Pani dyrektor i jej mąż, czyli jak to z oknami było

Karol Adamaszek, Marcin Bielesz
2010-01-14 , aktualizacja: 14.01.2010 17:12
A A A Drukuj
Wiemy już jak wyglądał łańcuszek powiązań, który doprowadził do wybuchu afery w lubelskim ratuszu, związanej z dyrektor Marzeną Jodłowską i jej mężem, którego firma produkuje okna

Fot. Rafał Michałowski / AG
Czy pani dyrektor umożliwiła firmie, której prezesem jest jej mąż zarobek dzięki miejskiej inwestycji? Czy do nowej krytej pływalni i rozbudowanej sali gimnastycznej przy szkole podstawowej nr 23 przy ul. Podzamcze światło będzie padać przez okna wyprodukowane przez firmę Dariusza Jodłowskiego? Takie wątpliwości ma ratusz i chce, aby wyjaśniła je prokuratura. Zawiadomienie prezydenta Adama Wasilewskiego nosi datę 8 stycznia. Prokuratorzy nie podjęli jeszcze decyzji, czy rozpoczną śledztwo w tej sprawie. - Prowadzimy postępowanie w kierunku ewentualnego poświadczenia nieprawdy w dzienniku budowy oraz niedopełnienia obowiązków - mówi prokurator Marek Zych, zastępcą szefa Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ. Wszystko jest w tak wczesnej fazie, że nie ma szans na szczegóły.

"Gazeta" prześledziła jak wyglądał mechanizm, który obudził podejrzenia u prezydenta, w rezultacie czego złożył on zawiadomienie do prokuratury.

Według naszych źródeł miało być tak. W maju 2008 r. ratusz podpisał umowę z Mostostalem Warszawa, a więc głównym wykonawcą budowy basenu i rozbudowy sali gimnastycznej. Ale jak w przypadku wielu innych inwestycji Mostostal wybrał podwykonawców i firmy, które miały dostarczać mu materiały. Rok później Mostostal poinformował ratusz, że chce zmian w części inwestycji, dotyczącej właśnie okien. Proponował otwory innego typu, tańsze o ok. 34 tys. złotych.

Sporządzono wówczas tzw. protokół konieczności. Ze strony ratusza podpisała go dyrektor wydziału inwestycji Marzena Jodłowska. Na budowie zamontowano inne okna, niż wcześniej planowano.

Gdzie więc niejasności? Wyczuł je chyba zastępca prezydenta Stanisław Fic, który zanim podpisał odpowiednie aneksy do umowy wysłał ratuszowych kontrolerów na Podzamcze i do wydziału kierowanego przez Jodłowską. Ci zabrali się za analizę dokumentów. Stwierdzili, że jeśli oszczędności będą to jedynie na kwotę ok. czterech tysięcy złotych. Przy inwestycji wartej 22 mln złotych to niewiele. Wyszło im też, że "nowe" okna nie będą identyczne jak "stare", lecz porównywalne. To jednak dopuszcza prawo.

Formalnie wszystko jest więc w porządku. Kontrolerzy natknęli się jednak na niejasne dla nich powiązania.

Okazało się bowiem, że okna, które w końcu zamontowano wyprodukowała firma Dariusza Jodłowskiego, męża dyrektor wydziału inwestycji. Łańcuch powiązań nie jest czytelny, bo dostarczyć je miała nie spółka Jodłowskiego, tylko pewna firma ze Świdnika.

- Oficjalnie nic w tej sprawie nie wiem - przekonuje Dariusz Jodłowski. Aferę nazywa "nadmuchaną". - Niestety obawiam się, że cała sprawa może mieć polityczny podtekst i nie chodzi w niej wcale o jakiekolwiek okna, lecz o przepychanki międzypartyjne w ratuszu w roku wyborczym - uważa Jodłowski.

- Nie byliśmy bezpośrednim dostawcą okien na tę inwestycję, ani żadnej podobnej realizowanej w Lublinie przez Urząd Miasta Lublin. Z uwagi na etykę biznesową, transparentność i stosowanie się do przepisów obowiązującego prawa, od trzech lat nie startujemy w przetargach miejskich, nie realizujemy żadnych miejskich zleceń, umów itp. - zarzeka się Jodłowski w przesłanym nam e-mailu. Dodaje, że większość produkcji jego firmy trafia do dystrybutorów, lub pośredników.

Zapytaliśmy więc Jodłowskiego czy rozmawia z żoną o tym, z kim robi interesy.

- Po pracy mamy z żoną o wiele więcej interesujących i przyjemnych zajęć, niż debatowanie o sprawach służbowych - odpowiedział.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Polub nas na Facebooku