Pod topór poszły zdrowe drzewa. Ratusz nie sprawdził

Piotr Kozłowski
08.02.2012 , aktualizacja: 09.02.2012 09:15
A A A Drukuj
W sobotę wycięto 71 drzew, stojących na skwerze u zbiegu ul. Walecznych i Unickiej. Miasto argumentowało, że są chore. Jednak, jak się okazało, większość to okazy zdrowia, a zgodę na wycinkę dyrektor wydał dzień przed swoim odejściem z urzędu
Okazało się, że spośród 71 drzew należało wyciąć zaledwie 14
Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJA GAZETA
Okazało się, że spośród 71 drzew należało wyciąć zaledwie 14
W sobotni poranek skwer u zbiegu ul. Walecznych i Unickiej ogrodzono taśmą. Robotnicy zaczęli wycinać drzewa. To oburzyło mieszkańców pobliskich osiedli. Obawiają się, że zamiast zieleni w tym miejscu powstanie kolejny supermarket.

Teren należy do prawosławnej parafii pw. Przemienienia Pańskiego, sama cerkiew stoi przy ul. Dolińskiego. Przy Walecznych zaś wcześniej był cmentarz greckokatolicki. Jednak parafia teren chce wystawić na sprzedaż. Wydawało się, że spór między częścią mieszkańców a parafią rozstrzygnie miasto, które wszczęło procedurę uchwalenia planu zagospodarowania przestrzennego dla tego obszaru.

Jednak w sobotę na skwer weszli robotnicy z piłami i wycięli wszystkie 71 drzew, które tu stały. Właściciel miał do tego prawo. Jednak to, w jaki sposób urzędnicy ratusza wydali decyzję - zadziwia. O sprawie pisał w środę "Dziennik Wschodni".

Wniosek parafii prawosławnej o pozwolenie na wycinkę drzew do ratusza wpłynął 27 października ub. r. Powodem miała być rewaloryzacja terenu oraz poprawa jego estetyki i bezpieczeństwa. Ratusz długo się nie zastanawiał. 9 listopada były już dyrektor wydziału ochrony środowiska Marian Stani wydał pozytywną decyzję w tej sprawie. W uzasadnieniu napisał, że na podstawie przeprowadzonej wizji lokalnej stwierdzono, iż drzewa i krzewy są w złej kondycji i "mogą stanowić zagrożenie dla osób i mienia". Dzień później Stani odszedł z ratusza.

Problem w tym, że żadnej wizji lokalnej nie było. Poza tym, zazwyczaj decyzje w sprawie wycinki podejmował wicedyrektor wydziału ochrony środowiska ds. zieleni Wiesław Piątkowski. - Oczywiście dyrektor miał pełne prawo, żeby taką decyzję podjąć. Ja dowiedziałem się o niej kilka dni później, gdy rozpoczęły się protesty mieszkańców. Po zapoznaniu się z pismem postanowiłem na miejsce wysłać pracownika, żeby sprawdził, czy rzeczywiście wszystkie drzewa trzeba usunąć - mówi Piątkowski.

Okazało się, że spośród 71 drzew należało wyciąć zaledwie 14. Pozostałe albo były zdrowe, albo wystarczyła im intensywniejsza pielęgnacja. Piątkowski 23 listopada wydał drugą decyzję, która zmieniała tę wcześniejszą. Według niej do wycinki miało pójść zaledwie 14 drzew. Jednak tę decyzję uchyliło Samorządowe Kolegium Odwoławcze. - To dla mnie niezrozumiałe. SKO zakwestionowało jakieś sprawy formalne. Dla mnie ważniejszy był interes społeczny. Kolegium mogło uchylić decyzję do ponownego rozpatrzenia. Wtedy z wycinką właściciel musiałby się wstrzymać. Jednak uchylono całość, a to pozwoliło na usunięcie drzew, które były zdrowe - podsumowuje Piątkowski.

Ratusz zastanawia się nad wniesieniem skargi na decyzję SKO do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Sprawę mają jeszcze przeanalizować prawnicy urzędu. Czy dyrektor Stani poniesie jakieś konsekwencje swojej decyzji?

- Nie jest już pracownikiem urzędu miasta i nie mamy możliwości w jakikolwiek sposób go ukarać - mówi Katarzyna Mieczkowska-Czerniak, rzeczniczka ratusza.

Zobacz też Co Lublin zbudował za kasę z UE



Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 44 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Polub nas na Facebooku