Porodówka w PSK 1 z poślizgiem. Problemy z przetargami

Piotr Kozłowski
02.02.2012 , aktualizacja: 01.02.2012 18:03
A A A Drukuj
Mimo że przebudowa Kliniki Położnictwa i Patologii Ciąży w PSK 1 miała się zakończyć w październiku, to kobiety nadal nie mogą rodzić w komfortowych warunkach. W szpitalu opóźnienie tłumaczą przeciągającymi się przetargami. Po remoncie przyszłe mamy będą miały do dyspozycji jeden z najnowocześniejszych oddziałów w województwie
Wyremontowana Klinika Położnictwa i Patologii Ciąży w PSK 1
Fot. Rafał Michałowski / AG
Wyremontowana Klinika Położnictwa i Patologii Ciąży w PSK 1
Remont kliniki przy ul. Staszica rozpoczął się w 2010 roku. W budynku zmieniło się wiele: kilkunastoosobowe sale zostały zastąpione mniejszymi - dla dwóch-trzech pacjentek, które będą miały do dyspozycji łazienkę z toaletą i prysznicem. Wyremontowano sale porodowe wyposażono w nowoczesny sprzęt, m.in. pierwszy w Polsce symulator porodów, na którym będą się uczyli studenci. Nowością jest też koło porodowe dla kobiet (we wschodniej Polsce ma je jeszcze tylko Białystok). Takie koło składa się z metalowych obręczy, na których wisi coś w rodzaju hamaka. - Urządzenie ma zagwarantować komfort zarówno rodzącej, jak i personelowi. To odpowiedź dla kobiet, które nie chcą, aby ograniczać swobodę ich ruchów podczas porodu i nie chcą rodzić w pozycji leżącej. Dzięki konstrukcji koła porodowego możliwy jest poród w pozycji stojącej lub klęczącej, wykorzystującej siłę ciążenia. Rodząc na kole porodowym, dzięki wbudowanemu w urządzenie mechanizmowi, jednym przyciskiem pilota kobieta może dowolnie zmieniać swoją pozycję, w zależności od fazy porodu czy natężenia bólu. Zapewnia to maksymalny komfort i pomoc rodzącej, szczególnie podczas długiego i trudnego porodu - wyjaśniała "Gazecie" prof. Anna Kwaśniewska, kierownik Katedry i Kliniki Położnictwa i Patologii Ciąży Uniwersytetu Medycznego.

Koło i symulator kosztowały UM ok. 300 tys. złotych. Z symulatora studenci już korzystają. Niedawno zakończył się montaż koła. Jednak zanim będzie można z niego skorzystać, minie jeszcze trochę czasu. Mimo że remont kliniki miał się skończyć w październiku ubiegłego roku, nadal nie jest ona przygotowana na przyjęcie pacjentek i kobiety rodzą w budynku obok. Jeśli po porodzie dziecko musi zostać kilka dni w szpitalu, np. z powodu żółtaczki, młode mamy muszą dojeżdżać na karmienie. Po przeprowadzce to się zmieni. Jednak kiedy ona nastąpi - wciąż nie wiadomo. - Oczywiście zależy nam, żeby było to jak najszybciej. Opóźnienie jest spowodowane przeciągającymi się przetargami i ogromnym zakresem prac. Dziś powinien być ogłoszony przetarg na dostarczenie zintegrowanego systemu traktu porodowego [pomoże m.in. stale monitorować przebywające na oddziale kobiety z zagrożoną ciążą - red.]. Poza tym zostały drobne prace wykończeniowe. Musimy także przenieść meble z obecnego oddziału - wyjaśnia prof. Kwaśniewska.

Szefowa kliniki nie chce mówić, kiedy konkretnie przebudowany oddział przyjmie pierwsze pacjentki. Być może, jeśli wszystkie procedury pójdą sprawnie, stanie się to w połowie marca.

ramka - Co się zmieni po remoncie?

Kobiety będą miały do dyspozycji 44 łóżka. W każdej z kilkunastu sal będzie łazienka z prysznicem. Pojawi się też sala przedporodowa. Na oddziale będą dwa trakty porodowe: na jednym z nich już jest zamontowane koło porodowe. Nowością jest fakt, że ściany nie będą wyłożone płytkami, a pomalowane specjalną, zieloną, bakteriobójczą farbą. Dzięki takiemu zabiegowi łatwiej będzie utrzymać czystość na trakcie.

Rocznie w klinice przy ul. Staszica rodzi się ok. 1,5 tysiąca dzieci. Ma ona trzeci stopień referencyjny, co oznacza, że spełnia najwyższe wymagania i jest gotowa na przyjęcie kobiet z bardzo zagrożonymi ciążami.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Polub nas na Facebooku