Julia Hartwig: Lublin ściągnął mnie ku sobie

Rozmawiał: Grzegorz Józefczuk
2009-10-26 , aktualizacja: 26.10.2009 20:20
A A A Drukuj
Rozmowa z Julią Hartwig. Urodziła się w 1921 roku w Lublinie, tu skończyła Gimnazjum im. Unii Lubelskiej i rozpoczęła studia na KUL. Julia Hartwig - jedna z najbardziej uznanych współczesnych polskich poetek przyjęła w poniedziałek godność Honorowego Obywatela Miasta Lublina.
Grzegorz Józefczuk: Wraz z Panią wczoraj pojawiło się w Lublinie słońce. Jak to się robi, że przywozi się słońce?

Julia Hartwig: - Myślę, że to sprawiła współpraca Lublina ze mną. Ja bardzo chciałam, żeby było pogodnie.

Kiedy rozmawialiśmy przed ponad trzema laty, ta magnetyczna działalność Lublina dopiero się zaczynała. Wtedy Pani mówiła, że powroty do Lublina są raczej dramatyczne, bo już nie ma tamtego, dawnego miasta, że w Lublinie odwiedza Pani raczej tylko groby. Czy coś się przez te kilka lat zmieniło w Pani stosunku do Lublina?

- To jest bardzo dziwne, ale właśnie ta moja "część wspomnieniowa", dotycząca okresu, kiedy byłam w Lublinie, a tu się przecież urodziłam i skończyłam gimnazjum - nabiera jak gdyby większej wyrazistości. Muszę powiedzieć, że duża jest w tym zasługa ośrodka w Bramie Grodzkiej, który starała się mnie przyciągnąć do Lublina. Tak bardzo wprawdzie przyciągać mnie nie trzeba było, po prostu brakowało tylko większego pretekstu, żeby tutaj przyjeżdżać, a jestem osobą bardzo zajętą i pracowitą, i te przyjazdy były wtedy pewnym luksusem. A teraz stały się one jak gdyby częścią mojego zobowiązania wobec Lublina, zobowiązania bardzo serdecznego. Jak dzisiaj zrobiłam krótką przechadzkę po Lublinie, stwierdziłam, że w tej części w której byłam, Lublin prawie się nie zmienił. Tak bardzo mnie jednak ten powrót wzrusza.

Więc to Lublin obudził w Pani zobowiązania wobec siebie?

- Jakoś mnie ściągnął ku sobie. Czuję, że to w dużej mierze jest zasługą moich przyjaciół z Lublina i tych , którzy mogą zostać moimi przyjaciółmi. Dzisiejsza uroczystość przyznania mi obywatelstwa honorowego jest naprawdę dla mnie czymś bardzo ważnym, potwierdzeniem mojego pochodzenia, moich związków i związków mojej rodziny - której właściwie już nie ma - z Lublinem.

To paradoks, że w czasie tak zdominowanym przez sprawy bieżące, na różny sposób przyziemne, oraz przez tematykę ekonomiczno-polityczną, osobą godną najwyższego honorowego uznania okazuje się poeta i jego wiersze.

- Słowo "kultura" publicznie bardzo rzadko pada. To mnie zastanawia i martwi. Ale cieszę się, że jednak ciągle te wartości są doceniane, jak w przypadku tego honorowego obywatelstwa.

W wierszu "Zapatrzona" z najnowszego tomiku "Jasne, niejasne" czytamy: "Jak uniknąć zakłamania codziennej mowy/ w której tyle jest panaboga/ tyle litanii kierowanych przez ludzi i do ludzi/ tyle odziedziczonych po praprzodkach/ modlitewnych zawołań/ w sąsiedztwie bluzgów i złorzeczeń". To bardzo ostry i bardzo jednoznaczny wiersz, rodzaj oskarżenia. I świadectwo bólu.

- Ale chyba to pana nie dziwi. To jest spostrzeżenie poety, który może boleśniej to przeżywa, ponieważ jego obcowanie ze słowami jest bardzo bliskie i codzienne, i w jakiś sposób uświęcone - bo nie można tego inaczej nazwać. Język jest profanowany i na to się nie zwraca uwagi. Przyjmujemy takie zachowanie wśród ludzi związanych z władzą, z urzędami, a przecież to oni pierwsi powinni być strażnikami języka.

A nie poeci, czy nie oni są strażnikami języka?

- Tak naprawdę poeci. Ale to ludzie władzy, urzędnicy mówią do całego społeczeństwa i ono ich słucha.

Czym jest słowo dla poety?

- Ja używam słowa jako instrumentu. On nie jest dla mnie ani przedmiotem zabawy, ani nawet przedmiotem szczególnej koncentracji, chociaż niektóre rzeczy mnie po prostu zachwycają, zwłaszcza że są tak obrazowe i tak piękne same w sobie, że trzeba się zastanowić nad tym, jakie to jest niezwykłe, że powstały. Język jest najwyższym narzędziem wyrażenia poezji. Ale sam język nie wystarczy.

Proszę wybaczyć banalność i jednoczesną oczywistość tego pytania: co to znaczy być poetą?

- Pan wie sam na pewno z góry, że na to pytanie jest bardzo trudno odpowiedzieć. To jest poczucie, że chciałoby się wypowiedzieć pewne treści, które innym przychodzą do głowy, ale których nie umieją wypowiedzieć, wypisać. Jestem bardzo rada, jak ktoś do mnie mówi, że "pani w tym wierszu napisała dokładnie to, co ja myślę, tylko że ja bym tego nie potrafiła powiedzieć". To mnie bardzo cieszy, bo według mnie - to poeta przypomina ludziom o tych wartościach, które mają w sobie, a które są na co dzień zapomniane. Niewątpliwie, to jest jakieś zobowiązanie. Zobowiązanie do podjęcia problemu piękna, prawdy, pewnych wartości które są nam niezbędne. Muszę też powiedzieć, że to stwarza pewien program życia. Człowiek, który pisze - i właściwie prawie nieustannie coś pisze - z jednej strony jest wyobcowanym, bo poszukuje samotności do pracy, a z drugiej pragnie ten kontakt podtrzymać, bo ludzie są mu bliscy. A pisze się wtedy, kiedy jest takie nagromadzenie w nas spraw, że chociaż jedna sprawa przynajmniej tak dojrzewa do napisania, że trzeba ją napisać. Czesław Miłosz bardzo ładnie powiedział, że jeżeli już pisać, to z konieczności.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Polub nas na Facebooku