Protest sprzątaczek i portierów na początek roku akademickiego w UMCS

Paweł P. Reszka, Kinga Smoleń
2009-10-23 , aktualizacja: 23.10.2009 18:39
A A A Drukuj
Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJ
To była najgłośniejsza inauguracja roku akademickiego na UMCS od lat. Z powodu protestu przeciwko zwolnieniom grupowymi. Zmierzającego do auli rektora i jego ekipę sprzątaczki i portierzy obrzucili jajkami. Potem siłowali się z ochroną próbując sforsować drzwi prowadzące na wydział gdzie odbywały się uroczystości

Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJ
Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJ
Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJ
Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJ
Tak dramatycznego obrotu zdarzeń nic nie zapowiadało, choć planowany protest został zapowiedziany kilka dni wcześniej. Władze UMCS chcą zwolnić z pracy blisko 400 osób z obsługi uniwersytetu, z grupy która liczy w sumie 691 osób. Na ich miejsce uczelnia zatrudni firmy zewnętrzne. W ten sposób uniwersytet chce ratować swoje finanse. Na tak duże zwolnienia nie zgadzają się jednak związki zawodowe działające w UMCS (ZNP, "Solidarność" i "Solidarność 80.". Dopuszczają redukcję ok. 100 etatów. Związkowcy o pomoc w organizacji protestu poprosili Kancelarię Sprawiedliwości Społecznej. To fundacja, która wcześniej angażowała się m.in. w blokowanie eksmisji lokatorskich (jednym z jej działaczy jest Piotr Ikonowicz). - Z przekonań jesteśmy socjalistami, mamy wśród sympatyków członków PPS i partii Nowa Lewica - mówi Jarosław Niemiec, górnik z kopalni Bogdanka i jeden z liderów Kancelarii. To właśnie on stał się centralną postacią wczorajszych protestów pod UMCS. - Mam doświadczenie. Wcześniej współorganizowałem protesty u siebie w zakładzie czy przeciwko łamaniu praw pracowniczych we Wrocławiu przez Impel - mówi i podkreśla: - Pomagamy pracownikom UMCS bezinteresownie. Społeczeństwo obywatelskie nie istnieje, nie ma poczucia solidarności z osobami potrzebującymi, bezradnymi. Zwalnianym z UMCS chcemy też pomóc w zakładaniu spółek pracowniczych tak, by potem mogli starać się o zlecenia z uczelni.

Na wczorajszy protest przyszło około setki osób. Niemiec zachęcał je do protestu krzycząc przez megafon: - Jeśli dojdzie do zwolnień, nikt w Lublinie takiej grupy nie zatrudni. Popadnie w ubóstwo. Brońmy się! Ci ludzie to nie jest zużyty mop, który można wyrzucić, mają swoje uczucia.

Tuż przed planowaną inauguracją protestujący zebrali się pod drzwiami Wydziału Prawa i Administracji. Tam miały się odbyć główne uroczystości uczelniane. Na widok rektora i kanclerza UMCS dr Mirosława Urbanka z tłumu poleciały jajka. Wkrótce drzwi zostały zamknięte od wewnątrz, a dostępu broniła grupa ochroniarzy. Nie potrafili ukryć zaskoczenia, gdy grupa pań z impetem ruszyła do przodu usiłując sforsować wejście. Na ochronę posypały się razy parasolkami i jajka. Po pewnym czasie protestujący ruszyli pod pobliski pomnik Marii Curie-Skłodowskiej. Tam Jarosław Niemiec zachęcał do wytrwałości: - Będziemy krzyczeć "no pasaran!" Dostał brawa.

Po chwili podbiegła do niego jedna z pań sprzątających: - Wracajmy pod wydział, bo nam spierdzielą!

Grupa ruszyła z powrotem pod gmach uczelni. Waląc w drzwi pracownicy skandowali na całe gardło: "Stracimy robotę, bo rektor kupił Toyotę! Stracimy robotę bo rektor....!" (Chodzi o samochód dla rektora niedawno zakupiony przez Fundację UMCS).

W tym samym czasie w środku, w auli wydziału gdzie krzyki i gwizdy z zewnątrz były doskonale słyszane, trwała 66 inauguracja roku akademickiego UMCS. Doktorat honorowy uczelni odebrał prof. Gerhard Ertl, niemiecki badacz, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii za 2007 r. Wcześniej przemówienie inauguracyjne wygłosił rektor Dąbrowski. Poświęcone było historii uczelni. O jej trudnej sytuacji i dramatycznej decyzji dotyczącej zwolnień grupowych rektor nie wspomniał nawet słowem.

Katarzyna Mieczkowska-Czerniak, rzeczniczka UMCS dla "Gazety": - Poinformowaliśmy policję o protestach. Jest w gotowości.

Po nieco ponad godzinie protest zaczął wygasać. Jarosław Niemiec zapowiedział: - 4 listopada spotykamy się na demonstracji na Placu Litewskim. Kancelaria zalegalizuje protest. Potem przejdziemy pod Urząd Wojewódzki, będziemy domagać się spotkania z ministrem nauki i szkolnictwa wyższego.

Jedna ze sprzątaczek opowiadała "Gazecie": - Nie mamy nic do stracenia. Na wydziale artystycznym pracuję od 17. lat. To ciężka robota. Sprzątam plamy z farby, oleju, gips, cement. Muszę uważać choćby na "martwą naturę" czy rzeźby studentów. Na rękę mam 950 zł. A mąż nie pracuje, bez prawa do zasiłku. Boje się, że nie znajdę pracy, mam wykształcenie podstawowe. Nie ufamy firmom zewnętrznym, zwolnią nas po miesiącu.

- A profesorowie to nawet szklanki po sobie nie umyją! Robili kariery naukowe, a my im sprzątałyśmy, czujemy się związani z uniwersytetem, tak jak oni. A teraz po prostu się nas wyrzuca - dodawała inna z pań z wydziału artystycznego.

Kanclerz UMCS dr Mirosław Urbanek jeszcze w czasie protestu, w zamkniętym wydziale prawa i administracji zapowiadał dziennikarzom: - Nie wycofamy się z zaplanowanych zwolnień. A jeżeli okaże się, że drzwi są uszkodzone, wyciągniemy wobec protestujących konsekwencje.



Czy na innych uczelniach sprzątają firmy zewnętrzne?

Uniwersytet Jagielloński nie wykorzystuje firm zewnętrznych do sprzątania swoich pomieszczeń, od tego ma swoich pracowników.

- Przed kilkoma laty wydział prawa i administracji przeprowadził eksperyment z firmą zewnętrzną - mówi dr Tadeusz Skarbek, kanclerz UJ. - Jednak okazało się, że taniej jest mieć swoich pracowników. Natomiast wysłaliśmy administratorów naszych budynków "do szkoły". Skończyli kursy z zarządzania. Ten pomysł się sprawdził. Co roku analizujemy oferty firm outsourcingowych, ale z naszych kalkulacji wynika, że po prostu nam się to nie opłaca.

Jednak procent osób z obsługi w stosunku do nauczycieli akademickich na UJ wynosi 21, zaś na UMCS - 38. - Z moich kalkulacji wynika, że optymalny to od 16 do 22 - dodaje dr Skarbek.

Wyłącznie z usług firm zewnętrznych korzysta natomiast Uniwersytet Wrocławski.

- Każdy wydział ma własną ekipę do sprzątania. Takie rozwiązanie funkcjonuje już od kilku lat.

O wiele bardziej opłaca się zatrudnić firmę z zewnątrz, niż etatowych pracowników, którym trzeba opłacać ZUS i składki zdrowotne - mówi dr Jacek Przygodzki, rzecznik prasowy Uniwersytetu Wrocławskiego.



Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 18 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Polub nas na Facebooku