Na polskich uczelniach nastąpiła nie tylko zapaść finansowa, ale intelektualna. Brak nowych prądów myślowych, brak wymiany poglądów, brak tworzenia niestereotypowej wiedzy.
Uniwersytet to i studentka, i sekretarka, i sprzątaczka
Nasze biedne czasy, w których wśród uczonych i studentów panuje znieczulica, wołają o litość. Tej zabrakło w pomyśle władz UMCS wyrzucenia na bruk 400 pracownic obsługi. W pierwotnym projekcie sprzątaczki, portierki i szatniarki miały zostać zwolnione z naszej uczelni. We wrześniu br. pół tysiąca pracowników naukowych podpisało wyraz solidarności z przeznaczonymi do redukcji. Klub Krytyki Politycznej w Lublinie zebrał ponad tysiąc podpisów studentek i studentów w proteście przeciw grupowym zwolnieniom.
Organizacje naukowe i studenckie pozostały nieczułe. Ale protesty przeciw zwolnieniom przyszły od wybitnych uczonych z Polskiej Akademii Nauk (prof. Maria Janion, Marek Bieńczyk, Agata Bielik-Robson, Marta Zielińska), Princeton (Irena Grudzińska-Gross), New School (Elżbieta Matynia), Uniwersytetu Paryskiego 8 (Anne Berger). List do władz UMCS podpisali także Kazimiera Szczuka, Yga Kostrzewa, Katarzyna Bratkowska, Sylwia Chutnik i Stanisław Obirek.
Petycja od środowisk akademickich i kobiecych została nagrodzona brawami przez zagrożone zwolnieniami w trakcie pikiety rektoratu. Najważniejsze, że te pracownice zorganizowały się w nowy związek zawodowy. Rektor rozpoczął z nimi negocjacje, w których wyniku redukcje będą o wiele mniejsze.
Gra w "państwa, miasta" zamiast krytycznego myślenia na uniwersytecie
Bolesny problem pozostał: marazm intelektualny uniwersytetów. Trzeba jednak przypomnieć, że w niektórych dziedzinach wiedzy UMCS radzi sobie nieźle. Nie wypada nam chwalić własnych wydziałów, a nie znamy się na naukach prawnych, ścisłych i eksperymentalnych. Dlatego wymieńmy tylko sukcesy humanistyki: różnorodność zajęć na lingwistyce stosowanej, amerykanistyce i kulturoznawstwie. Dodajmy badania językoznawstwa kognitywnego (Jerzy Bartmiński, Henryk Kardela, Jerzy Żmudzki), archeologii, metodologii historii, teatrologii i literaturoznawstwa (Halina Sawecka, Maria Woźniakiewicz-Dziadosz, Joanna Durczak, Maciej Abramowicz, Jerzy Kutnik, a także zespół Aliny Aleksandrowicz, Barbary Jadczak, Marka Kwapiszewskiego i innych).
Publikacje na bardzo wysokim poziomie wydaje na UMCS Zakład Kultury i Historii Żydów; jego kierowniczka prof. Monika Adamczyk-Garbowska jest członkinią prestiżowego periodyku naukowego "Polin" i laureatką nagrody naukowej im. Jana Karskiego i Poli Nireńskiej za badania o literaturze jidysz.
I najważniejsze. Nie zapominajmy o zdolnych student(k)ach i doktorant(k)ach na naszym uniwersytecie. Ale generalny zastój mentalny to kłopot uczelni w Polsce. Więcej niż kłopot, bo to - mówiąc patetycznie, lecz prawdziwie - tragedia dla przyszłych pokoleń. Edukacja uniwersytecka polega na przekazywaniu minimum wiedzy zawodowej bez kwestionowania stereotypów. Tymczasem misją uczelni jest kształtowanie krytycznego myślenia.
W szkolnictwie wyższym pogrążamy się w ścisłej hierarchii, bezdusznej statystyce, nastawienie na jednostronny trening zawodowy i produkcję CV. Wyliczamy "państwa, miasta", zamiast tworzyć odkrywczą wiedzę. Powielamy klisze, powielamy uprzedzenia. Jak na łamach "Gazety Wyborczej" diagnozował etyk prof. Jan Hartman: "Jad pogardy dla gejów i lesbijek sączy się już w szkole, a czasami, niestety, także na uniwersytecie".
Aby kontrować rozpowszechnione fobie, uczymy się od prof. Marii Janion humanistyki zaangażowanej, pluralistycznej, feministycznej, otwartej na mniejszości narodowe i seksualne. Pani Profesor podkreśla potrzebę idei dogłębnego i nieustannego kształcenia i samokształcenia, odnowę humanistycznego wychowania. Maria Janion napisała wraz z Kazimierą Szczuką w jej książce "Kopciuszek, Frankenstein i inne" rozdział o kierunku, w jakim zmierzają uniwersytety: wykluczania kobiet.
W naukach humanistycznych widzimy przewagę kobiet na studiach licencjackich i magisterskich, ale już mniej doktorantek. Represyjny próg habilitacji przekracza niewiele kobiet. A nawet jeśli zajmą kierownicze stanowiska w akademii, to często zmuszone są przejąć bezwzględne wzory męskie. Zobaczmy panią dziekan Krystynę Lubicz z serialu "Klan": anielską w domu, zaś diabelską na uczelni. To postać fikcyjna, acz prawdziwa.
Debata i niezgoda na status quo - podstawą uniwersytetu
Debata stanowi najważniejszą część kultury uniwersyteckiej. Była praktykowana jeszcze w dialogach sokratejskich, a doszła do perfekcji w debatach na uniwersytetach średniowiecza i renesansu. Również obecnie rozwijana jest w tak szacownych ośrodkach jak Oksford. Sztuki prowadzenia sporu brak na polskich uniwersytetach.
Inspiracją dla nas może być ruch studencki w Polsce w roku 1968. Szczególnie ważny jest także Paryż tego roku rewolty, gdy studentki, studenci, Sartre i de Beauvoir wyrażali niezgodę na status quo. Powstał wówczas eksperymentalny Uniwersytet Paryski 8, najpierw jako Eksperymentalne Centrum Uniwersyteckie Vincennes, bez hierarchii i egzaminów. Skupili się wokół niego psychoanalityk Jacques Lacan, filozofowie Gilles Deleuze, Michel Foucault i Helene Cixous, która stworzyła tam Centrum Studiów Kobiecych. Istnieje także tradycja wolnych uniwersytetów, uniwersytetów ludowych, Uniwersytet Krytyczny w Warszawie, a w Ljubljanie tłumy przychodzą na debaty Uniwersytetu Robotników i Punków.
Warto jeszcze przypomnieć ważną instytucje akademicką i społeczną New School for Social Research w Nowym Jorku. Założona przez pacyfistów, w tym wybitnego filozofa Johna Deweya, uniwersytet New School zapraszał uchodźców z nazistowskich Niemiec: pisarza Tomasza Manna, psychoanalityczkę Karen Horney, a swym profesorem uczynił filozofkę Hannah Arendt. New School popierała opozycję demokratyczną przeciw komunizmowi w naszej części Europy. New School przyznała doktorat honoris causa Adamowi Michnikowi, kiedy był więziony; dyplom odbierał Czesław Miłosz.
Wiemy, jak przez stulecia trwało wykluczenie kobiet z uniwersytetów. Pogarda czy pobłażanie dla "drugiej płci" często tu pokutuje. Przedstawiona przez "Wysokie Obcasy" i goszcząca z odczytem w Lublinie prof. Christina von Braun potępiła w swoim wykładzie inauguracyjnym na Uniwersytecie Humboldtów długotrwałe wykluczenie kobiet i Żydów z profesury tego berlińskiego uniwersytetu. W Polsce nie pamiętamy antysemickich aktów przemocy grup żaków krakowskich w renesansie czy bojówek ultraprawicowych wobec studentów żydowskich i ukraińskich w międzywojennej Polsce. Nie pamiętamy o numerus clausus i getcie ławkowym na polskich uczelniach międzywojnia. Pozostaje nam do przeprowadzenia rachunek sumienia inteligencji polskiej.
To od nas zależy, czy nasze uniwersytety zamkną się w stereotypach i nienawiści, czy otworzą na mniejszości i uchodźców. Łatwiejszy dostęp do uczelni powinni uzyskać imigranci, niepełnosprawni, a także "studenci dojrzali", czyli starsi, nie kierowani na oddzielny uniwersytet trzeciego wieku, lecz uczestniczący - jak obecnie na Zachodzie - w zwykłych, kursowych zajęciach. Od snów o wiedzy doprowadzającej do władzy istotniejsza byłaby na UMCS wiedza o wykluczonych, a praktycznie: podesty i windy dla niepełnosprawnych, zaproszenie Czeczeńców z miejscowego ośrodka dla uchodźców.
Głuchy telefon: gabinety kontra dyskoteki
Uczeni zamykają się w gabinetach, a studenci w dyskotekach. Te przestrzenie są nieczułe na siebie wzajemnie i dźwiękoszczelne na problemy społeczne. Ale są wyjątki: powstanie Demokratycznego Zrzeszenia Studenckiego w Polsce i protesty studentów w Austrii i Niemczech wskazują na to, że dość już fasadowej działalności organizacji studenckich, które prześcigają się w zwoływaniu żaków na tanie piwo. Wspólnie z Alternatywą Myślenia i Działania "Ta Obca" postulujemy kształcenie akademickie o ludzkiej różnorodności raczej niż jednowymiarowe przygotowanie do zawodu. Opowiadamy się także za wolnym, bezpłatnym dostępem do szkolnictwa wyższego. Zwracamy uwagę na przestrzeganie praw kobiet, imigrantów, niepełnosprawnych i mniejszości jako ważną część kultury akademickiej.
Przeraża nas los uniwersytetu, który z enklawy wolności myśli przemienia się w masową produkcję identycznych absolwentów, którym narzuca się marzenie wyniesienia do statusu równie sklonowanych ekspertów? Czy utraciliśmy istotę uniwersytetu?
Pozostaje nam starać się o pokorne uznanie pokory. To pierwszy i konieczny krok, by odzyskać poczucie wspólnoty akademickiej. Uczelnia stanowi miejsce troski o Innych, gdzie nie wstyd teoretyzować i praktykować etykę. Polska potrzebuje uniwersytetów - odnowionych, otwartych i wolnych.
Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin