Piątkowy koncert w Filharmonii. Dobra zabawa z muzyką

Iwona A. Siedlaczek
13.02.2012 , aktualizacja: 12.02.2012 16:51
A A A Drukuj
Filharmonia Lubelska, koncert muzyki filmowej Fot. Tomasz Kowalewicz / AGENCJA GAZETA Filharmonia Lubelska, koncert muzyki filmowej
Szkoda, że fani "Gwiezdnych wojen" nie przyszli przebrani za bohaterów sagi, jak zapowiadali. Honor uratował dyrygent Wojciech Rodek, który do drugiej części koncertu wystartował z dwoma mieczami świetlnymi w dłoniach
Potem oczywiście je odłożył, ale w ten sposób zapunktował wśród młodych, a zarazem najnowszych melomanów Filharmonii Lubelskiej. A od wszystkich dostał plusa za poczucie humoru.

Muzyka teatralna i filmowa wcale nie musi być dobra. Ale ta, której słuchaliśmy 10 lutego, to muzyka znakomita. Autorstwa nie tylko zresztą uwielbianego z wiadomych powodów Johna Williamsa, ale i Marcina Mirowskiego. O muzyce sławnego Williamsa napisano już chyba wszystko. O muzyce Mirowskiego napisać warto, bo jest bardzo udana, a w Lublinie dotąd nie była grana. Kompozytor bawi się konwencjami, ma wyczucie orkiestry, poczucie humoru i wie, po co pisze. Miło było zobaczyć go wśród publiczności i bić brawo jego utworom. Rozpoczynająca koncert "Piękna i Bestia", z dużym polotem nawiązywała do muzyki filmowej rodem z Disneya. Ale przecież do bajek Disneya wykorzystano dziesiątki utworów największych kompozytorów, dzięki czemu odkryliśmy także, że Czajkowski i Dworzak tworzyli po prostu muzykę filmową.

Komponowanie muzyki teatralnej i filmowej w Polsce nadal uchodzi za twórczość gorszego gatunku. Trochę zmienił to Wojciech Kilar, który do filmów pisze muzykę znakomitą, a jej konwencję z powodzeniem stosuje w całej twórczości. Warto było usłyszeć, że są jeszcze inni, którzy zasługują na zainteresowanie. Po kompozycji Mirowskiego do "Nie-boskiej komedii" i na bis zagranym krótkim "Tables" nie ma bowiem wątpliwości, że ta muzyka, z niespodziewanie wprowadzonymi smyczkami, warsztatowo jest świetna. Na swój sposób nowoczesna i osobista, karmiąca się nie tylko tym, co znane. Jak choćby tango skrzące się pomysłami melodycznymi i rytmicznymi, które Rodek zadyrygował absolutnie porywająco. Zresztą orkiestra z dyrygentem w sposób zdecydowany przyłożyli się do sukcesu kompozytora. Jego radość z wykonania była ogromna i co najistotniejsze, nie musiał jej wcale udawać.

Tak ekspresywne prowadzenie orkiestry przez Rodka zmienia zupełnie jej walory brzmieniowe. Nawet sceptycy mogli po prostu słuchać muzyki, płynącej wartko i bez większych zakłóceń.

Dodajmy, że w kultowych "Gwiezdnych wojnach" Williamsa instrumenty dęte miały swoistą "szkołę przetrwania", bo ich partie wcale nie są tam łatwiejsze od chociażby symfonii Mahlera. A brzmienie waltorni w słynnych tematach, znanych zapewne wszystkim obecnym na koncercie, stawia większe trudności niż solówka z finału Koncertu f-moll Chopina (a to "pięta achillesowa" każdego waltornisty!). Zarówno waltornie, jak i cała "blacha" miały takie brzmienie i intonację, których nie słuchaliśmy na tej estradzie nazbyt często w ostatnich latach.

Wykonanie całości należy uznać za niezwykle udane. Wielkie brawa za wspaniałą muzyczną zabawę, dużą dawkę emocji i profesjonalizm należą się całej orkiestrze i dyrygentowi. Młodzi fani Williamsa przeżywali ten koncert bardzo emocjonalnie, co widać było wyraźnie na ich twarzach. Ukradkiem też telefonami komórkowymi robili portrety orkiestrze. Kto wie, może po tym koncercie zaczną przychodzić i na inne. Krok w kierunku odświeżenia wizerunku Filharmonii Lubelskiej został zrobiony i jest to bardzo cenne.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Polub nas na Facebooku