Z zawodu dyrektorzy
2010-01-10
, aktualizacja: 10.01.2010 19:28
Cokolwiek by zrobili, to i tak od dawna zasiadają spokojnie w swoich dyrektorskich fotelach. Są w stanie przetrwać nawet najbardziej burzliwe zawirowania i zwykle dociągają do spokojnej emerytury.
ZOBACZ TAKŻE
- 800 tys. koło nosa. Eurokasa znów nie dla Lublina (20-03-10, 09:00)
- Bierzemy pod lupę miejskich dyrektorów (11-01-10, 00:00)
RAPORTY
Oceniamy dyrektorów wydziałów urzędu miasta.
Udało się tylko ze szrotówkiem
Jeśli Marian Stani zostanie po raz drugi oceniony negatywnie, to powinien stracić stanowisko [i tak zostałby w ratuszu, bo jest urzędnikiem mianowanym, ale przeszedłby na inną posadę]. Przypomnijmy krótko: Stani w 2006 roku skutecznie zablokował inwestycję Herbapolu na Wrotkowie. Zielarski potentat chciał tam wybudować centrum logistyczne. Wydawało się, że to same korzyści: duże pieniądze dla miasta z podatków, nowe miejsca pracy dla mieszkańców. Ale dyrektor przejrzał plany Herbapolu na swój sposób i stwierdził, że nie da inwestorowi zgody na wycinkę pięciu drzew, chyba że firma zapłaci 266 tys. zł. Herbapol szybko z planów budowy zrezygnował.
W czerwcu minionego roku o mało co nie doszło do tragedii przy ul. Popiełuszki, gdzie potężny klon runął na dwóch przechodniów. Okazało się, że do wydziału ochrony środowiska trafiały już wcześniej wnioski o wycięcie drzewa. Zawsze były odrzucane. Dla odmiany Stani chętnie zgodził się na wycinkę drzew przy ul. Leśnej w dzielnicy Dziesiąta, choć przyrodnicy wskazywali, że nie ma takiej konieczności, a mieszkańcy wręcz tego nie chcieli.
W październiku wybuchła prawdziwa bomba, która, jak się wydawało, zmiecie Staniego. Przed Sądem Rejonowym w Lublinie stanął prezydent Adam Wasilewski jako świadek w sprawie odwołania Tadeusza Fijałki z funkcji prezesa Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. W toku przesłuchania okazało się, że najprawdopodobniej Stani wprowadził prezydenta w błąd, by ukryć swoje niedopatrzenia w sprawie wysypiska śmieci w Rokitnie. Zwalił winę na Fijałkę, którego Wasilewski odwołał ze stanowiska.
To tylko trzy przykłady niezrozumiałego postępowania jednego dyrektora wydziału urzędu miasta, któremu udało się tylko jedno: wypracował bardzo skuteczną metodę walki ze szrotówkiem kasztanowcowiaczkiem, którą naśladują inne miasta.
Oświata bez wstrząsów
Na przeciwnym biegunie znajduje się Ewa Dumkiewicz-Sprawka, która od piętnastu lat kieruje miejskim wydziałem oświaty i wychowania. Nawet osoby, które się z nią nie zgadzają, przyznają, że jest dobrą specjalistką w swojej dziedzinie i dobrze współpracuje z dyrektorami szkół.
Co się udało w ubiegłym roku? Dzięki unijnej dotacji w wysokości ok. 900 tys. zł w Lublinie zostały utworzone cztery punkty przedszkolne dla dzieci z rodzin, których nie stać na opłacanie przedszkola. Unijną dotację udało się także zdobyć na dodatkowe lekcje matematyki przed obowiązkową maturą z tego przedmiotu. Dodatkowo za ponad 350 tys. zł w pięciu gimnazjach będzie realizowany program pomagający budować uczniom przyszłą karierę zawodową. Warto zauważyć, że w Lublinie bez większych wstrząsów odbyło się przejście sześciolatków z przedszkola do pierwszej klasy.
Miejski architekt
Jacek Gurbiel pracę w lubelskim ratuszu rozpoczął w połowie listopada 2007 r. Został dyrektorem wydziału architektury, budownictwa i urbanistyki, co łączyło się z przyjęciem funkcji miejskiego architekta. Stanisław Fic, zastępca prezydenta Lublina po wyborze Gurbiela zapewniał, że jego powołanie będzie wiązało się z usprawnieniem pracy miejskich planistów. "Gazecie" powiedział wtedy m.in. "Do tej pory wydział nie pracował najlepiej. Przykładem może być przeciągający się konkurs na przebudowę placu Litewskiego".
Sam Gurbiel mówił, że chce zająć się jak najszybszym uporządkowaniem starych planów zagospodarowania przestrzennego i tymi, które są już praktycznie gotowe. W rozmowie z nami tłumaczył: "Uważam, że należy błyskawicznie zacząć opracowywać plan zagospodarowania dla Śródmieścia. Plany pomogą uniknąć w mieście chaosu, który widoczny jest np. w budownictwie jednorodzinnym. Nie może być tak jak przy al. Kraśnickiej, gdzie mamy szereg domów: jeden wyższy, drugi niższy, każdy chce się wyróżnić."
Jednak przez ponad dwa lata pracy Gurbiela niewiele wydarzyło się, jeśli chodzi o planowanie przestrzenne miasta, a konkurs na plac Litewski nie został ogłoszony do dziś. Najpierw opóźniały go warsztaty architektoniczne (miały podpowiedzieć ratuszowi, jaką funkcję powinna mieć ta część śródmieścia), później protest właściciela działki przed dawnym pedetem. Teraz przeszkodą są jakieś kolejne niezbędne formalności.
Miejski architekt nie podjął też żadnych kroków, by chronić współczesną architekturę. Wprawdzie od początku w ratuszu mówiło się, że tym tematem będzie zajmował się miejski konserwator zabytków, ale zanim ten został powołany, a Gurbiel już był dyrektorem, skuto modernistyczną elewację szkoły przy ul. Kunickiego. Architektowi projekt ocieplenia budynku wprawdzie się nie podobał, ale tłumaczył, że jest bezsilny i nic nie może zrobić, bo gdy jego wydział wydawał pozwolenie, nie był jeszcze dyrektorem. Warto zaznaczyć, że właścicielem szkoły jest miasto.
Prezydent Wasilewski kolejny raz doszedł do wniosku, że sprawy związane z planowaniem miasta wymagają usprawnień i jesienią ubiegłego roku utworzył wydział planowania, do którego przeszła część pracowników podległych do tej pory Gurbielowi. Na jego czele stanęła Elżbieta Matuszak. Jednym z pierwszych zadań nowej jednostki ma być przygotowanie konkursu architektonicznego dotyczącego Podzamcza. Tereny dzisiejszego dworca autobusowego czekają na to od lat.
A z drobniejszych rzeczy warto wymienić chociażby problem z kawiarnianymi parasolami na deptaku i Starym Mieście. Są miasta, które określają, jaki mają mieć kolor i wielkość, tak by nie zdominowały zabytków. Wydział architektury, który wydaje takie pozwolenia w Lublinie, nie reguluje tych kwestii. Stąd najbardziej reprezentacyjne części Lublina latem zalewane są przez najróżniejsze kolory parasoli: niebieskie, czerwone czy zielone.
Dyrektor od czystości
Tomasz Radzikowski jest dyrektorem wydziału gospodarki komunalnej i to on odpowiada za czystość w mieście. Jest jednym z najaktywniejszych dyrektorów. Obecnie współpracuje z mieszkańcami Bronowic nad urządzeniem czterech skwerów w dzielnicy. Koordynuje też sprawy związane z budową parku na terenie dawnego wysypiska śmieci przy ul. Zawilcowej, na który od lat czeka Kalinowszczyzna. Radzikowski zajmował się też liftingiem placu Litewskiego przez obchodami 440. rocznicy zawarcia unii olsko-litewskiej. Chciał również postawić na lubelskich rondach plenerowe rzeźby autorstwa uczniów liceum plastycznego w Lublinie. Pomysł wywołał liczne głosy krytyki, dyrektor na razie się z niego wycofał.
Z powodu protestu wykonawców nie udało się jeszcze rozstrzygnąć ogłoszonego kilka miesięcy temu przetargu na konserwację i renowację zieleni. To właśnie brak umów z odpowiednimi firmami spowodował m.in. to, że w dniu, gdy Julia Hartwig odbierała honorowe obywatelstwo Lublina, zaułek Hartwigów był pełen śmieci.
Największą wpadką kierowanego przez Radzikowskiego wydziału niewątpliwie był remont pomnika Unii Lubelskiej na placu Litewskim. Przede wszystkim bardzo długo trwało samo przygotowanie przetargu, gdy w końcu wykonawca rozpoczął remont, popełnił błąd, który spowodował przedłużenie renowacji zabytku o kolejne miesiące.
Udało się tylko ze szrotówkiem
Jeśli Marian Stani zostanie po raz drugi oceniony negatywnie, to powinien stracić stanowisko [i tak zostałby w ratuszu, bo jest urzędnikiem mianowanym, ale przeszedłby na inną posadę]. Przypomnijmy krótko: Stani w 2006 roku skutecznie zablokował inwestycję Herbapolu na Wrotkowie. Zielarski potentat chciał tam wybudować centrum logistyczne. Wydawało się, że to same korzyści: duże pieniądze dla miasta z podatków, nowe miejsca pracy dla mieszkańców. Ale dyrektor przejrzał plany Herbapolu na swój sposób i stwierdził, że nie da inwestorowi zgody na wycinkę pięciu drzew, chyba że firma zapłaci 266 tys. zł. Herbapol szybko z planów budowy zrezygnował.
W czerwcu minionego roku o mało co nie doszło do tragedii przy ul. Popiełuszki, gdzie potężny klon runął na dwóch przechodniów. Okazało się, że do wydziału ochrony środowiska trafiały już wcześniej wnioski o wycięcie drzewa. Zawsze były odrzucane. Dla odmiany Stani chętnie zgodził się na wycinkę drzew przy ul. Leśnej w dzielnicy Dziesiąta, choć przyrodnicy wskazywali, że nie ma takiej konieczności, a mieszkańcy wręcz tego nie chcieli.
W październiku wybuchła prawdziwa bomba, która, jak się wydawało, zmiecie Staniego. Przed Sądem Rejonowym w Lublinie stanął prezydent Adam Wasilewski jako świadek w sprawie odwołania Tadeusza Fijałki z funkcji prezesa Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. W toku przesłuchania okazało się, że najprawdopodobniej Stani wprowadził prezydenta w błąd, by ukryć swoje niedopatrzenia w sprawie wysypiska śmieci w Rokitnie. Zwalił winę na Fijałkę, którego Wasilewski odwołał ze stanowiska.
To tylko trzy przykłady niezrozumiałego postępowania jednego dyrektora wydziału urzędu miasta, któremu udało się tylko jedno: wypracował bardzo skuteczną metodę walki ze szrotówkiem kasztanowcowiaczkiem, którą naśladują inne miasta.
Oświata bez wstrząsów
Na przeciwnym biegunie znajduje się Ewa Dumkiewicz-Sprawka, która od piętnastu lat kieruje miejskim wydziałem oświaty i wychowania. Nawet osoby, które się z nią nie zgadzają, przyznają, że jest dobrą specjalistką w swojej dziedzinie i dobrze współpracuje z dyrektorami szkół.
Co się udało w ubiegłym roku? Dzięki unijnej dotacji w wysokości ok. 900 tys. zł w Lublinie zostały utworzone cztery punkty przedszkolne dla dzieci z rodzin, których nie stać na opłacanie przedszkola. Unijną dotację udało się także zdobyć na dodatkowe lekcje matematyki przed obowiązkową maturą z tego przedmiotu. Dodatkowo za ponad 350 tys. zł w pięciu gimnazjach będzie realizowany program pomagający budować uczniom przyszłą karierę zawodową. Warto zauważyć, że w Lublinie bez większych wstrząsów odbyło się przejście sześciolatków z przedszkola do pierwszej klasy.
Miejski architekt
Jacek Gurbiel pracę w lubelskim ratuszu rozpoczął w połowie listopada 2007 r. Został dyrektorem wydziału architektury, budownictwa i urbanistyki, co łączyło się z przyjęciem funkcji miejskiego architekta. Stanisław Fic, zastępca prezydenta Lublina po wyborze Gurbiela zapewniał, że jego powołanie będzie wiązało się z usprawnieniem pracy miejskich planistów. "Gazecie" powiedział wtedy m.in. "Do tej pory wydział nie pracował najlepiej. Przykładem może być przeciągający się konkurs na przebudowę placu Litewskiego".
Sam Gurbiel mówił, że chce zająć się jak najszybszym uporządkowaniem starych planów zagospodarowania przestrzennego i tymi, które są już praktycznie gotowe. W rozmowie z nami tłumaczył: "Uważam, że należy błyskawicznie zacząć opracowywać plan zagospodarowania dla Śródmieścia. Plany pomogą uniknąć w mieście chaosu, który widoczny jest np. w budownictwie jednorodzinnym. Nie może być tak jak przy al. Kraśnickiej, gdzie mamy szereg domów: jeden wyższy, drugi niższy, każdy chce się wyróżnić."
Jednak przez ponad dwa lata pracy Gurbiela niewiele wydarzyło się, jeśli chodzi o planowanie przestrzenne miasta, a konkurs na plac Litewski nie został ogłoszony do dziś. Najpierw opóźniały go warsztaty architektoniczne (miały podpowiedzieć ratuszowi, jaką funkcję powinna mieć ta część śródmieścia), później protest właściciela działki przed dawnym pedetem. Teraz przeszkodą są jakieś kolejne niezbędne formalności.
Miejski architekt nie podjął też żadnych kroków, by chronić współczesną architekturę. Wprawdzie od początku w ratuszu mówiło się, że tym tematem będzie zajmował się miejski konserwator zabytków, ale zanim ten został powołany, a Gurbiel już był dyrektorem, skuto modernistyczną elewację szkoły przy ul. Kunickiego. Architektowi projekt ocieplenia budynku wprawdzie się nie podobał, ale tłumaczył, że jest bezsilny i nic nie może zrobić, bo gdy jego wydział wydawał pozwolenie, nie był jeszcze dyrektorem. Warto zaznaczyć, że właścicielem szkoły jest miasto.
Prezydent Wasilewski kolejny raz doszedł do wniosku, że sprawy związane z planowaniem miasta wymagają usprawnień i jesienią ubiegłego roku utworzył wydział planowania, do którego przeszła część pracowników podległych do tej pory Gurbielowi. Na jego czele stanęła Elżbieta Matuszak. Jednym z pierwszych zadań nowej jednostki ma być przygotowanie konkursu architektonicznego dotyczącego Podzamcza. Tereny dzisiejszego dworca autobusowego czekają na to od lat.
A z drobniejszych rzeczy warto wymienić chociażby problem z kawiarnianymi parasolami na deptaku i Starym Mieście. Są miasta, które określają, jaki mają mieć kolor i wielkość, tak by nie zdominowały zabytków. Wydział architektury, który wydaje takie pozwolenia w Lublinie, nie reguluje tych kwestii. Stąd najbardziej reprezentacyjne części Lublina latem zalewane są przez najróżniejsze kolory parasoli: niebieskie, czerwone czy zielone.
Dyrektor od czystości
Tomasz Radzikowski jest dyrektorem wydziału gospodarki komunalnej i to on odpowiada za czystość w mieście. Jest jednym z najaktywniejszych dyrektorów. Obecnie współpracuje z mieszkańcami Bronowic nad urządzeniem czterech skwerów w dzielnicy. Koordynuje też sprawy związane z budową parku na terenie dawnego wysypiska śmieci przy ul. Zawilcowej, na który od lat czeka Kalinowszczyzna. Radzikowski zajmował się też liftingiem placu Litewskiego przez obchodami 440. rocznicy zawarcia unii olsko-litewskiej. Chciał również postawić na lubelskich rondach plenerowe rzeźby autorstwa uczniów liceum plastycznego w Lublinie. Pomysł wywołał liczne głosy krytyki, dyrektor na razie się z niego wycofał.
Z powodu protestu wykonawców nie udało się jeszcze rozstrzygnąć ogłoszonego kilka miesięcy temu przetargu na konserwację i renowację zieleni. To właśnie brak umów z odpowiednimi firmami spowodował m.in. to, że w dniu, gdy Julia Hartwig odbierała honorowe obywatelstwo Lublina, zaułek Hartwigów był pełen śmieci.
Największą wpadką kierowanego przez Radzikowskiego wydziału niewątpliwie był remont pomnika Unii Lubelskiej na placu Litewskim. Przede wszystkim bardzo długo trwało samo przygotowanie przetargu, gdy w końcu wykonawca rozpoczął remont, popełnił błąd, który spowodował przedłużenie renowacji zabytku o kolejne miesiące.
Drogowi spece
Od lat drogami w Lublinie rządzi Eugeniusz Janicki, kiedyś dyrektor wydziału gospodarki komunalnej, dziś szef wydziału dróg i mostów. Od niego zależą rzeczy wielkie (remonty ulic) i drobne (ustawianie znaków drogowych). Zasadą Janickiego jest "spiesz się powoli". Dlatego nadzorowany przez niego remont ważnego mostu na Bystrzycy (na ul. Krochmalnej) w 2008 r. ciągnął się niemal przez cały rok, a kierowcy stali w gigantycznych korkach. W minionym roku przy drugim etapie remontu dyrektor już przysięgał, że to się więcej nie powtórzy i faktycznie remont był mniej uciążliwy.
Choć na Janickiego spadają czasem razy, to nic nie może zagrozić jego stanowisku, nawet to, że został niedawno obarczony odpowiedzialnością za fatalny dla Lublina raport NIK, w którym stwierdzono, że w urzędzie miasta panuje kompletny brak wizji i chaos, jeśli chodzi o system dróg.
Ale Janicki ma opinię kompetentnego urzędnika. "Ma tylko taki sztywny sposób myślenia o systemie drogowym. Trudno go przekonać" - stwierdził niedawno ważny urzędnik ratusza.
Budową dróg zajmuje się również Marzena Jodłowska, która kieruje wydziałem inwestycji. To ona nadzorowała budową nowego odcinka ul. Jana Pawła II, a teraz zajmuje się przedłużeniem ul. Krańcowej do ul. Kunickiego. To właśnie Jodłowska zamykała ciągnącą się 20 lat budowę węzła Poniatowskiego. Wydział inwestycji realizuje też m.in. budowę parku Czuby czy toru rowerowego przy ul. Janowskiej.
Mogliśmy mieć więcej pieniędzy
Wydziałem funduszy europejskich do niedawna zajmowała się Aneta Karasek. Nadal pracuje w ratuszu, ale po serii niepowodzeń już nie zajmuje się dotacjami unijnymi. To właśnie ona pilotowała projekt budowy centrum nauki w parku Ludowym, z którego nic nie wyszło. Na inwestycję mogliśmy dostać 46 mln zł z Unii Europejskiej, ale ratusz wycofał projekt. Na początku tego roku miasto nie dostało 3 mln zł na zatrudnienie logopedów, psychologów i doradców zawodowych w szkołach, bo jak ustaliliśmy w urzędzie marszałkowskim wniosek ratusza był nieprzemyślany, słaby merytorycznie i chaotyczny. Urzędnicy kilka razy starali się też o zwrot części kosztów za budowę przedłużenia ul. Jana Pawła II, ale za każdym razem słyszeli odmowę. Wydział funduszy europejskich ma na razie p.o. dyrektora, którym została Bernadeta Krzysztofik.
Nowego dyrektora ma też wydział gospodarowania mieniem. Został nim Krzysztof Żórawski zaraz po tym, kiedy Andrzej Wojewódzki, który kierował jednostką, objął funkcję sekretarza miasta. Niewątpliwie na plus oceniamy działania Żórawskiego związane z ratowaniem zabytkowego cmentarza przy ul. Kalinowszczyzna. Przede wszystkim szuka pieniędzy na remont ogrodzenia i konserwację macew. Zwrócił się w tej sprawie m.in. do wojewody lubelskiego. W najbliższym czasie na temat nekropolii zamierza rozmawiać również z gminą żydowską.
Zdrówko Cejrowskiego
Miejski wydział zdrowia odgrywa niewielką rolę w organizowaniu opieki medycznej dla lublinian, ale prowadzi miejskie programy profilaktyczne. Pilnuje np. programu szczepień, za które płaci miasto. Kierowany przez dyrektora Jerzego Kusia wydział przeszedł też w zeszłym roku do antyalkoholowej ofensywy. W czerwcu zorganizował na placu Litewskim festyn profilaktyczny promujący wstrzemięźliwość. Jako atrakcja imprezy wystąpił znany dziennikarz i podróżnik Wojciech Cejrowski, opowiadając ze sceny o zwyczajach picia alkoholu w różnych częściach świata. - Można pić, można chlać - mówił Cejrowski, który zainkasował od wydziału zdrowia 13 tys. za swoje pogadanki. - Jest znawcą - mówił Kuś o Cejrowskim.
Potem wydział Kusia wpadł na pomysł, że będzie prowadził szkolenia z zakresu trzeźwości w miejscu pracy czy szkodliwości picia alkoholu, choć specjaliści od leczenia uzależnień tłumaczyli, że jednorazowe szkolenia nic nie dają.
Kij i marchewka
Niełatwo ocenić biuro marketingu miasta kierowane przez Michała Krawczyka. Z jednej strony ożywił on miejską promocję, która za czasów Andrzeja Pruszkowskiego była zupełnie niemrawa i jakby jej nie było. Za swoje działania biuro zdobyło już sporo nagród: Webstar za najlepszą stronę internetową w polskim internecie, wielkim sukcesem było zeszłoroczne zwycięstwo w konkursie Złote Formaty, gdzie oceniane są akcje promocyjne polskich samorządów. To kij, którym Krawczyk mógłby gromić oponentów.
Ale jest i dla nich marchewka, dosłownie i w przenośni. Zachęcony sukcesami dyrektor postanowił zorganizować najoryginalniejszą akcję promocyjną w Polsce i w lecie na rogatkach wielkich miast pojawili się statyści w dziwnych przebraniach, którzy namawiali do wizyty w Lublinie. Była wśród nich wielka marchewka, która ładowała się do samochodów tych, którzy zatrzymywali się zaskoczeni widokiem dziwnej zbieraniny w przebraniach.
Czy akcja marchewkowa odniosła sukces, czy nie - tego nie da się stwierdzić. Może się okazać, że w tym roku przeżyjemy turystyczny boom i sukces pewnie zostanie przypisany skuteczności miejskiej promocji. Równie dobrze może się okazać, że będzie zupełnie odwrotnie.
Od lat drogami w Lublinie rządzi Eugeniusz Janicki, kiedyś dyrektor wydziału gospodarki komunalnej, dziś szef wydziału dróg i mostów. Od niego zależą rzeczy wielkie (remonty ulic) i drobne (ustawianie znaków drogowych). Zasadą Janickiego jest "spiesz się powoli". Dlatego nadzorowany przez niego remont ważnego mostu na Bystrzycy (na ul. Krochmalnej) w 2008 r. ciągnął się niemal przez cały rok, a kierowcy stali w gigantycznych korkach. W minionym roku przy drugim etapie remontu dyrektor już przysięgał, że to się więcej nie powtórzy i faktycznie remont był mniej uciążliwy.
Choć na Janickiego spadają czasem razy, to nic nie może zagrozić jego stanowisku, nawet to, że został niedawno obarczony odpowiedzialnością za fatalny dla Lublina raport NIK, w którym stwierdzono, że w urzędzie miasta panuje kompletny brak wizji i chaos, jeśli chodzi o system dróg.
Ale Janicki ma opinię kompetentnego urzędnika. "Ma tylko taki sztywny sposób myślenia o systemie drogowym. Trudno go przekonać" - stwierdził niedawno ważny urzędnik ratusza.
Budową dróg zajmuje się również Marzena Jodłowska, która kieruje wydziałem inwestycji. To ona nadzorowała budową nowego odcinka ul. Jana Pawła II, a teraz zajmuje się przedłużeniem ul. Krańcowej do ul. Kunickiego. To właśnie Jodłowska zamykała ciągnącą się 20 lat budowę węzła Poniatowskiego. Wydział inwestycji realizuje też m.in. budowę parku Czuby czy toru rowerowego przy ul. Janowskiej.
Mogliśmy mieć więcej pieniędzy
Wydziałem funduszy europejskich do niedawna zajmowała się Aneta Karasek. Nadal pracuje w ratuszu, ale po serii niepowodzeń już nie zajmuje się dotacjami unijnymi. To właśnie ona pilotowała projekt budowy centrum nauki w parku Ludowym, z którego nic nie wyszło. Na inwestycję mogliśmy dostać 46 mln zł z Unii Europejskiej, ale ratusz wycofał projekt. Na początku tego roku miasto nie dostało 3 mln zł na zatrudnienie logopedów, psychologów i doradców zawodowych w szkołach, bo jak ustaliliśmy w urzędzie marszałkowskim wniosek ratusza był nieprzemyślany, słaby merytorycznie i chaotyczny. Urzędnicy kilka razy starali się też o zwrot części kosztów za budowę przedłużenia ul. Jana Pawła II, ale za każdym razem słyszeli odmowę. Wydział funduszy europejskich ma na razie p.o. dyrektora, którym została Bernadeta Krzysztofik.
Nowego dyrektora ma też wydział gospodarowania mieniem. Został nim Krzysztof Żórawski zaraz po tym, kiedy Andrzej Wojewódzki, który kierował jednostką, objął funkcję sekretarza miasta. Niewątpliwie na plus oceniamy działania Żórawskiego związane z ratowaniem zabytkowego cmentarza przy ul. Kalinowszczyzna. Przede wszystkim szuka pieniędzy na remont ogrodzenia i konserwację macew. Zwrócił się w tej sprawie m.in. do wojewody lubelskiego. W najbliższym czasie na temat nekropolii zamierza rozmawiać również z gminą żydowską.
Zdrówko Cejrowskiego
Miejski wydział zdrowia odgrywa niewielką rolę w organizowaniu opieki medycznej dla lublinian, ale prowadzi miejskie programy profilaktyczne. Pilnuje np. programu szczepień, za które płaci miasto. Kierowany przez dyrektora Jerzego Kusia wydział przeszedł też w zeszłym roku do antyalkoholowej ofensywy. W czerwcu zorganizował na placu Litewskim festyn profilaktyczny promujący wstrzemięźliwość. Jako atrakcja imprezy wystąpił znany dziennikarz i podróżnik Wojciech Cejrowski, opowiadając ze sceny o zwyczajach picia alkoholu w różnych częściach świata. - Można pić, można chlać - mówił Cejrowski, który zainkasował od wydziału zdrowia 13 tys. za swoje pogadanki. - Jest znawcą - mówił Kuś o Cejrowskim.
Potem wydział Kusia wpadł na pomysł, że będzie prowadził szkolenia z zakresu trzeźwości w miejscu pracy czy szkodliwości picia alkoholu, choć specjaliści od leczenia uzależnień tłumaczyli, że jednorazowe szkolenia nic nie dają.
Kij i marchewka
Niełatwo ocenić biuro marketingu miasta kierowane przez Michała Krawczyka. Z jednej strony ożywił on miejską promocję, która za czasów Andrzeja Pruszkowskiego była zupełnie niemrawa i jakby jej nie było. Za swoje działania biuro zdobyło już sporo nagród: Webstar za najlepszą stronę internetową w polskim internecie, wielkim sukcesem było zeszłoroczne zwycięstwo w konkursie Złote Formaty, gdzie oceniane są akcje promocyjne polskich samorządów. To kij, którym Krawczyk mógłby gromić oponentów.
Ale jest i dla nich marchewka, dosłownie i w przenośni. Zachęcony sukcesami dyrektor postanowił zorganizować najoryginalniejszą akcję promocyjną w Polsce i w lecie na rogatkach wielkich miast pojawili się statyści w dziwnych przebraniach, którzy namawiali do wizyty w Lublinie. Była wśród nich wielka marchewka, która ładowała się do samochodów tych, którzy zatrzymywali się zaskoczeni widokiem dziwnej zbieraniny w przebraniach.
Czy akcja marchewkowa odniosła sukces, czy nie - tego nie da się stwierdzić. Może się okazać, że w tym roku przeżyjemy turystyczny boom i sukces pewnie zostanie przypisany skuteczności miejskiej promocji. Równie dobrze może się okazać, że będzie zupełnie odwrotnie.
Najnowsze wiadomości
-
Lublin. Prawdziwe żydowskie wesele na Starym Mieście
-
Dlaczego przystanek ZTM na Marinie straszy podróżnych
-
Bandyci w natarciu. Fala neofaszyzmu zalewa miasto
-
Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni palą meble
-
Komentarz redakcji. To już nie tyle dziwi, co przeraża
-
Cyfrowa szkoła. Dostali komputery, bo mieli szczęście
-
Były prezes SPR: Mieliśmy nie płacić dziewczynom?
-
Już w piątek pojedziemy nocnymi autobusami do Świdnika
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Znikała dzielnica żydowska. Powstawało ...
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...
- Co już lata nad naszym lotniskiem? Zobacz ...
- Nowy adres na klubowej mapie miasta. ZOBACZ
- UMCS. Rektor-elekt o karaniu za picie ...
- Jak pić to na salonie miasta. Na deptaku, ...
- Nowy most kolejowy nad Bystrzycą wjeżdża ...


