Fruwa na uwięzi GPS. Zdjęcia z pokładu oktokoptera
14.02.2012
, aktualizacja: 14.02.2012 21:44
Aparat podczepiony do urządzenia z ośmioma silnikami wzbija się w powietrze, robi zdjęcia i ląduje. Abstrakcja? Marzenie? Nierealne? Nic z tych rzeczy. Od kilku miesięcy w ten sposób pracuje Rafał Michałowski, fotoreporter "Gazety"
Nieco ponad tydzień temu na stronie internetowej lublin.gazeta.pl zamieściliśmy zdjęcia Rafała przedstawiające Podzamcze z lotu ptaka. Odniosły ogromny sukces. Lublinianie mogli obejrzeć dzielnicę w taki sposób, jak nigdy do tej pory. Co prawda Podzamcze nieraz było pokazywane na fotografiach z lotu ptaka, ale nie z takiej wysokości i nie z tak wielką liczbą szczegółów. Kamienice przy placu Zamkowym, dworzec PKS, Zamek czy hale targowe widać było jak na dłoni.
Pomogli modelarze
Dziś zdradzimy jak do tego doszło. Do wykonania fotografii nie była potrzebna zwyżka, ani samolot, który z pewnością nie mógłby lecieć tak nisko nad miastem. Wystarczyło właśnie tajemnicze urządzenie. - To tzw. wielowirnikowiec lub oktokopter. Urządzenie składa się z ośmiu ramion, do każdego z nich podłączony jest wirnik. Oprócz tego w urządzeniu jest akumulator i mocowanie, do którego przyczepia się aparat. Wszystkie parametry wielowirnikowca można śledzić na specjalnym monitorze. Na nim widać pozycję GPS, ustawienie kamery czy aparatu, stan naładowania akumulatorów. Mam też podgląd z kamery na to, jak ustawiony jest obiektyw - zdradza fotoreporter.
Rafał Michałowski od ośmiu lat robi zdjęcia dla "Gazety Wyborczej Lublin". Od sierpnia ubiegłego roku ma także swoją firmę. Robi zdjęcia na zlecenie różnych instytucji oraz osób prywatnych. Firmę założył dzięki unijnej dotacji. 40 tysięcy złotych, które dostał, w całości przeznaczył na sprzęt fotograficzny. Oktokopter skonstruował we współpracy z modelarzami. - Koszt zakupu takiego urządzenia od producenta to ok. 50-60 tysięcy złotych. Ja nie mogłem sobie na to pozwolić. Kupiłem gotową elektronikę, która znajduje się wewnątrz, urządzenie GPS, silniki itp. Pomoc była mi potrzebna przy złożeniu tego wszystkiego w całość. Dzięki temu koszt urządzenia był znacznie mniejszy i wyniósł "tylko" kilkanaście tysięcy złotych - wspomina Michałowski.
Nieograniczone możliwości
Mimo że na światowych rynkach takie urządzenia są dostępne od kilku lat, w Polsce to wciąż nowość. Zazwyczaj składają je sami modelarze-zapaleńcy. To dużo tańsze niż zakup gotowego wielowirnikowca. Zastosowań urządzenia jest niezwykle dużo - daje więcej możliwości niż robienie zdjęć z samolotu. - Urządzeniem można tak sterować, że wzniesie się na kilka, kilkadziesiąt, ale równie dobrze na kilkaset metrów. Może się zatrzymać na danej wysokości lub w konkretnym punkcie, obrócić się o 180 stopni. Takiej swobody nie dają ani żadne zwyżki czy dźwigi, ani samoloty, bo tych nie da się zatrzymać w powietrzu - wyjaśnia Rafał Michałowski.
Fotografowie ciągle starają się odkrywać nowe możliwości. Ponieważ do oktokoptera można podłączyć zarówno cyfrowy aparat kompaktowy czy lustrzankę, jak kamerę cyfrową lub termowizyjną, wydają się one praktycznie nieograniczone. Można robić zdjęcia budynków, działek inwestycyjnych czy dróg. Wielowirnikowiec może też służyć do monitorowania stanu klęsk żywiołowych albo nagrywania różnych wydarzeń, np. wystaw, czy koncertów w dużych wnętrzach jak choćby hale targowe. Rafał jest jednym z pierwszych na Lubelszczyźnie właścicieli takiego cacka.
- Sam w zasadzie też odkrywam, co mogę za jego pomocą zrobić. Sporo czasu trzeba poświęcić jego obsłudze, bo wbrew pozorom trzeba to robić w trzech wymiarach, co nie jest łatwym zadaniem. I każdy dzień przynosi kolejne niespodzianki. Za każdym razem odkrywam nowe rzeczy. Można powiedzieć, że oprócz pasji i biznesu, to spełnienie marzeń z dzieciństwa, kiedy prawie każdy chłopak chce mieć zdalnie sterowany samochód na baterie. Czasem wydaje mi się, że teraz też jestem jak taki duży chłopak. Tylko zamiast samochodu mam właśnie oktokopter - śmieje się fotoreporter "Gazety".
Pomogli modelarze
Dziś zdradzimy jak do tego doszło. Do wykonania fotografii nie była potrzebna zwyżka, ani samolot, który z pewnością nie mógłby lecieć tak nisko nad miastem. Wystarczyło właśnie tajemnicze urządzenie. - To tzw. wielowirnikowiec lub oktokopter. Urządzenie składa się z ośmiu ramion, do każdego z nich podłączony jest wirnik. Oprócz tego w urządzeniu jest akumulator i mocowanie, do którego przyczepia się aparat. Wszystkie parametry wielowirnikowca można śledzić na specjalnym monitorze. Na nim widać pozycję GPS, ustawienie kamery czy aparatu, stan naładowania akumulatorów. Mam też podgląd z kamery na to, jak ustawiony jest obiektyw - zdradza fotoreporter.
Rafał Michałowski od ośmiu lat robi zdjęcia dla "Gazety Wyborczej Lublin". Od sierpnia ubiegłego roku ma także swoją firmę. Robi zdjęcia na zlecenie różnych instytucji oraz osób prywatnych. Firmę założył dzięki unijnej dotacji. 40 tysięcy złotych, które dostał, w całości przeznaczył na sprzęt fotograficzny. Oktokopter skonstruował we współpracy z modelarzami. - Koszt zakupu takiego urządzenia od producenta to ok. 50-60 tysięcy złotych. Ja nie mogłem sobie na to pozwolić. Kupiłem gotową elektronikę, która znajduje się wewnątrz, urządzenie GPS, silniki itp. Pomoc była mi potrzebna przy złożeniu tego wszystkiego w całość. Dzięki temu koszt urządzenia był znacznie mniejszy i wyniósł "tylko" kilkanaście tysięcy złotych - wspomina Michałowski.
Nieograniczone możliwości
Mimo że na światowych rynkach takie urządzenia są dostępne od kilku lat, w Polsce to wciąż nowość. Zazwyczaj składają je sami modelarze-zapaleńcy. To dużo tańsze niż zakup gotowego wielowirnikowca. Zastosowań urządzenia jest niezwykle dużo - daje więcej możliwości niż robienie zdjęć z samolotu. - Urządzeniem można tak sterować, że wzniesie się na kilka, kilkadziesiąt, ale równie dobrze na kilkaset metrów. Może się zatrzymać na danej wysokości lub w konkretnym punkcie, obrócić się o 180 stopni. Takiej swobody nie dają ani żadne zwyżki czy dźwigi, ani samoloty, bo tych nie da się zatrzymać w powietrzu - wyjaśnia Rafał Michałowski.
Fotografowie ciągle starają się odkrywać nowe możliwości. Ponieważ do oktokoptera można podłączyć zarówno cyfrowy aparat kompaktowy czy lustrzankę, jak kamerę cyfrową lub termowizyjną, wydają się one praktycznie nieograniczone. Można robić zdjęcia budynków, działek inwestycyjnych czy dróg. Wielowirnikowiec może też służyć do monitorowania stanu klęsk żywiołowych albo nagrywania różnych wydarzeń, np. wystaw, czy koncertów w dużych wnętrzach jak choćby hale targowe. Rafał jest jednym z pierwszych na Lubelszczyźnie właścicieli takiego cacka.
- Sam w zasadzie też odkrywam, co mogę za jego pomocą zrobić. Sporo czasu trzeba poświęcić jego obsłudze, bo wbrew pozorom trzeba to robić w trzech wymiarach, co nie jest łatwym zadaniem. I każdy dzień przynosi kolejne niespodzianki. Za każdym razem odkrywam nowe rzeczy. Można powiedzieć, że oprócz pasji i biznesu, to spełnienie marzeń z dzieciństwa, kiedy prawie każdy chłopak chce mieć zdalnie sterowany samochód na baterie. Czasem wydaje mi się, że teraz też jestem jak taki duży chłopak. Tylko zamiast samochodu mam właśnie oktokopter - śmieje się fotoreporter "Gazety".
Najnowsze wiadomości
-
Lublin. Prawdziwe żydowskie wesele na Starym Mieście
-
Dlaczego przystanek ZTM na Marinie straszy podróżnych
-
Bandyci w natarciu. Fala neofaszyzmu zalewa miasto
-
Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni palą meble
-
Komentarz redakcji. To już nie tyle dziwi, co przeraża
-
Cyfrowa szkoła. Dostali komputery, bo mieli szczęście
-
Były prezes SPR: Mieliśmy nie płacić dziewczynom?
-
Już w piątek pojedziemy nocnymi autobusami do Świdnika
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Znikała dzielnica żydowska. Powstawało ...
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...
- Co już lata nad naszym lotniskiem? Zobacz ...
- Nowy adres na klubowej mapie miasta. ZOBACZ
- UMCS. Rektor-elekt o karaniu za picie ...
- Jak pić to na salonie miasta. Na deptaku, ...
- Nowy most kolejowy nad Bystrzycą wjeżdża ...






