio. To żaden argument, bo transport publiczny nie jest przedsięwzięciem biznesowym i gmina na tym nie zarabia.
To on wymyślił baseny nad zalewem
"Pierwszy cud Wasilewskiego" - napisaliśmy przed wakacjami 2008 r. o właśnie wybudowanym kompleksie basenów nad Zalewem Zemborzyckim. Pomysł Mariusza Szmita, dyrektora MOSiR był strzałem w dziesiątkę. Mieszkańcy miasta tłumnie przychodzili na kąpielisko i często brakowało tam miejsc.
Za sprawą Szmita i jego pomysłów zarządzany przez MOSiR ośrodek Wrotków nad Zalewem przestał przypominać pustynię, a przecież dyrektor MOSiR nie odkrył wcale Ameryki. Wystarczyło po prostu dojść do trzeźwego wniosku, że w Lublinie mieszkają ludzie, którzy chcą wypoczywać w cywilizowanych warunkach.
Na Wrotkowie wysypano więc czystym piaskiem nową plażę, pojawiły się punkty gastronomiczne (a wcześniej nie było szansy, by nad Zalewem cokolwiek zjeść czy wypić), a w końcu baseny. Szmit chciał też wreszcie zagospodarować ośrodek Dąbrowa, kiedyś perłę Zalewu. Niestety, miastu brakuje na to pieniędzy.
Szmit, który został dyrektorem MOSiR jeszcze za czasów prezydentury Andrzeja Pruszkowskiego dostał w spadku halę na Globusie, którą z pompą otworzono u schyłku rządów Pruszkowskiego. Już wtedy nie było tajemnicą, że obiekt jest przedziwnym misz maszem o niewiadomym przeznaczeniu. Pierwszą imprezą był mecz piłkarek ręcznych SPR, szybko jednak złożono parkiet i zlikwidowano boisko, by wylać lód, bo pierwotnie planowano, że hala będzie krytym lodowiskiem.
Dyrektor zorientował się, że niełatwo będzie utrzymać Globus nie nadając mu jasnej funkcji. Szmit więc łagodnie i po cichu wyprosił łyżwiarzy z hali. Rozesłał do różnych firm propozycje organizowania imprez na Globusie. Trafiły i do firm związanych ze sportem i do impresariatów. Lublinianie mogli więc oglądać w hali na LSM i gale bokserskie transmitowane przez Polsat, koncerty, czy nawet pokaz uczestników show TVN "Mam talent". A łyżwiarze jeżdżą na lodowisku przy al. Zygmuntowskich schowanym pod wielkim namiotem. I okazuje się, że wszystkim to pasuje.
Miasto ma swoją markę
Michał Krawczyk cieszy się niczym niezachwianym zaufaniem prezydenta Adama Wasilewskiego. Nawet gdy radni PiS chcieli zmniejszyć budżet Krawczyka, zastępcy dyrektora kancelarii prezydenta odpowiedzialnego za promocję miasta, to Wasilewski bronił pieniędzy na promocję jak lew.
Krawczyk odziedziczył biuro promocji miasta po swoim poprzedniku niczym spaloną ziemię. Pojęcie "promocja miasta" właściwie nie istniało, jeśli były gadżety, czy foldery, to przygotowywane bez ładu i składu. Nie było żadnej wizji.
Nowy szef promocji przytomnie stwierdził, że może dzięki temu zrobić wszystko - wykreować zupełnie od podstaw wizerunek Lublina. Dodatkowo dostał nad promocją miasta władzę absolutną. Sam sobie dobrał podwładnych i przystąpił do działania.
Po trzech latach na regale w gabinecie Krawczyka stoi szereg nagród i wyróżnień za przeprowadzone przez Lublin akcje promocyjne, czy za utworzenie portalu miejskiego lublin.eu. Pierwszy raz Lublin zaczął się promować w kraju, billboardy zawisły w Warszawie, w ostatnim roku miasto reklamowało się już w pięciu największych aglomeracjach w kraju. Jak skuteczne były te akcje? Każdy może mieć własne odczucia estetyczne. Na korzyść Krawczyka świadczy tu zwycięstwo w prestiżowym konkursie Złote Formaty. Jego jurorzy ocenili akcję z 2008 r. pod hasłem "Lublin - miasto inspiracji" jako najlepsze przedsięwzięcie w marketingu miast i regionów, zwracając też uwagę na cały wysiłek Krawczyka i jego zespołu, który budował tzw. markę Lublin. Polega to na stworzeniu całego systemu wykorzystywania znaków i barw w promocji, od produkowania wielkich plakatów czy spotów reklamowych po filiżanki i długopisy dla turystów.
Pozostaje pytanie o trwałość wysiłków Krawczyka. Czy jeśli w ratuszu zapanuje nowa ekipa to nowy szef promocji nie stwierdzi, że marka Lublin powinna powędrować do kosza?
Ta nominacja to Pudło?
Lech Pudło trafił do ratusza pod koniec 2008 r. Wtedy prezydent mianował go pełnomocnikiem do sprawy utworzenia Zarządu Transportu Miejskiego, nowej instytucji, która miała uprzątnąć stajnię Augiasza, jakim stała się komunikacja miejska w Lublinie: jeżdżący niemal "na dziko" prywaciarze i stojące na skraju bankructwa MPK.
Doświadczenie Pudły w komunikacji i transporcie było zerowe. Pracował w latach 80. w oczyszczalni ścieków w Hajdowie. Szybko rozeszły się też plotki, że jest protegowanym Elżbiety Kołodziej-Wnuk, zastępcy prezydenta Lublina, za sprawą której został pełnomocnikiem ds. ZTM. Pani prezydent szefuje także radzie nadzorczej MPWiK, gdzie trafił życiorys Pudły, który zgłosił swoją kandydaturę na wiceprezesa wodociągów. Na początku 2009 roku wycofał swoją kandydaturę z MPWiK, bo prezydent mianował go p.o. dyrektora ZTM, a później został "pełnym" dyrektorem. W połowie roku jednak znów zamarzyła mu się praca w wodociągach i zgłosił kandydaturę na prezesa spółki. Jego szanse oceniano wysoko, ze względu na znajomość z Kołodziej-Wnuk. Nacisk w urzędzie miasta sprawił jednak, że Pudło po raz drugi zrezygnował ze świetnie płatnej posady w MPWiK. I tak zostało wrażenie, że pani prezydent chce "na siłę" załatwić pracę znajomemu.
Atmosfera wokół zatrudnienia Pudły na dyrektorskim stołku nie była przejrzysta i szybko okazało się, że dyrektorowi kierowanie Zarządem nie bardzo wychodzi. Najważniejszym zadaniem szefa ZTM było okiełznanie przewoźników prywatnych, doprowadzenie do tego, żeby nie brali od pasażerów pieniędzy "w łapę" i nie wozili ludzi rozklekotanymi gratami. Po roku działalności ZTM nadal tego zadania nie wypełnił. Rozpisane przetargi na obsługę linii autobusowych przez prywatne firmy nie zakończyły się - rozstrzygnięto trzy z czterech, ale właśnie się okazało, że wyniki zostały oprotestowane. W łeb biorą wszelkie zapowiedzi Pudły, który mówił, że od 1 stycznia 2010 r. prywaciarze będą jeździć na nowych zasadach: niskopodłogowymi autobusami w miejskich barwach, sprzedając takie same bilety, które obowiązują w pojazdach MPK. Teraz wiadomo, że jeśli to wreszcie nastąpi, to może w drugiej połowie tego roku.
W dodatku wokół przetargów zaczęły się dziać dziwne rzeczy: firma z Sosnowca, która chciała wejść na lubelski rynek, przemalowała jeden pojazd na obowiązujące u nas barwy autobusów długo przed rozstrzygnięciem przetargu. A konsorcjum z Lublina wyprzedzając werdykt zainstalowało w pojazdach kasowniki. I jedni i drudzy wygrali przetargi. Do tego doszło oskarżenie firmy Warbus, która zarzuciła Pudle i Zarządowi złamanie prawa i faworyzowanie innego przewoźnika. Sprawę rozstrzyga Krajowa Izba Odwoławcza przy Urzędzie Zamówień Publicznych.
W grę wchodzą duże pieniądze ze środków publicznych, a trudno nazwać całą otoczkę wokół przetargów ZTM-u transparentną.
Dyrektor Pudło jest też na celowniku mieszkańców, bo zaproponował rzecz bardzo niepopularną, czyli podwyżki biletów. Postanowił też zmienić przyzwyczajenia pasażerów i mówił o likwidacji biletów jednorazowych oraz zastąpieniu ich znacznie droższymi biletami czasowymi. Argumentował, że Zarząd potrzebuje pieniędzy i dodawał, że w porównaniu z innymi miastami u nas i tak jeździ się za niewysoką cenę, wręcz za tanio. To żaden argument, bo transport publiczny nie jest przedsięwzięciem biznesowym i gmina na tym nie zarabia.
To on wymyślił baseny nad zalewem
"Pierwszy cud Wasilewskiego" - napisaliśmy przed wakacjami 2008 r. o właśnie wybudowanym kompleksie basenów nad Zalewem Zemborzyckim. Pomysł Mariusza Szmita, dyrektora MOSiR był strzałem w dziesiątkę. Mieszkańcy miasta tłumnie przychodzili na kąpielisko i często brakowało tam miejsc.
Za sprawą Szmita i jego pomysłów zarządzany przez MOSiR ośrodek Wrotków nad Zalewem przestał przypominać pustynię, a przecież dyrektor MOSiR nie odkrył wcale Ameryki. Wystarczyło po prostu dojść do trzeźwego wniosku, że w Lublinie mieszkają ludzie, którzy chcą wypoczywać w cywilizowanych warunkach.
Na Wrotkowie wysypano więc czystym piaskiem nową plażę, pojawiły się punkty gastronomiczne (a wcześniej nie było szansy, by nad Zalewem cokolwiek zjeść czy wypić), a w końcu baseny. Szmit chciał też wreszcie zagospodarować ośrodek Dąbrowa, kiedyś perłę Zalewu. Niestety, miastu brakuje na to pieniędzy.
Szmit, który został dyrektorem MOSiR jeszcze za czasów prezydentury Andrzeja Pruszkowskiego dostał w spadku halę na Globusie, którą z pompą otworzono u schyłku rządów Pruszkowskiego. Już wtedy nie było tajemnicą, że obiekt jest przedziwnym misz maszem o niewiadomym przeznaczeniu. Pierwszą imprezą był mecz piłkarek ręcznych SPR, szybko jednak złożono parkiet i zlikwidowano boisko, by wylać lód, bo pierwotnie planowano, że hala będzie krytym lodowiskiem.
Dyrektor zorientował się, że niełatwo będzie utrzymać Globus nie nadając mu jasnej funkcji. Szmit więc łagodnie i po cichu wyprosił łyżwiarzy z hali. Rozesłał do różnych firm propozycje organizowania imprez na Globusie. Trafiły i do firm związanych ze sportem i do impresariatów. Lublinianie mogli więc oglądać w hali na LSM i gale bokserskie transmitowane przez Polsat, koncerty, czy nawet pokaz uczestników show TVN "Mam talent". A łyżwiarze jeżdżą na lodowisku przy al. Zygmuntowskich schowanym pod wielkim namiotem. I okazuje się, że wszystkim to pasuje.
Miejscy urzędnicy wiele niepowodzeń tłumaczą pechem, zbiegiem okoliczności, przypadkiem. Pech dopadł w końcu też i Szmita. Przed minionymi wakacjami MOSiR postanowił rozbudować kompleks basenów nad Zalewem, by mogło tam wypoczywać więcej osób. Postawiono m.in. wielką zjeżdżalnie wodną. Ale, niestety, okazało się, że wszystko wybudowano chyba zbyt szybko. Ci, którzy zjeżdżali, wypadali z rury w brunatną wodę, bo wykonawca czegoś nie dopatrzył. Gdy tylko MOSiR się z tym uporał ktoś zauważył, że stroje dzieci kąpiących się w basenach po kontakcie z wodą stają się dziwne, niemal rozpuszczone. Nad Zalew na sygnale zajechały karetki pogotowia, a lekarze musieli udzielić pomocy dzieciom zatrutym chlorem, który ulotnił się do wody z nieszczelnych zbiorników. Przypadkowa awaria, której nie dało się przewidzieć i która nie powinna mieć miejsca.
W jutrzejszej "Gazecie" ocenimy prezesów spółek komunalnych: MPK, MPWiK, LPEC, TBS i Kamienic Miasta.
W jutrzejszej "Gazecie" ocenimy prezesów spółek komunalnych: MPK, MPWiK, LPEC, TBS i Kamienic Miasta.
Najnowsze wiadomości
-
Lublin. Prawdziwe żydowskie wesele na Starym Mieście
-
Dlaczego przystanek ZTM na Marinie straszy podróżnych
-
Bandyci w natarciu. Fala neofaszyzmu zalewa miasto
-
Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni palą meble
-
Komentarz redakcji. To już nie tyle dziwi, co przeraża
-
Cyfrowa szkoła. Dostali komputery, bo mieli szczęście
-
Były prezes SPR: Mieliśmy nie płacić dziewczynom?
-
Już w piątek pojedziemy nocnymi autobusami do Świdnika
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Znikała dzielnica żydowska. Powstawało ...
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...
- Co już lata nad naszym lotniskiem? Zobacz ...
- Nowy adres na klubowej mapie miasta. ZOBACZ
- UMCS. Rektor-elekt o karaniu za picie ...
- Jak pić to na salonie miasta. Na deptaku, ...
- Nowy most kolejowy nad Bystrzycą wjeżdża ...






