Profesor porysował i zapłaci za lakierowanie auta

Paweł P. Reszka
05.02.2012 , aktualizacja: 05.02.2012 18:15
A A A Drukuj
Kadr z nagrań pokazujących jak profesor rysuje auto sąsiada Fot. archiwum / AG Kadr z nagrań pokazujących jak profesor rysuje auto sąsiada
Profesor Uniwersytetu Przyrodniczego, który celowo rysował samochód sąsiadowi, zdecydował się zapłacić za szkody. To oznacza, że najprawdopodobniej uniknie skazania
Marian P., profesor z wydziału inżynierii produkcji to bohater grudniowych publikacji "Gazety". Uczony został nagrany przez sąsiada z ul. Niepodległości jak rysuje mu auto. Gdy pan Adam (nazwisko do wiadomości redakcji) zauważył na swojej toyocie pierwszą rysę, nie przyszło mu do głowy, że ktoś może robić to celowo. Rys jednak zaczęło przybywać. Z czasem były już na całym aucie z wyjątkiem dachu. Serwis oszacował lakierowanie auta na ponad 9 tys. zł. Pan Adam postanowił namierzyć wandala. Przestawił toyotę tak, by było ją doskonale widać z okna, a na parapecie ustawił kamerę i czekał. W końcu udało mu się. Na jednym z nagrań zobaczył nieznanego mu mężczyznę, który zbliża się do auta i szybkim ruchem, trzymając coś w dłoni (najprawdopodobniej klucz) rysuje samochód. Sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy. Nagrania pan Adam przekazał policji (dwa z nich publikujemy na stronie lublin.gazeta.pl). Przesłuchiwany przez funkcjonariuszy profesor przyznał się do winy, choć jak zaznaczył nie pamięta dat.



"Gazecie" tłumaczył: - Przeprowadzałem się, kurczę pieczone i jakoś tak zarysowaliśmy to auto. Ale to był przypadek. Półeczkę z synem nieśliśmy. [Na wszystkich nagraniach występuje sam - red.].

Lub: - Blok był ocieplany, może w trakcie prac samochód został zarysowany?

Albo: - Być może byłem zmęczony, szedłem z pracy. Na nagraniu nie widać, że mocno rysuję, a że jedynie tak jakby ocieram się. Jestem człowiekiem poważnym, proszę sobie nie żartować, że miałem to zrobić celowo.

Pan Adam uważa, że naukowiec rysował mu auto, bo mieszka w innym bloku, a samochód parkował pod tym, gdzie mieszka profesor i ten czasem wracając z pracy mógł nie mieć gdzie zaparkować.

Próbował się dogadać z uczonym, ale ten nie chciał zapłacić kwoty, na którą zostały wycenione straty.

Sprawa trafiła do sądu rejonowego. Ten w grudniu skierował ja do mediacji. Mediator spowodował, że panowie dogadali się. Jak mówi pan Adam: - P. zapowiedział, że zapłacić ponad 9 tys. za lakierowanie auta, w dwóch ratach. Połowę już uiścił, resztę ma wpłacić do końca lutego.

To oznacza najprawdopodobniej, że P. nie zostanie skazany - sąd w tej sytuacji może warunkowo umorzyć postępowanie. Prof. Marian Wesołowski, rektor UP komentując sprawę nie ukrywał: - To kompromitujące. Jeżeli zarzuty się potwierdzą, wyciągniemy bardzo poważne sankcje. Jakie - na razie za wcześnie o nich mówić.

W piątek pytany przez "Gazetę" o konsekwencje wobec prof. P. stwierdził jednak: - Jeszcze się nad tym nie zastanawiałem.

Dodał, że na adres uczelni przychodzą listy w obronie naukowca. - Autor jednego z nich utrzymuje, że sprawa została sfingowana - zdradził nam prof. Wesołowski.

Na forum lubelskiej "Gazety" pojawiły się liczne wpisy, których autorzy utrzymują, że uczony jest ... ofiarą. Bo próbował na własną rękę walczyć z kierowcami, którzy wbrew prawu parkują samochody na chodniku i utrudniają życie pieszym : "Czy myślisz że do zdarzenia doszłoby, gdyby policja i straż miejska spełniały porządnie swoje obowiązki? Gdyby oni ukarali źle parkującego, nie musiałby ich wyręczać bezradny i bezsilny prof!"

P. nie chciał w niedzielę rozmawiać z "Gazetą".



Przeczytaj także: Mróz trzyma, a mistrzowie parkowania robią swoje



Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    34 głosy

Polub nas na Facebooku