Małe firmy na krawędzi upadku po współpracy z UMCS
01.02.2012
, aktualizacja: 01.02.2012 08:22
Jak UMCS oszczędza. Uniwersytet nie zapłacił grupie drobnych przedsiębiorców ponad miliona złotych za prace przy budynku Instytut Nauk o Ziemi. Firmy znalazły się na krawędzi bankructwa. Sprawę rozstrzygnie sąd
ZOBACZ TAKŻE
- UMCS. Rektor sam będzie rządził ludźmi i pieniędzmi? (28-02-12, 09:00)
- Kolejna firma pozywa UMCS. Tym razem za Informatykę (03-02-12, 07:00)
- Starosta żąda od UMCS zwrotu działki w Kazimierzu (25-01-12, 21:00)
- UMCS: system nie działa dobrze, zresztą nie mamy kasy (16-01-12, 07:00)
Artur Olesiejuk prowadzi w Lublinie niewielką firmę budowlaną. Ma 13 pracowników, jest znany w branży, działa na rynku od 1993 r. Współpracował niemal ze wszystkimi publicznymi uczelniami w Lublinie. Remontował rektorat i akademiki Uniwersytetu Medycznego, prowadził też prace przy domach studenckich Uniwersytetu Przyrodniczego. O skutkach swojej ostatniej współpracy z UMCS opowiada: - Do mojej firmy zapukało dwóch komorników. Po latach ciężkiej, uczciwej pracy z dnia na dzień stanąłem na krawędzi bankructwa. Straciłem sporo zdrowia i zaufanie u części kontrahentów - mówi Olesiejuk.
Miało być 1,2 mln - nie ma ani grosza
Ale po kolei. Wiosną 2009 r. grupa przedsiębiorców z Lubelszczyzny zawiązuje konsorcjum. W jego skład wchodzą cztery małe firmy - budowlane, wodno - kanalizacyjne, zajmujące się instalacjami elektrycznymi i gazowymi. Na czele konsorcjum staje Artur Olesiejuk. Przedsiębiorcy chcą walczyć o atrakcyjny kontrakt z UMCS. Chodzi o prace wykończeniowe przy budynku Instytutu Nauk o Ziemi przy ul. Głębokiej. Konsorcjum wygrywa wart około 10 mln złotych przetarg. Prace ruszają. UMCS wiosną ubiegłego roku odbiera budynek. W maju przedsiębiorcy wystawiają uczelni ostatnią fakturę - wynosi ponad 1,2 mln zł.
Olesiejuk: - Gdy jeszcze trwały prace, zorientowaliśmy się, że koszty wyniosą więcej niż uczelnia zakładała. O ponad 300 tys. To efekt błędów w dokumentacji - kosztorysie inwestorskim. Niektóre prace zostały po prostu niedoszacowane. Nie widzieliśmy oczywiście powodu, dla którego mielibyśmy dokładać do interesu. Dodaliśmy więc tę kwotę do faktury. Uczelnia poprosiła nas, byśmy rozłożyli fakturę na dwie mniejsze - po 900 tys. i 300 tys. by łatwiej im było je spłacić. Budynek był finansowany z funduszy unijnych i UMCS nie mógł przekroczyć budżetu. Część pieniędzy więc uniwersytet miał nam zapłacić z własnych środków.
Ale do tej pory nie zapłacił ani grosza z 1,2 mln. Uczelnia twierdzi, że w przypadku jednej z faktur (większej) brakuje ważnego dokumentu (tzw. kosztorysu powykonawczego), a druga jest "niezasadna".
UMCS wbija gwóźdź do trumny
- My ze swej strony uważamy, że złożyliśmy wszystkie niezbędne dokumenty, praca została wykonana i odebrana ale mimo wezwań nie możemy doprosić się o pieniądze - mówi Olesiejuk. - Dla niewielkich firm, takich jak nasze, zaległość wynosząca ponad milion złotych to po prostu gwóźdź do trumny. Część materiałów biorę z hurtowni na kredyt. Płacę, gdy mnie płacą. Ale co zrobić, gdy nie dostaję pieniędzy?
Dostawca materiałów budowlanych, któremu Olesiejuk zalegał z płatnościami pozwał go i wygrał, przedsiębiorca otrzymał nakaz zapłaty, a same koszty komornicze, które musiał też spłacić, wyniosły 30 tys. złotych.
Pieniędzy z UMCS nie ma - są długi do spłacenia
Waldemar Kuśmirski, inny z członków konsorcjum (prace wykończeniowe): - By spłacić swoje zobowiązania, musiałem zaciągnąć kredyt - 400 tys. zł. Wciąż boje się, że mogę stać się niewypłacalny. Przez lata dorobiłem się zaufania u kontrahentów, dobrych upustów. Wiele z nich teraz straciłem.
Krzysztof Mikołajewski, kolejny członek konsorcjum (roboty elektryczne i sanitarne): - Przez pół roku obawiałem się, czy dam radę przetrwać. Udało się. Ale do firmy dołożyłem 300 tys. z własnych oszczędności.
- Każdy z nas, miał wcześniej doświadczenie we współpracy z uczelniami, tylko ja na rzecz UMCS wykonuję prace od kilkunastu lat. Ale nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by uczelnia mi nie zapłaciła. Czuję się oszukany - dodaje Artur Olesiejuk
Sprawą na początku lutego zajmie się sąd okręgowy w Lublinie, do którego przedsiębiorcy wnieśli pozew.
Uniwersytet: bez komentarza
Anna Guzowska, rzeczniczka uniwersytetu poinformowała nas, że do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd uczelnia nie będzie udzielała komentarzy na ten temat.
W styczniu pisaliśmy o tym, że UMCS - kierowany przez rektora prof. Andrzeja Dąbrowskiego oraz kanclerza dr Mirosława Urbanka - nie płaci też Asseco Poland za wdrożenie systemu informatycznego, który miał zrewolucjonizować pracę uczelni. Uniwersytet tłumaczy, że system nie działa, jak powinien. Firma wypowiedziała umowę z UMCS i grozi sądem. Chodzi o kilka milionów złotych.
Miało być 1,2 mln - nie ma ani grosza
Ale po kolei. Wiosną 2009 r. grupa przedsiębiorców z Lubelszczyzny zawiązuje konsorcjum. W jego skład wchodzą cztery małe firmy - budowlane, wodno - kanalizacyjne, zajmujące się instalacjami elektrycznymi i gazowymi. Na czele konsorcjum staje Artur Olesiejuk. Przedsiębiorcy chcą walczyć o atrakcyjny kontrakt z UMCS. Chodzi o prace wykończeniowe przy budynku Instytutu Nauk o Ziemi przy ul. Głębokiej. Konsorcjum wygrywa wart około 10 mln złotych przetarg. Prace ruszają. UMCS wiosną ubiegłego roku odbiera budynek. W maju przedsiębiorcy wystawiają uczelni ostatnią fakturę - wynosi ponad 1,2 mln zł.
Olesiejuk: - Gdy jeszcze trwały prace, zorientowaliśmy się, że koszty wyniosą więcej niż uczelnia zakładała. O ponad 300 tys. To efekt błędów w dokumentacji - kosztorysie inwestorskim. Niektóre prace zostały po prostu niedoszacowane. Nie widzieliśmy oczywiście powodu, dla którego mielibyśmy dokładać do interesu. Dodaliśmy więc tę kwotę do faktury. Uczelnia poprosiła nas, byśmy rozłożyli fakturę na dwie mniejsze - po 900 tys. i 300 tys. by łatwiej im było je spłacić. Budynek był finansowany z funduszy unijnych i UMCS nie mógł przekroczyć budżetu. Część pieniędzy więc uniwersytet miał nam zapłacić z własnych środków.
Ale do tej pory nie zapłacił ani grosza z 1,2 mln. Uczelnia twierdzi, że w przypadku jednej z faktur (większej) brakuje ważnego dokumentu (tzw. kosztorysu powykonawczego), a druga jest "niezasadna".
UMCS wbija gwóźdź do trumny
- My ze swej strony uważamy, że złożyliśmy wszystkie niezbędne dokumenty, praca została wykonana i odebrana ale mimo wezwań nie możemy doprosić się o pieniądze - mówi Olesiejuk. - Dla niewielkich firm, takich jak nasze, zaległość wynosząca ponad milion złotych to po prostu gwóźdź do trumny. Część materiałów biorę z hurtowni na kredyt. Płacę, gdy mnie płacą. Ale co zrobić, gdy nie dostaję pieniędzy?
Dostawca materiałów budowlanych, któremu Olesiejuk zalegał z płatnościami pozwał go i wygrał, przedsiębiorca otrzymał nakaz zapłaty, a same koszty komornicze, które musiał też spłacić, wyniosły 30 tys. złotych.
Pieniędzy z UMCS nie ma - są długi do spłacenia
Waldemar Kuśmirski, inny z członków konsorcjum (prace wykończeniowe): - By spłacić swoje zobowiązania, musiałem zaciągnąć kredyt - 400 tys. zł. Wciąż boje się, że mogę stać się niewypłacalny. Przez lata dorobiłem się zaufania u kontrahentów, dobrych upustów. Wiele z nich teraz straciłem.
Krzysztof Mikołajewski, kolejny członek konsorcjum (roboty elektryczne i sanitarne): - Przez pół roku obawiałem się, czy dam radę przetrwać. Udało się. Ale do firmy dołożyłem 300 tys. z własnych oszczędności.
- Każdy z nas, miał wcześniej doświadczenie we współpracy z uczelniami, tylko ja na rzecz UMCS wykonuję prace od kilkunastu lat. Ale nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by uczelnia mi nie zapłaciła. Czuję się oszukany - dodaje Artur Olesiejuk
Sprawą na początku lutego zajmie się sąd okręgowy w Lublinie, do którego przedsiębiorcy wnieśli pozew.
Uniwersytet: bez komentarza
Anna Guzowska, rzeczniczka uniwersytetu poinformowała nas, że do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd uczelnia nie będzie udzielała komentarzy na ten temat.
W styczniu pisaliśmy o tym, że UMCS - kierowany przez rektora prof. Andrzeja Dąbrowskiego oraz kanclerza dr Mirosława Urbanka - nie płaci też Asseco Poland za wdrożenie systemu informatycznego, który miał zrewolucjonizować pracę uczelni. Uniwersytet tłumaczy, że system nie działa, jak powinien. Firma wypowiedziała umowę z UMCS i grozi sądem. Chodzi o kilka milionów złotych.
Przeczytaj także: Zobacz jak UMCS świeci na... tęczowo
Najnowsze wiadomości
-
Lublin. Prawdziwe żydowskie wesele na Starym Mieście
-
Dlaczego przystanek ZTM na Marinie straszy podróżnych
-
Bandyci w natarciu. Fala neofaszyzmu zalewa miasto
-
Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni palą meble
-
Komentarz redakcji. To już nie tyle dziwi, co przeraża
-
Cyfrowa szkoła. Dostali komputery, bo mieli szczęście
-
Były prezes SPR: Mieliśmy nie płacić dziewczynom?
-
Już w piątek pojedziemy nocnymi autobusami do Świdnika
- 91 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
17 głosów
-
Małe firmy na krawędzi upadku po współpracy z UMCS
pansloik
01.02.12, 08:40
Dziwna sprawa, jak składali ofertę to nie widzieli na co się porywają? To jak oszacowali koszty? Może w takim razie nie powinni startować do takich zleceń, można przecież stawiać altanki »
-
takie uczelnie prowadzone przez mafiozów
kacze_buty
01.02.12, 10:34
kształcą złodziei»
-
Małe firmy na krawędzi upadku po współpracy z UMCS
bergsteiger
01.02.12, 10:42
Tak skutkuje szczodrość minionej epoki komunizmu. Komuna wielu młodym wówczas ludziom wyrządziła krzywdę, przyznając tzw. punkty za pochodzenie przy naborze na studia. Zamiast najlepszych »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Znikała dzielnica żydowska. Powstawało ...
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...
- Co już lata nad naszym lotniskiem? Zobacz ...
- Nowy adres na klubowej mapie miasta. ZOBACZ
- UMCS. Rektor-elekt o karaniu za picie ...
- Jak pić to na salonie miasta. Na deptaku, ...
- Nowy most kolejowy nad Bystrzycą wjeżdża ...




więcej zdjęć