Bezdomny znów pije, sika i wyzywa, ratusz bezradny

Piotr Kozłowski
12.02.2012 , aktualizacja: 12.02.2012 16:56
A A A Drukuj
Blok, w którym na korytarzu mieszka bezdomny Fot. Rafał Michałowski / AG Blok, w którym na korytarzu mieszka bezdomny
Zaledwie dwa i pół miesiąca spokoju mieli mieszkańcy bloku przy ul. Nałkowskich 125. Bezdomny, który wcześniej w jednej z klatek zrobił sobie noclegownię, pił alkohol i załatwiał potrzeby fizjologiczne, powrócił. Policja i MOPR znów są bezradne
O sprawie bezdomnego mieszkającego w klatce schodowej bloku przy Nałkowskich 125 pisaliśmy na przełomie października i listopada. Mężczyzna wcześniej mieszkał w tym bloku. Jednak ze względu na swoje zachowanie dostał nakaz eksmisji. Gdy to się stało, urządził sobie w klatce noclegownię. Pił alkohol, spał i załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne. Zachowywał się też agresywnie w stosunku do sąsiadów. Przemieszkał w bloku ubiegłą zimę. Później znikł na jakiś czas, by powrócić w październiku. Gehenna mieszkańców zaczęła się na nowo.

Nie pomagały interwencje w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie ani zgłoszenia do policji. Mieszkańcy zastanawiali się nad wymianą zamków w klatce, ale drzwi otwierała mu czasem rodzina mieszkająca w bloku albo jeden z sąsiadów, z którym pił alkohol. Dlatego z tego pomysłu zrezygnowali. Dopiero interwencja "Gazety" przyniosła skutek. Po naszym tekście dyrektor MOPR-u Dorota Gąsior znalazła rozwiązanie. Pracownicy socjalni przekonali mężczyznę, żeby zgłosił się do środka wsparcia dla bezdomnych. Przez dwa i pół miesiąca zachowywał trzeźwość, a nawet wrócił do rodziny i zaczął się opiekować ojcem i córką.

Ta sytuacja nie trwała jednak długo. - W połowie stycznia mężczyzna znów zaczął pić, nocować na klatce i tu się załatwiać. Zgłaszałam to na policji kilka razy. Później, kiedy przyszły te duże mrozy, nie miałam serca. Pomyślałam, lepiej się przemęczyć, niż spowodować, że wyląduje na ulicy i zamarznie. Jednak jest coraz gorzej - mówi mieszkanka bloku.

Policja potwierdza, że zgłoszenia od mieszkańców były, ale dodaje, że ma niewielkie możliwości. - Funkcjonariusze interweniowali w bloku przy ul. Nałkowskich 125 ostatnio 19 stycznia. Osoby bezdomne pod wpływem alkoholu są przekazywane do schroniska MOPR. Nie możemy ich zmusić do leczenia. Mam zapewnienie, ze strony dzielnicowego, że funkcjonariusze będą częściej patrolowali okolice bloku, aby zapewnić większe bezpieczeństwo jego mieszkańcom - mówi Arkadiusz Arciszewski z biura prasowego komendy wojewódzkiej policji.

Dyrektorka MOPR-u wyjaśnia, że może tylko prosić, aby mężczyzna wrócił do normalnego trybu życia.

- Przez jakiś czas było dobrze, widać było, że mężczyzna chce odmienić swoje życie. Nasi pracownicy w piątek próbowali go przekonać, aby wrócił do Dziennego Ośrodka Wsparcia. Jednak te próby skończyły się niepowodzeniem. Mężczyzna stwierdził, że chce tu zostać i koniec. Na pewno jeszcze będziemy próbowali go przekonać. Jednak zmusić do niczego nie możemy - mówi Dorota Gąsior. I dodaje: - Jeśli to nie przyniesie skutku, skierujemy wniosek do sądu o przeprowadzenie badań psychiatrycznych, ewentualnie o leczenie odwykowe.

Inercji instytucji publicznych dziwi się siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona wspólnoty "Chleb Życia", która od lat prowadzi domy dla bezdomnych i pomaga im w powrocie do społeczeństwa. - Jeśli ten człowiek jest agresywny, zanieczyszcza klatkę, która przecież jest miejscem publicznym, czy spożywa alkohol, to są wystarczające instrumenty prawne, żeby go przywrócić do porządku. Może interweniować policja czy straż miejska. Trzeba też zadać pytanie, czy MOPR zrobił wszystko, aby go wyciągnąć z tej sytuacji. Żadne dodatkowe uregulowania nie są potrzebne - podsumowuje siostra Chmielewska.

Dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: - To sytuacja jednostkowa i wyjątkowa, bardzo trudna do oceny. Skoro ten mężczyzna popełnia wykroczenia, takie jak zanieczyszczanie klatki schodowej czy agresja słowna, to są to wykroczenia. Jednak problemem jest kwestia ukarania go. Z jednej strony trudno zasądzić grzywnę, skoro nie będzie miał, z czego jej zapłacić, a z drugiej strony trzeba zastanowić się, czy za takie czyny powinien trafić do aresztu? Takich sytuacji w kraju jest kilkadziesiąt czy kilkaset rocznie, a w naszym prawie chyba brakuje jednoznacznej recepty na nie.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Polub nas na Facebooku