Oficer wojsk specjalnych pod sąd. Odebrał dziecko ojcu
08.02.2012
, aktualizacja: 08.02.2012 00:31
Proces czeka podpułkownika Rafała P. z Dowództwa Wojsk Specjalnych. Prokuratura oskarża go o najazd na dom we wsi pod Krasnobrodem, pobicie i odebranie dziecka rodzinie. Czy żołnierz będzie tłumaczył się traumą po misji w Afganistanie?
ZOBACZ TAKŻE
- Pułkownik porwał dziecko. Jego dowódca: nic nie wiem (28-11-11, 21:00)
- Pułkownik z wojsk specjalnych porwał 1,5-roczne dziecko (26-11-11, 07:00)
Zamojska prokuratura rejonowa przesłała właśnie do sądu akt oskarżenia w tej sprawie. Dotyczy on przede wszystkim 20-letniej Joanny A. i osób, które razem z nią najechały na dom w Hutkowie na Zamojszczyźnie.
Trzeciego listopada około południa Joanna A. w towarzystwie niedawno poznanego Rafała P. przyjechała do gospodarstwa teściów w Hutkowie. W niewielkim drewnianym domu razem z dziadkami i ojcem mieszkał tam jej półtoraroczny syn Michałek (imię dziecka zmienione). Joanna A. w sierpniu opuściła męża i dziecko, a następnie wyjechała do Lublina. Po niespodziewanym powrocie zażądała oddania Michałka. Domagała się interwencji policji, ale niewiele zdziałała. Odjechała do Lublina.
Jeszcze tego samego dnia wróciła do Hutkowa wynajętą taksówką. Był z nią już nie tylko Rafał P. ale także koleżanka oraz dwóch kryminalistów.
Co się wydarzyło potem - wiadomo z relacji świadków i ustaleń policji. Napastnicy wyważyli drzwi, aby wejść do domu, gdzie był Michałek. Bili pięściami i kopali jego opiekunów. Na pewno jeden z mężczyzn miał na twarzy kominiarkę. Obezwładnili domowników, używając najprawdopodobniej gazu pieprzowego.
Wprawdzie szybko uciekli, ale niedługo później zatrzymała ich policja. Początkowo wszyscy zostali tymczasowo aresztowani. Podczas przesłuchań okazało się, że Rafał P. jest podpułkownikiem z Dowództwa Wojsk Specjalnych w Krakowie. DWS podlegają elitarne jednostki komandosów, w tym "Grom".
W przypadku oficera sąd uzasadnił areszt obawą matactwa. Policjantom podobno chwalił się, że dowodził "akcją". Potem jednak żołnierza wypuszczono z aresztu. - Stawiał się na wszystkie wezwania prokuratury. Nie było obawy matactwa - zaznacza mecenas Stanisław Estreich, reprezentujący podpułkownika.
Rafała P. podobnie jak i pozostałych uczestników "akcji" odbicia Michałka prokuratura oskarżyła o pobicie ojca, dziadków i wuja chłopca, zniszczenie ich domu oraz zmuszanie do określonego zachowania. Joanna A. będzie odpowiadała również za groźby karalne.
- Grozi im do pięciu lat więzienia - mówi nam Ewa Pizun, zastępca prokuratora rejonowego w Zamościu.
Jak dowiedziała się "Gazeta", choć oficer nie przyznał się do winy, to nie zaprzecza temu co się wydarzyło. - Jego rola w tych zdarzeniach jest pewna. Jednak mamy inną ich interpretację niż prokuratura. Mój klient chciał pomóc tej kobiecie. Na pewno nie bez wpływu na jego zachowanie miały konsekwencje psychiczne związane z udziałem w misjach w Afganistanie i Iraku - tłumaczy adwokat Rafała P.
Rzecznik Prasowy DWS ppłk Ryszard Jankowski poinformował nas w piątek, że dopiero w poniedziałek lub wtorek będzie mógł odpowiedzieć, czy Rafał P. pozostaje w czynnej służbie. Ale odpowiedzi się nie doczekaliśmy.
Mecenas Estreich potwierdził, że podpułkownik wojska nie opuścił, ale obecnie znajduje się "pod opieką lekarza".
Trzeciego listopada około południa Joanna A. w towarzystwie niedawno poznanego Rafała P. przyjechała do gospodarstwa teściów w Hutkowie. W niewielkim drewnianym domu razem z dziadkami i ojcem mieszkał tam jej półtoraroczny syn Michałek (imię dziecka zmienione). Joanna A. w sierpniu opuściła męża i dziecko, a następnie wyjechała do Lublina. Po niespodziewanym powrocie zażądała oddania Michałka. Domagała się interwencji policji, ale niewiele zdziałała. Odjechała do Lublina.
Jeszcze tego samego dnia wróciła do Hutkowa wynajętą taksówką. Był z nią już nie tylko Rafał P. ale także koleżanka oraz dwóch kryminalistów.
Co się wydarzyło potem - wiadomo z relacji świadków i ustaleń policji. Napastnicy wyważyli drzwi, aby wejść do domu, gdzie był Michałek. Bili pięściami i kopali jego opiekunów. Na pewno jeden z mężczyzn miał na twarzy kominiarkę. Obezwładnili domowników, używając najprawdopodobniej gazu pieprzowego.
Wprawdzie szybko uciekli, ale niedługo później zatrzymała ich policja. Początkowo wszyscy zostali tymczasowo aresztowani. Podczas przesłuchań okazało się, że Rafał P. jest podpułkownikiem z Dowództwa Wojsk Specjalnych w Krakowie. DWS podlegają elitarne jednostki komandosów, w tym "Grom".
W przypadku oficera sąd uzasadnił areszt obawą matactwa. Policjantom podobno chwalił się, że dowodził "akcją". Potem jednak żołnierza wypuszczono z aresztu. - Stawiał się na wszystkie wezwania prokuratury. Nie było obawy matactwa - zaznacza mecenas Stanisław Estreich, reprezentujący podpułkownika.
Rafała P. podobnie jak i pozostałych uczestników "akcji" odbicia Michałka prokuratura oskarżyła o pobicie ojca, dziadków i wuja chłopca, zniszczenie ich domu oraz zmuszanie do określonego zachowania. Joanna A. będzie odpowiadała również za groźby karalne.
- Grozi im do pięciu lat więzienia - mówi nam Ewa Pizun, zastępca prokuratora rejonowego w Zamościu.
Jak dowiedziała się "Gazeta", choć oficer nie przyznał się do winy, to nie zaprzecza temu co się wydarzyło. - Jego rola w tych zdarzeniach jest pewna. Jednak mamy inną ich interpretację niż prokuratura. Mój klient chciał pomóc tej kobiecie. Na pewno nie bez wpływu na jego zachowanie miały konsekwencje psychiczne związane z udziałem w misjach w Afganistanie i Iraku - tłumaczy adwokat Rafała P.
Rzecznik Prasowy DWS ppłk Ryszard Jankowski poinformował nas w piątek, że dopiero w poniedziałek lub wtorek będzie mógł odpowiedzieć, czy Rafał P. pozostaje w czynnej służbie. Ale odpowiedzi się nie doczekaliśmy.
Mecenas Estreich potwierdził, że podpułkownik wojska nie opuścił, ale obecnie znajduje się "pod opieką lekarza".
Przeczytaj także: Lublin. Rok 1959. Co tu robił Anglik?
Najnowsze wiadomości
-
Wyłożyli pieniądze i chcą inwestować na PKS-ie
-
Lublin dostał 400 mln na najdroższą drogę w historii
-
"Jeszcze Polska..." Warka nagrywała w Lublinie hymn ZOBACZ
-
Warszawiacy na weekend wybierają nasze Roztocze. A my?
-
To pewne. "Koko Koko Euro Spoko" zabrzmi w Brukseli
-
Podejrzani o "przestępstwa seksualne" na dzieciach
-
Targi Lublin poślizgnęły się na płatnej Strefie Kibica
-
List ws. Pietrasiewicza. "Lublin zdobywa ponurą sławę"
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni ...
- Wisła magnesem na turystów? Ogromne ...
- Gdzie urządzić przyjęcie komunijne w ...
- Mega rachunki z Orange za telefony widmo. ...
- Jak pić to na salonie miasta. Na deptaku, ...
- Sukces policji? Poczekali, aż wyjdą, po ...
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...




