Akcja "Gazety" - prawda o studiowaniu w Lublinie

not pr, js
2009-10-16 , aktualizacja: 16.10.2009 21:52
A A A Drukuj
Studenci wybierają Lublin, bo niedaleko mieszkają, tu jest kierunek, który ich interesuje i ogólnie jest tanio. Choć wiedzą, że w tym mieście nie znajdą pracy, nie martwi ich to. Takie wnioski płyną z badań dotyczących lubelskich studentów, które zleciła "Gazeta"

Plac przed rektoratem UMCS
Fot. Rafał Michałowski / Agencja
Plac przed rektoratem UMCS




Badania na reprezentatywnej grupie respondentów zleciliśmy CEM Instytutowi Badań Rynku i Opinii Publicznej z Krakowa. Ich wyniki opublikowaliśmy wczoraj. Dziś pytamy o opinię na temat studiów w Lublinie studentów i rektorów.



Marlena, studentka I roku turystyki i rekreacji, Uniwersytet Przyrodniczy, II roku iberystyki UMCS

Wybrałam studia w Lublinie, ponieważ mieszkam 50 km stąd. Lublin oferuje ciekawe możliwości stypendialne, na przykład stypendium z Urzędu Marszałkowskiego w wysokości 2,5 tys. złotych (przyznawane jednorazowo) dla osób tu studiujących. Lublin jest atrakcyjnym miastem studenckim, jest tu wiele wydarzeń kulturalnych. Wielu moich znajomych przyjechało na studia do tego miasta z bardzo daleka - są osoby z Krakowa czy choćby Częstochowy. Jedyne co mi przeszkadza to wysokie ceny biletów, np. na wydarzenia w Filharmonii Lubelskiej, co przekracza możliwości finansowe studenta. O pracę się nie martwię, studiuję to, co mnie rzeczywiście interesuje, ponadto iberystyka nie jest tak popularna jak anglistyka - co stwarza mi duże perspektywy.





Dorota Kloc, studentka V roku nauk o rodzinie, KUL i I roku informacji naukowej i bibliotekoznawstwa, UMCS

Studiuję w Lublinie, ponieważ tutaj miałam najbliżej. Nie martwię się o to, co będzie po studiach, o pracę, ponieważ jeśli nie znajdę jej tutaj, to znajdę gdzie indziej. To co bym zmieniła to czas, w jakim odbywają się imprezy kulturalne, ponieważ większość z nich jest w weekendy, co utrudnia dojazdy i powrót do domu. Poprawić byłoby trzeba również organizację na roku - na KUL-u wygląda to dużo lepiej niż na UMCS. Jeżeli pojawia się potrzeba załatwienia czegoś na UMCS - trzeba stać w kilometrowych kolejkach do dziekanatu.





Arkadiusz, student II roku ekonomii UMCS

Wybrałem Lublin, bo jest blisko, zresztą jest tu wystarczająco dużo uczelni, by każdy mógł wybrać coś dla siebie. Nie studiuje się tak zupełnie łatwo, zatem myślę, że i poziom nauczania nie jest niski. O pracę się nie martwię, bo jeszcze o tym nie myślę, a wybrałem ekonomię, gdyż chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o gospodarce Japonii. A co bym zmienił w Lublinie, by stał się bardziej atrakcyjnym miastem? Problem w tym, że nic, dla mnie wszystko jest OK.





Agata, studentka III roku kulturoznawstwa UMCS

Pochodzę z Lublina, miałam blisko, w związku z tym nie musiałam szukać stancji. Sprawy związane z zakwaterowaniem i aklimatyzacją w mieście zupełnie mnie nie dotyczyły. Nie czuję się jednak poszkodowana dlatego, że nie wyjechałam, jak spora cześć moich znajomych. Znalazłam tu ciekawy kierunek i jestem zadowolona. A co do pracy - jeszcze nigdy nie było tak, żeby jakoś się nie ułożyło, więc jestem dobrej myśli.





Agnieszka, studentka V roku polonistyki UMCS

Studia w Lublinie wybrałam, mówiąc szczerze ze względów osobistych. Pochodzę z województwa podlaskiego, w grę wchodziło mazowieckie, podlaskie i lubelskie. Zdecydowałam się na UMCS, ponieważ ma lepszy poziom niż uczelnie w Białymstoku, a koszty utrzymania są niższe niż w Warszawie. To co zasługuje na zmianę, to jedynie mentalność studentów - życzyłabym sobie, by mieli więcej chęci do działania i inicjatywy. Wybierając studia nie zastanawiałam się nad pracą, jednak uważam, że wytrwałe poszukiwania dadzą rezultaty.





Prof. Józef Franciszek Fert, prorektor ds. dydaktyki i wychowania KUL



Studenci bardzo trafnie wskazali zarówno przewagę Lublina w poszczególnych dziedzinach, jak też bariery. Duża dostępność atrakcyjnych kierunków studiów, wysoki poziom kształcenia oraz niskie koszty studiowania to niewątpliwie największe atuty Lublina. Brak perspektyw interesującej pracy, wskazany w badaniu, poważnie obciąża miasto i województwo. Przez ostatnie lata miasto traci miejsca pracy, a perspektywy znikają. Człowiek z dyplomem magisterskim nie powinien pracować wyłącznie w usługach gastronomicznych i nie mieć szansy na zmianę. Jesteśmy jednym z silniejszych ośrodków akademickich w kraju, ale przegrywamy tym, że promocja Poznania, Wrocławia czy Torunia po raz kolejny okazuje się skuteczniejsza. Tam uczelnie są oczkiem w głowie władz miasta i regionu. Prognozy dotyczące spadku liczby studentów w Lublinie w roku 2020 powinny nas zaalarmować. Taka sytuacja skutkuje zmianami nie tylko na uczelniach, ale przede wszystkim spadkiem dochodów licznych podmiotów w miastach, które zaczną się wyludniać. Jedyną możliwością jest zabieganie o inwestorów i tworzenie miejsc pracy dających szanse realnego rozwoju, atrakcyjnych dla ludzi wykształconych. Uczelnie uruchamiają kierunki zgodne z zapotrzebowaniem rynku, co z tego, skoro na Lubelszczyźnie ten właśnie rynek jest nieatrakcyjny lub wręcz nie ma wcale.



Prof. Stanisław Michałowski, prorektor ds. studenckich UMCS



Z badań wynika, że studenci są ze studiów w Lublinie zadowoleni. To dla mnie bardzo pozytywny wniosek. Główny minus, czyli brak pracy, jest dość oczywisty. Od dawna zwracam na to uwagę. Uważam, że jedną z recept na to, jak zaktywizować Lublin, jest poprawa infrastruktury w regionie. Gdy poprawi się stan dróg, dostęp do nas będzie łatwiejszy, pojawią się inwestorzy, praca. Czy fakt, że ponad 40 proc. respondentów nie jest w stanie powiedzieć, co należy zmienić w Lublinie, by było to lepsze miejsce do studiowania, oznacza, że nasi studenci są bierni? Uważam, że nie. Jeżeli połączymy to z ogólnie dominującym uczuciem zadowolenia ze studiów w Lublinie, wniosek jest raczej taki, że większość nie chce nic zmieniać, bo ich zdaniem wszystko jest dobrze. Jestem w stanie zrozumieć tę postawę. Natomiast zmian najczęściej chcą studenci "superdobrzy" albo ci z drugiego bieguna - słabi.



Prof. Andrzej Książek, rektor Uniwersytetu Medycznego



Od 10 lat intensywnie promujemy się za granicą. Ostatnio na przykład na Tajwanie, w Norwegii czy w USA. Za granicą nikogo to nie dziwi. Bo podobnie robią inne szkoły wyższe. Przyjeżdżają do nas uczelnie choćby z Belgii, Holandii czy Anglii i zachęcają naszych kandydatów do studiowania u nich. Uniwersytet Medyczny ma już za granicą rozpoznawalną markę. Przykład? Jako jedyna polska uczelnia medyczna mamy akredytację na stan Kalifornia. To znaczy, że nasz dyplom jest tam uznawany.



Prof. Marek Opielak, rektor Politechniki Lubelskiej



Odpowiadając na pytanie, co takiego mógłby zrobić Lublin, by stał się lepszym miejscem do studiowania, wymieniłbym brak miejsc parkingowych. Wystarczy zobaczyć, co się dzieje pod UMCS czy Politechniką. Ponadto jest mało miejsc w akademikach, choć w pewnym stopniu rekompensują to niższe ceny mieszkań.

Znowu z drugiej strony staramy się o jak najściślejszą współpracę z przemysłem. Nasi studenci piszą prace dyplomowe niejako na zamówienie, dotyczące konkretnych zagadnień, a dziekani zawierają umowy z firmami na praktyki dla słuchaczy.





Prof. Marian Wesołowski, rektor Uniwersytetu Przyrodniczego



Czy studenci i absolwenci mają szansę znaleźć pracę w Lublinie? Nieraz zarzuca się szkołom wyższym, że za dużo kształcą i w konsekwencji produkują bezrobotnych absolwentów. To chybiony zarzut, uczelnie robią to, co do nich należy - odpowiadają na zapotrzebowanie społeczne. Natomiast problem bezrobocia powinni rozwiązać politycy.

Nasi absolwenci bardzo często po studiach wracają w swoje rodzinne strony, nie szukają pracy w Lublinie. Wybierają naszą uczelnię w sposób świadomy. Na agronomię, czyli tradycyjne rolnictwo, idzie mniej osób niż kiedyś. Ale ci, którzy się na te studia decydują, to często rolnicy z ogromnymi gospodarstwami.





Prof. Zdzisław Jerzy Czarnecki, rektor Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie



Dwie najważniejsze z mojego punktu widzenia rzeczy, które wyczytałem w raporcie, to po pierwsze to, że studenci uczelni niepublicznych oceniają je lepiej niż młodzież studiująca w szkołach publicznych oraz - po drugie - dramat polegający na tym, że Lublin nie stwarza absolwentom perspektyw.

Odnosząc się do pierwszej kwestii. Z uczelniami niepublicznym jestem związany od początku ich istnienia. I muszę przyznać, że wielokrotnie, gdy szedłem na zajęcia z uniwersytetu do szkoły niepublicznej, łapałem się na tym, że myślę o tym z przyjemnością. Bo właśnie tam spotykałem studentów bardziej chłonnych na wiedzę, chętnych do nauki, obserwowałem mniejszy stopień tzw. tumiwisizmu. Twierdzenie, że do uczelni niepublicznych idzie słabsza młodzież, jest dziś coraz mniej uzasadnione. Ten typ szkół szybciej niż uniwersytety reagują na potrzeby rynku pracy, są elastyczne i dlatego młodzi ludzie decydują się tam na studia. Jeżeli chodzi o drugą kwestię - co zrobić, by na Lubelszczyźnie pojawiły się perspektywy? To pytanie do polityków, kiedy nasz region przestanie być Polską "B". Szansę Lubelszczyzny widzę we współpracy ze Wschodem, ale do tego potrzebna jest normalizacja stosunków między naszymi krajami.



Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 24 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Polub nas na Facebooku