Za mało za ziemię pod ekspresówkę, może być pozew

Sławomir Skomra
28.01.2012 , aktualizacja: 27.01.2012 21:39
A A A Drukuj
Budowa obwodnicy S17 Fot. Rafał Michałowski / Agencja Gazeta Budowa obwodnicy S17
Afery z działkami pod budowę S17 ciąg dalszy. Część wywłaszczonych osób nie zgadza się z wyceną swojej ziemi. - Czekamy teraz na decyzję ministerstwa - mówią i zapowiadają, że jeśli to nie pomoże, to zbiorowo pozwą państwo
To był początek października - ostatnia prosta w kampanii wyborczej. Podczas wizyty Donalda Tuska w Lublinie przez kordon BOR-owców przedarły się dwie kobiety z plikiem dokumentów w ręku. Chciały zwrócić uwagę na dramatyczną sytuację mieszkańców, których wywłaszczono, by móc rozpocząć budowę ekspresówki S17 pomiędzy Lublinem i Piaskami.

600 osób, które przekazały ziemię pod drogę, od miesięcy nie dostało za to pieniędzy. Przedsiębiorcy zostali bez możliwości zarobku, bo przez roboty drogowe do ich firm nie da się dojechać.

- To niewiarygodne - mówił na gorąco Tusk i tego samego dnia zażądał wyjaśnień od urzędu wojewódzkiego, który załatwia takie formalności. Urzędnicy tłumaczyli, że robią, co mogą, ale mieli blisko 2,4 tys. takich spraw. Do tego procedury wywłaszczeniowe zaczęły się późno, bo część mieszkańców odwoływała się od urzędowych decyzji.

Premier zapowiedział kontrolę i konsekwencję z dymisjami włącznie. Nikt jednak posady nie stracił, urzędnicy przyśpieszyli natomiast tempo prac. Wydawało się, że sprawa przycichła i będzie miała szczęśliwy finał.

Niekoniecznie. - Faktycznie otrzymaliśmy już pieniądze - przyznaje dziś pani Katarzyna, jedna z tych, którzy przedostali się do premiera. - Ale nie wszystko gra. Większość osób nie zgadza się z zaoferowanymi cenami - relacjonuje kobieta.

Pani Katarzyna ma dużą, liczącą kilkadziesiąt arów działkę, leżącą wzdłuż przyszłej ekspresówki. Stoi na niej dom, hala produkcyjna, a dalej jest pole ze zbożem. W księdze wieczystej wszystko stanowi całość.

- Nie wiadomo, dlaczego gdy szacowano wartość ziemi, została ona podzielona na trzy części. Nie powiem, za dom i halę otrzymałam dobrą cenę - mówi kobieta.

Rzeczoznawcy uznali, że pole ze zbożem trzeba wycenić oddzielnie. O ile działkę z domem wycenili na kilkanaście tysięcy złotych za ar, to już ziemię rolną cztery razy mniej.

Pan Mariusz prowadzi warsztat samochodowy. Budowa ekspresówki ma zabrać około trzech arów jego działki i ogrodzenie. - Zrobione z cegły klinkierowej. Wyceniono je na 11 tys. zł. Policzyłem, że postawienie nowego ogrodzenia będzie droższe. Tylko za cegły muszę zapłacić 10 tysięcy, a gdzie robocizna i podmurówka - wylicza.

Kolejni wywłaszczeni oceniają podobnie i dlatego, tak jak pani Katarzyna, wysłali odwołania do ministra transportu.

- Nie wiem, czy to coś da. Chociaż widać, że wycena nie była rzetelna. Ponoć wartość ziemi została określona w oparciu o aktualne stawki w tej okolicy. Tymczasem ja mam otrzymać około 150 zł za metr, a jeśli chcę odkupić ziemię od sąsiada, to słyszę cenę 400 złotych za metr. Coś nie gra - narzeka kolejny z właścicieli.

- Jeśli nasze pisma do ministra nic nie dadzą, to - rozmawiałam już z sąsiadami - może złożymy pozew zbiorowy - mówi pani Katarzyna.

Wczoraj urząd wojewódzki nie był w stanie odpowiedzieć nam na pytanie, ile jeszcze spraw o odszkodowanie na trasie S17 jest nierozstrzygniętych.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Polub nas na Facebooku