Nie warto się bawić w te rzeczy. Sprawy o znieważenie
25.01.2012
, aktualizacja: 25.01.2012 13:07
Policjanci, strażnicy miejscy, ale też lekarze, nauczyciele, pracownicy socjalni. A od stycznia także pielęgniarki. Wszyscy to funkcjonariusze publiczni, za znieważenie których można nawet trafić za kratki. Tyle, że spraw nauczycieli czy lekarzy jest... jak na lekarstwo. Dlaczego?
ZOBACZ TAKŻE
- Wyrzucili kobietę z 6. piętra. Cztery lata więzienia (25-01-12, 16:49)
Za znieważenie funkcjonariusza publicznego można dostać karę grzywny, ograniczenia wolności albo do roku więzienia. Tak mówi art. 226 kodeksu karnego. Jest jednak najważniejsza zasada: do znieważenia musi dojść "podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych". I tu często jest pies pogrzebany. Bo trzeba udowodnić to "podczas i w związku". - A nie "podczas lub w związku" - tłumaczy prokurator Beata Syk-Jankowska z Prokuratury Okręgowej w Lublinie. - I nie mówimy tutaj o znieważeniu w kontekście prywatnym, gdzie np. ktoś jest lekarzem i zostaje znieważony, ale nie jako lekarz, a jako osoba X czy Y - wyjaśnia pani prokurator.
Nauczyciele znieważani, ale niezwykle rzadko się procesują
W Lublinie w ubiegłym roku był przypadek nauczycielki, której nazwisko pojawiło się na murze, w bardzo niekorzystnym świetle. Tyle, że tu nie udało się wykazać "podczas i w związku" z wykonywaną funkcją. I sprawa została umorzona.
Z kolei Prokuratura Rejonowa Lublin Północ umorzyła sprawę o znieważenie dyrektorki jednego z liceów. - Pani dyrektor otrzymała anonim, z którego wynikało, że autor listu w sposób wulgarny kwestionuje jej działania. Kobieta odebrała treść listu jako znieważającą- mówi rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie, Beata Syk-Jankowska. Ale z powodu niewykrycia sprawcy sprawa została umorzona. Tak się dzieje w przypadku znieważeń zawartych w listach czy mailach. - Jeśli mamy trudność z ustaleniem autora listu czy ze znieważeniami w internecie, zdarza się, że takie sprawy kończą się umorzeniem wobec niewykrycia sprawców - przyznaje Syk-Jankowska.
Sami nauczyciele, zwłaszcza gimnazjów nie kryją, że zniewagi się zdarzają, najczęściej słowne. Ale mało kto idzie z tym do prokuratury. Czasami nauczyciele odpuszczają, bo wstydzą się, że mają problem z uczniem. Ale bywa też tak, że nie chcą tracić czasu na chodzenie po prokuraturach. - Prawo daje nam jako funkcjonariuszom publicznym pewną ochronę, ale to jest trudne do przejścia. Nie bardzo warto " bawić się" w takie rzeczy, ponieważ więcej jest ciągania po różnych instytucjach niż zysku - mówi Antoni Kamiński, dyrektor Gimnazjum nr 9 w Lublinie. Przyznaje, że zniewagi stały się pewnego rodzaju "ryzykiem zawodowym". Podkreśla, że agresja słowna zdarza się często, np. na ulicy, pod szkołą padają ordynarne słowa pod adresem nauczyciela. - Dla tych uczniów nie ma to znaczenia, czy mówią do nauczyciela czy do kolegi - mówi Kamiński.
Znieważenie lekarza musi odpracować społecznie
Sprawy o znieważenie lekarza też należą do rzadkości. W części prokuratur (np. Prokuratura Rejonowa w Lublinie) w ostatnim roku w ogóle nie było takich przypadków. Zdarzył się za to w Prokuraturze Rejonowej w Puławach, sprawa trafiła do sądu i już jest po wyroku.
Do puławskiego szpitala 1 stycznia ubiegłego roku zgłosił się mężczyzna. Trafił na szpitalny oddział ratunkowy. Mateusz Sz. znieważył pełniącą dyżur lekarkę, która była w tym czasie "funkcjonariuszem publicznym na służbie". - W obecności pozostałych członków personelu medycznego i pacjentów wypowiadał pod adresem lekarki słowa powszechnie uznane za wulgarne i obelżywe - mówi Syk-Jankowska. Podkreśla, że do znieważenia doszło "podczas i z związku" z wykonywaniem przez panią doktor obowiązków służbowych.
Mateusz Sz. został skazany na karę ograniczenia wolności. Przez pół roku ma pracować na cele społeczne, w wymiarze 30 godzin miesięcznie. - A więc taka osoba będzie musiała przez 6 miesięcy pracować nieodpłatnie w ramach wykonywania orzeczonej kary - wyjaśnia Syk-Jankowska.
Inaczej było w przypadku lekarza, którego sprawę prowadziła Prokuratura Rejonowa Lublin Południe. Też został znieważony przez pacjenta, ale prokuratura nie dopatrzyła się związku z wykonywaną pracą.
Dużo zniewag w czasie interwencji pomocy społecznej
Znieważani są też pracownicy socjalni, też jako funkcjonariusze publiczni. Prokuratura Rejonowa Lublin Południe wysłała ostatnio do sądu dwa akty oskarżenia w sprawie znieważenia pracowników lubelskiego MOPR. W pierwszym oskarżony ma aż 9 zarzutów, w drugim - inny mężczyzna odpowie za 3 czyny. Ale takich spraw też jest niewiele, bo wielu pracowników socjalnych odpuszcza.
Jadwiga Bielak, pracownik socjalny z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie niejednokrotnie miała do czynienia z agresywnymi podopiecznymi, do których musiała pójść. - Czasami niejako jest to wliczone w charakter naszej pracy. Bo ludzie potrzebujący pomocy są różni, a my jesteśmy po to, aby wysłuchać - mówi. Ale przyznaje, że w niektórych sytuacjach wzywa policję. - Nie tak dawno wzywałam patrol, ponieważ klient był bardzo agresywny, wulgarny, wręcz groził. A to była kwestia przeprowadzenia wywiadu środowiskowego. I wspólnie z policją byliśmy na tym wywiadzie - mówi Bielak.
Pani Jadwiga nie składała zawiadomienia o znieważeniu jej jako funkcjonariusza publicznego. - Ja już pracuję ponad 30 lat i nie zdarzyło się, żebym wystąpiła z takim oskarżeniem - dodaje. Jak mówi, zawód pracownika socjalnego jest bardzo specyficzny, trzeba umieć człowieka rozumieć, wysłuchać, porozmawiać. Nawet jeśli zachowuje się wulgarnie czy arogancko.
Zakupy dla domu dziecka karą za znieważenie
Sprawy o znieważenie, które ostatecznie kończą się w sądzie, to najczęściej znieważenia policjantów, w trakcie kontroli drogowej czy podczas interwencji w domu, w którym doszło do awantury. Policjanci nie mają skrupułów i zawiadamiają prokuraturę. Najczęściej mają na to świadków i sprawa jest dość prosta do udowodnienia. I prokuratura wysyła do sądu akt oskarżenia. W poszczególnych prokuraturach jest nawet po kilkanaście - kilkadziesiąt takich spraw rocznie.
Bywają też znieważenia strażników miejskich. W ubiegłym roku w Lublinie było kilka spraw, które skończyły się w prokuraturze. I tak np. dwie strażniczki miejskie, pełniąc służbę na rowerach, zauważyły grupę ludzi, którzy pili alkohol w miejscu niedozwolonym. - W trakcie interwencji jeden z mężczyzn zachowywał się wobec funkcjonariuszek arogancko, obrażał je słownie. Zostało złożone zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa - mówi Robert Gogola, rzecznik Straży Miejskiej w Lublinie. Ta sprawa z prokuratury już trafiła do sądu.
Za znieważenie strażniczki miejskiej i strażnika odpowie też mieszkaniec Lublina, który w nocy obrzucił ich wyzwiskami, nie do końca wiadomo z jakiego powodu. Sąd już uznał winę. - W wyniku mediacji ustalono, że mężczyzna w ramach kary kupi elementy placu zabaw dla jednego z lubelskich domów dziecka - informuje Gogola.
Od stycznia ochroną jako funkcjonariusze publiczni objęte są też pielęgniarki.
Nauczyciele znieważani, ale niezwykle rzadko się procesują
W Lublinie w ubiegłym roku był przypadek nauczycielki, której nazwisko pojawiło się na murze, w bardzo niekorzystnym świetle. Tyle, że tu nie udało się wykazać "podczas i w związku" z wykonywaną funkcją. I sprawa została umorzona.
Z kolei Prokuratura Rejonowa Lublin Północ umorzyła sprawę o znieważenie dyrektorki jednego z liceów. - Pani dyrektor otrzymała anonim, z którego wynikało, że autor listu w sposób wulgarny kwestionuje jej działania. Kobieta odebrała treść listu jako znieważającą- mówi rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie, Beata Syk-Jankowska. Ale z powodu niewykrycia sprawcy sprawa została umorzona. Tak się dzieje w przypadku znieważeń zawartych w listach czy mailach. - Jeśli mamy trudność z ustaleniem autora listu czy ze znieważeniami w internecie, zdarza się, że takie sprawy kończą się umorzeniem wobec niewykrycia sprawców - przyznaje Syk-Jankowska.
Sami nauczyciele, zwłaszcza gimnazjów nie kryją, że zniewagi się zdarzają, najczęściej słowne. Ale mało kto idzie z tym do prokuratury. Czasami nauczyciele odpuszczają, bo wstydzą się, że mają problem z uczniem. Ale bywa też tak, że nie chcą tracić czasu na chodzenie po prokuraturach. - Prawo daje nam jako funkcjonariuszom publicznym pewną ochronę, ale to jest trudne do przejścia. Nie bardzo warto " bawić się" w takie rzeczy, ponieważ więcej jest ciągania po różnych instytucjach niż zysku - mówi Antoni Kamiński, dyrektor Gimnazjum nr 9 w Lublinie. Przyznaje, że zniewagi stały się pewnego rodzaju "ryzykiem zawodowym". Podkreśla, że agresja słowna zdarza się często, np. na ulicy, pod szkołą padają ordynarne słowa pod adresem nauczyciela. - Dla tych uczniów nie ma to znaczenia, czy mówią do nauczyciela czy do kolegi - mówi Kamiński.
Znieważenie lekarza musi odpracować społecznie
Sprawy o znieważenie lekarza też należą do rzadkości. W części prokuratur (np. Prokuratura Rejonowa w Lublinie) w ostatnim roku w ogóle nie było takich przypadków. Zdarzył się za to w Prokuraturze Rejonowej w Puławach, sprawa trafiła do sądu i już jest po wyroku.
Do puławskiego szpitala 1 stycznia ubiegłego roku zgłosił się mężczyzna. Trafił na szpitalny oddział ratunkowy. Mateusz Sz. znieważył pełniącą dyżur lekarkę, która była w tym czasie "funkcjonariuszem publicznym na służbie". - W obecności pozostałych członków personelu medycznego i pacjentów wypowiadał pod adresem lekarki słowa powszechnie uznane za wulgarne i obelżywe - mówi Syk-Jankowska. Podkreśla, że do znieważenia doszło "podczas i z związku" z wykonywaniem przez panią doktor obowiązków służbowych.
Mateusz Sz. został skazany na karę ograniczenia wolności. Przez pół roku ma pracować na cele społeczne, w wymiarze 30 godzin miesięcznie. - A więc taka osoba będzie musiała przez 6 miesięcy pracować nieodpłatnie w ramach wykonywania orzeczonej kary - wyjaśnia Syk-Jankowska.
Inaczej było w przypadku lekarza, którego sprawę prowadziła Prokuratura Rejonowa Lublin Południe. Też został znieważony przez pacjenta, ale prokuratura nie dopatrzyła się związku z wykonywaną pracą.
Dużo zniewag w czasie interwencji pomocy społecznej
Znieważani są też pracownicy socjalni, też jako funkcjonariusze publiczni. Prokuratura Rejonowa Lublin Południe wysłała ostatnio do sądu dwa akty oskarżenia w sprawie znieważenia pracowników lubelskiego MOPR. W pierwszym oskarżony ma aż 9 zarzutów, w drugim - inny mężczyzna odpowie za 3 czyny. Ale takich spraw też jest niewiele, bo wielu pracowników socjalnych odpuszcza.
Jadwiga Bielak, pracownik socjalny z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie niejednokrotnie miała do czynienia z agresywnymi podopiecznymi, do których musiała pójść. - Czasami niejako jest to wliczone w charakter naszej pracy. Bo ludzie potrzebujący pomocy są różni, a my jesteśmy po to, aby wysłuchać - mówi. Ale przyznaje, że w niektórych sytuacjach wzywa policję. - Nie tak dawno wzywałam patrol, ponieważ klient był bardzo agresywny, wulgarny, wręcz groził. A to była kwestia przeprowadzenia wywiadu środowiskowego. I wspólnie z policją byliśmy na tym wywiadzie - mówi Bielak.
Pani Jadwiga nie składała zawiadomienia o znieważeniu jej jako funkcjonariusza publicznego. - Ja już pracuję ponad 30 lat i nie zdarzyło się, żebym wystąpiła z takim oskarżeniem - dodaje. Jak mówi, zawód pracownika socjalnego jest bardzo specyficzny, trzeba umieć człowieka rozumieć, wysłuchać, porozmawiać. Nawet jeśli zachowuje się wulgarnie czy arogancko.
Zakupy dla domu dziecka karą za znieważenie
Sprawy o znieważenie, które ostatecznie kończą się w sądzie, to najczęściej znieważenia policjantów, w trakcie kontroli drogowej czy podczas interwencji w domu, w którym doszło do awantury. Policjanci nie mają skrupułów i zawiadamiają prokuraturę. Najczęściej mają na to świadków i sprawa jest dość prosta do udowodnienia. I prokuratura wysyła do sądu akt oskarżenia. W poszczególnych prokuraturach jest nawet po kilkanaście - kilkadziesiąt takich spraw rocznie.
Bywają też znieważenia strażników miejskich. W ubiegłym roku w Lublinie było kilka spraw, które skończyły się w prokuraturze. I tak np. dwie strażniczki miejskie, pełniąc służbę na rowerach, zauważyły grupę ludzi, którzy pili alkohol w miejscu niedozwolonym. - W trakcie interwencji jeden z mężczyzn zachowywał się wobec funkcjonariuszek arogancko, obrażał je słownie. Zostało złożone zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa - mówi Robert Gogola, rzecznik Straży Miejskiej w Lublinie. Ta sprawa z prokuratury już trafiła do sądu.
Za znieważenie strażniczki miejskiej i strażnika odpowie też mieszkaniec Lublina, który w nocy obrzucił ich wyzwiskami, nie do końca wiadomo z jakiego powodu. Sąd już uznał winę. - W wyniku mediacji ustalono, że mężczyzna w ramach kary kupi elementy placu zabaw dla jednego z lubelskich domów dziecka - informuje Gogola.
Od stycznia ochroną jako funkcjonariusze publiczni objęte są też pielęgniarki.
Najnowsze wiadomości
-
Galerie w całym kraju ostro protestują. Będą zamknięte
-
PKS brnie w Podzamcze. Tu chodzi o wielkie pieniądze?
-
Festiwal "Sąsiedzi": Lublin zmieni się w wielki teatr
-
Takie autobusy z Lublina będą wozić kibiców na Euro
-
Zakładał SLD, był baronem. Czy przejdzie do Palikota?
-
Promocja książki o o. Ludwiku Wiśniewskim "Duszpasterz"
-
Udusiła własną ciocię dla pieniędzy. 13 lat więzienia
-
Niemiec nie kupi musztardy z plastikowym wieczkiem
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni ...
- Wisła magnesem na turystów? Ogromne ...
- Mega rachunki z Orange za telefony widmo. ...
- Jak pić to na salonie miasta. Na deptaku, ...
- Sukces policji? Poczekali, aż wyjdą, po ...
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...
- Miody z Lublina podbijają świat! 80-lecie ...



