Nie warto się bawić w te rzeczy. Sprawy o znieważenie

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM
25.01.2012 , aktualizacja: 25.01.2012 13:07
A A A Drukuj
akta sprawy Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJA GAZETA akta sprawy
Policjanci, strażnicy miejscy, ale też lekarze, nauczyciele, pracownicy socjalni. A od stycznia także pielęgniarki. Wszyscy to funkcjonariusze publiczni, za znieważenie których można nawet trafić za kratki. Tyle, że spraw nauczycieli czy lekarzy jest... jak na lekarstwo. Dlaczego?
Za znieważenie funkcjonariusza publicznego można dostać karę grzywny, ograniczenia wolności albo do roku więzienia. Tak mówi art. 226 kodeksu karnego. Jest jednak najważniejsza zasada: do znieważenia musi dojść "podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych". I tu często jest pies pogrzebany. Bo trzeba udowodnić to "podczas i w związku". - A nie "podczas lub w związku" - tłumaczy prokurator Beata Syk-Jankowska z Prokuratury Okręgowej w Lublinie. - I nie mówimy tutaj o znieważeniu w kontekście prywatnym, gdzie np. ktoś jest lekarzem i zostaje znieważony, ale nie jako lekarz, a jako osoba X czy Y - wyjaśnia pani prokurator.



Nauczyciele znieważani, ale niezwykle rzadko się procesują



W Lublinie w ubiegłym roku był przypadek nauczycielki, której nazwisko pojawiło się na murze, w bardzo niekorzystnym świetle. Tyle, że tu nie udało się wykazać "podczas i w związku" z wykonywaną funkcją. I sprawa została umorzona.

Z kolei Prokuratura Rejonowa Lublin Północ umorzyła sprawę o znieważenie dyrektorki jednego z liceów. - Pani dyrektor otrzymała anonim, z którego wynikało, że autor listu w sposób wulgarny kwestionuje jej działania. Kobieta odebrała treść listu jako znieważającą- mówi rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie, Beata Syk-Jankowska. Ale z powodu niewykrycia sprawcy sprawa została umorzona. Tak się dzieje w przypadku znieważeń zawartych w listach czy mailach. - Jeśli mamy trudność z ustaleniem autora listu czy ze znieważeniami w internecie, zdarza się, że takie sprawy kończą się umorzeniem wobec niewykrycia sprawców - przyznaje Syk-Jankowska.

Sami nauczyciele, zwłaszcza gimnazjów nie kryją, że zniewagi się zdarzają, najczęściej słowne. Ale mało kto idzie z tym do prokuratury. Czasami nauczyciele odpuszczają, bo wstydzą się, że mają problem z uczniem. Ale bywa też tak, że nie chcą tracić czasu na chodzenie po prokuraturach. - Prawo daje nam jako funkcjonariuszom publicznym pewną ochronę, ale to jest trudne do przejścia. Nie bardzo warto " bawić się" w takie rzeczy, ponieważ więcej jest ciągania po różnych instytucjach niż zysku - mówi Antoni Kamiński, dyrektor Gimnazjum nr 9 w Lublinie. Przyznaje, że zniewagi stały się pewnego rodzaju "ryzykiem zawodowym". Podkreśla, że agresja słowna zdarza się często, np. na ulicy, pod szkołą padają ordynarne słowa pod adresem nauczyciela. - Dla tych uczniów nie ma to znaczenia, czy mówią do nauczyciela czy do kolegi - mówi Kamiński.

Znieważenie lekarza musi odpracować społecznie

Sprawy o znieważenie lekarza też należą do rzadkości. W części prokuratur (np. Prokuratura Rejonowa w Lublinie) w ostatnim roku w ogóle nie było takich przypadków. Zdarzył się za to w Prokuraturze Rejonowej w Puławach, sprawa trafiła do sądu i już jest po wyroku.

Do puławskiego szpitala 1 stycznia ubiegłego roku zgłosił się mężczyzna. Trafił na szpitalny oddział ratunkowy. Mateusz Sz. znieważył pełniącą dyżur lekarkę, która była w tym czasie "funkcjonariuszem publicznym na służbie". - W obecności pozostałych członków personelu medycznego i pacjentów wypowiadał pod adresem lekarki słowa powszechnie uznane za wulgarne i obelżywe - mówi Syk-Jankowska. Podkreśla, że do znieważenia doszło "podczas i z związku" z wykonywaniem przez panią doktor obowiązków służbowych.

Mateusz Sz. został skazany na karę ograniczenia wolności. Przez pół roku ma pracować na cele społeczne, w wymiarze 30 godzin miesięcznie. - A więc taka osoba będzie musiała przez 6 miesięcy pracować nieodpłatnie w ramach wykonywania orzeczonej kary - wyjaśnia Syk-Jankowska.

Inaczej było w przypadku lekarza, którego sprawę prowadziła Prokuratura Rejonowa Lublin Południe. Też został znieważony przez pacjenta, ale prokuratura nie dopatrzyła się związku z wykonywaną pracą.



Dużo zniewag w czasie interwencji pomocy społecznej



Znieważani są też pracownicy socjalni, też jako funkcjonariusze publiczni. Prokuratura Rejonowa Lublin Południe wysłała ostatnio do sądu dwa akty oskarżenia w sprawie znieważenia pracowników lubelskiego MOPR. W pierwszym oskarżony ma aż 9 zarzutów, w drugim - inny mężczyzna odpowie za 3 czyny. Ale takich spraw też jest niewiele, bo wielu pracowników socjalnych odpuszcza.

Jadwiga Bielak, pracownik socjalny z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie niejednokrotnie miała do czynienia z agresywnymi podopiecznymi, do których musiała pójść. - Czasami niejako jest to wliczone w charakter naszej pracy. Bo ludzie potrzebujący pomocy są różni, a my jesteśmy po to, aby wysłuchać - mówi. Ale przyznaje, że w niektórych sytuacjach wzywa policję. - Nie tak dawno wzywałam patrol, ponieważ klient był bardzo agresywny, wulgarny, wręcz groził. A to była kwestia przeprowadzenia wywiadu środowiskowego. I wspólnie z policją byliśmy na tym wywiadzie - mówi Bielak.

Pani Jadwiga nie składała zawiadomienia o znieważeniu jej jako funkcjonariusza publicznego. - Ja już pracuję ponad 30 lat i nie zdarzyło się, żebym wystąpiła z takim oskarżeniem - dodaje. Jak mówi, zawód pracownika socjalnego jest bardzo specyficzny, trzeba umieć człowieka rozumieć, wysłuchać, porozmawiać. Nawet jeśli zachowuje się wulgarnie czy arogancko.



Zakupy dla domu dziecka karą za znieważenie



Sprawy o znieważenie, które ostatecznie kończą się w sądzie, to najczęściej znieważenia policjantów, w trakcie kontroli drogowej czy podczas interwencji w domu, w którym doszło do awantury. Policjanci nie mają skrupułów i zawiadamiają prokuraturę. Najczęściej mają na to świadków i sprawa jest dość prosta do udowodnienia. I prokuratura wysyła do sądu akt oskarżenia. W poszczególnych prokuraturach jest nawet po kilkanaście - kilkadziesiąt takich spraw rocznie.

Bywają też znieważenia strażników miejskich. W ubiegłym roku w Lublinie było kilka spraw, które skończyły się w prokuraturze. I tak np. dwie strażniczki miejskie, pełniąc służbę na rowerach, zauważyły grupę ludzi, którzy pili alkohol w miejscu niedozwolonym. - W trakcie interwencji jeden z mężczyzn zachowywał się wobec funkcjonariuszek arogancko, obrażał je słownie. Zostało złożone zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa - mówi Robert Gogola, rzecznik Straży Miejskiej w Lublinie. Ta sprawa z prokuratury już trafiła do sądu.

Za znieważenie strażniczki miejskiej i strażnika odpowie też mieszkaniec Lublina, który w nocy obrzucił ich wyzwiskami, nie do końca wiadomo z jakiego powodu. Sąd już uznał winę. - W wyniku mediacji ustalono, że mężczyzna w ramach kary kupi elementy placu zabaw dla jednego z lubelskich domów dziecka - informuje Gogola.

Od stycznia ochroną jako funkcjonariusze publiczni objęte są też pielęgniarki.



Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Polub nas na Facebooku