W Lublinie nikt nie chce pracy za 2950 złotych. Gdzie?

Karol Adamaszek
16.02.2012 , aktualizacja: 17.02.2012 14:32
A A A Drukuj
Siedziba sądu elektronicznego w Lublinie. Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin z prezesem Sądu  Rejonowego Lublin-Zachód Wojciechem Wolskim Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJA GAZETA Siedziba sądu elektronicznego w Lublinie. Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin z prezesem Sądu Rejonowego Lublin-Zachód Wojciechem Wolskim
Trudno o młodego prawnika, który zgodziłby się pracować za ponad dwa tysiące złotych. Tak jest w przypadku asystentów sędziego. Popularna jest za to praca urzędnika sądowego z wynagrodzeniem o tysiąc złotych mniejszym
Asystentem sędziego może zostać tylko gruntownie wykształcony prawnik. Same wyższe studia, jak było jeszcze kilka lat temu, nie wystarczą. Praca asystenta wymaga ukończenia tzw. aplikacji ogólnej w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie, zdania egzaminu sędziowskiego lub prokuratorskiego albo ukończenia aplikacji notarialnej, adwokackiej lub radcowskiej.

Asystent przygotowuje dla sędziego projekty wyroków i uzasadnień. Pilnuje terminów. Dba, żeby sędzia nie miał zaległości. Słowem - odciąża go i pozwala skupić się na samym orzekaniu.

Co dostaje w zamian? W miarę stabilną pracę (Ministerstwo Sprawiedliwości zwolnień nie planuje) i miesięczną pensję w granicach trzech tysięcy brutto. Daje to dwa tysiące z niewielkim okładem na rękę. Tak jest w sądzie rejonowym. Asystent sędziego okręgowego dostaje o kilkaset złotych więcej. Okazuje się jednak, że chętnych brakuje. Przez to już zatrudnieni asystenci narzekają na przeciążenie obowiązkami. Przekłada się to na wolniejszą pracę sądów.

- Nie przypominam sobie, żebyśmy mieli komplet asystentów - przyznaje Wojciech Wolski, prezes Sądu Rejonowego Lublin-Zachód. 79 sędziów powinno tam obsługiwać 39 asystentów. Sąd Lublin-Zachód ma jednak sześć wakatów. Szanse, że je zapełni, są minimalne.

Przykładem jest ostatni konkurs. Chętnych z Lubelszczyzny nie było w ogóle. Dosłownie w ostatniej chwili na pięć wolnych miejsc zgłosił się... mężczyzna z Sanoka na Podkarpaciu. Nie wiadomo jednak, czy dostanie pracę.

- Musi jeszcze zdać egzamin pisemny - zapowiada prezes Wolski. Kłopot z asystentami ma też sąd w Świdniku (obejmuje również jedną trzecią Lublina). Wciąż poszukuje chętnych na pięć wolnych miejsc. Do poprzedniego konkursu zgłosiły się wprawdzie trzy osoby, ale dwie z nich... nie podeszły nawet do egzaminu.

Skąd wzięły się problemy z asystentami? Raczej nie z braku młodych pracowników z odpowiednim wykształceniem. Co roku w Lublinie prawnicze aplikacje kończą setki osób. Egzamin po najpopularniejszej - radcowskiej - w ubiegłym roku zdało 112 osób.

Co więc zawodzi? - Przyczyną są bardzo wysokie wymagania dla kandydatów. Czy ktoś, kto ukończył trzyletnią aplikację radcowską lub adwokacką, będzie jeszcze zainteresowany pracą asystenta? Czy raczej wybierze wolny zawód? - nie ma wątpliwości prezes Wojciech Wolski.

W Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace nad zmianą rozporządzenia. Dzięki temu powstanie nowe stanowisko urzędnika w sądzie. - Przejąłby część kompetencji asystenta, a przy jego zatrudnianiu nie obowiązywałby wymóg ukończenia aplikacji - mówi "Gazecie" Grzegorz Wałejko, wiceminister sprawiedliwości.

Przegonili Muchę z Narodowego - gorące newsy przed Euro w Polsce >>


Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 19 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy

Polub nas na Facebooku