Chcą odwołać szefa sanepidu, bo lubi rozgłos w mediach
14.12.2011
, aktualizacja: 14.12.2011 23:33
Paweł Policzkiewicz, dyrektor Sanepidu w Lublinie może stracić stanowisko. Jego przełożony zarzuca mu, że stawia na medialny poklask, a nie przestrzega przepisów. - Szuka się na mnie haków. Mam dowody na nieprawidłowości - mówi Policzkiewicz
ZOBACZ TAKŻE
- Szef sanepidu odwołany. "Nie wchodziłem w układziki" (01-02-12, 11:07)
- Szef sanepidu prowadził pijany jak bela. Wciąż szefuje (16-12-11, 08:00)
- Kiedy byłeś u lekarza? Sprawdź, czy nie masz żółtaczki (08-12-11, 09:00)
- Sanepid czyści i zamyka Lublin. Dwie restauracje! (28-04-11, 18:11)
- Kiełbasa i chleb na świątecznym kiermaszu. A tu sanepid (20-04-11, 15:56)
- Sanepid zamknął piekarnię w Plazie (11-05-09, 22:17)
SONDAŻ
Pod koniec listopada do ratusza trafił wniosek wojewódzkiego inspektora sanitarnego o odwołanie Pawła Policzkiewicza, szefa powiatowego sanepidu w Lublinie. U prezydenta złożył go Janusz Słodziński, przełożony Policzkiewicza. Tłumaczył wniosek "utratą zaufania" do podwładnego. Dla prezydenta uzasadnienie było zbyt lakoniczne. Poprosił o szczegóły. W poniedziałek dostał je na biurko.
Czym Policzkiewicz podpadł dyrektorowi wojewódzkiemu? Na przykład zbytnim nagłaśnianiem w mediach efektów pracy kontrolerów sanepidu: nałożonych grzywnach czy zamkniętych zakładach. "Nierealizowanie planów kontroli, tylko podejmowanie działań akcyjnych mających na celu nagłośnienie interwencji" - czytamy we wniosku, do którego dotarła "Gazeta".
Policzkiewicz: - Media nam przecież pomagają. Jeśli właściciel restauracji przeczyta o sobie w gazecie, to potem pilnuje jakości w lokalu. Oczywiście, że realizujemy plany kontroli, ale też reagujemy na potrzeby. Okazało się, że wokół Lublina mamy mnóstwo niezarejestrowanych domów weselnych. Czy mieliśmy ich nie sprawdzać, bo nie było ich w planie kontroli?
Dyrektor odrzuca też inne zarzuty Słodzińskiego: * jakoby na inspekcję wysyłani byli pracownicy "bez przygotowania merytorycznego", * sanepid nie sprawdzał na bieżąco jakości wody w powiecie, czy też * nie podjął interwencji w mieszkaniu kobiety, która gromadziła w domu sterty śmieci.
- Jeśli jest tak źle, to dlaczego pan Słodziński przyznał mi 10 tysięcy złotych nagrody rocznej? Dlaczego sanepid z Lublina na odprawach jest stawiany za wzór innym powiatom? Dlaczego zaufania pana Słodzińskiego nie stracił inspektor z Parczewa przyłapany na jeździe po alkoholu? - pyta Policzkiewicz.
Dyrektor Słodziński miał wczoraj wyłączoną komórkę. Nie udało nam się z nim porozmawiać. - Jest w delegacji. Będzie w poniedziałek - ucięła jego sekretarka.
Policzkiewicz jest tymczasem przekonany, że za jego dymisją stoi nie Słodziński, a Główny Inspektor Sanitarny.
- Oczywiście, że były skargi na to, że zamykałem restauracje czy gabinety lekarskie. Uważam jednak, że chodzi o coś innego. Naruszyłem układy towarzysko-biznesowe. Sanepid za moich czasów zajął się rynkiem suplementów diety, które nigdy nie powinny trafić do sprzedaży, a dziwnym trafem można je legalnie kupić. Podobnie jak barwników do żywności. Również dopuszczonych do użytku, a szkodliwych. Jestem gotowy przedstawić dowody na nieprawidłowości w Głównym Inspektoracie Sanitarnym - zapewnia Paweł Policzkiewicz.
Jan Bondar, rzecznik prasowy GIS komentuje krótko: - Szkalowanie urzędnika jest przestępstwem.
Czym Policzkiewicz podpadł dyrektorowi wojewódzkiemu? Na przykład zbytnim nagłaśnianiem w mediach efektów pracy kontrolerów sanepidu: nałożonych grzywnach czy zamkniętych zakładach. "Nierealizowanie planów kontroli, tylko podejmowanie działań akcyjnych mających na celu nagłośnienie interwencji" - czytamy we wniosku, do którego dotarła "Gazeta".
Policzkiewicz: - Media nam przecież pomagają. Jeśli właściciel restauracji przeczyta o sobie w gazecie, to potem pilnuje jakości w lokalu. Oczywiście, że realizujemy plany kontroli, ale też reagujemy na potrzeby. Okazało się, że wokół Lublina mamy mnóstwo niezarejestrowanych domów weselnych. Czy mieliśmy ich nie sprawdzać, bo nie było ich w planie kontroli?
Dyrektor odrzuca też inne zarzuty Słodzińskiego: * jakoby na inspekcję wysyłani byli pracownicy "bez przygotowania merytorycznego", * sanepid nie sprawdzał na bieżąco jakości wody w powiecie, czy też * nie podjął interwencji w mieszkaniu kobiety, która gromadziła w domu sterty śmieci.
- Jeśli jest tak źle, to dlaczego pan Słodziński przyznał mi 10 tysięcy złotych nagrody rocznej? Dlaczego sanepid z Lublina na odprawach jest stawiany za wzór innym powiatom? Dlaczego zaufania pana Słodzińskiego nie stracił inspektor z Parczewa przyłapany na jeździe po alkoholu? - pyta Policzkiewicz.
Dyrektor Słodziński miał wczoraj wyłączoną komórkę. Nie udało nam się z nim porozmawiać. - Jest w delegacji. Będzie w poniedziałek - ucięła jego sekretarka.
Policzkiewicz jest tymczasem przekonany, że za jego dymisją stoi nie Słodziński, a Główny Inspektor Sanitarny.
- Oczywiście, że były skargi na to, że zamykałem restauracje czy gabinety lekarskie. Uważam jednak, że chodzi o coś innego. Naruszyłem układy towarzysko-biznesowe. Sanepid za moich czasów zajął się rynkiem suplementów diety, które nigdy nie powinny trafić do sprzedaży, a dziwnym trafem można je legalnie kupić. Podobnie jak barwników do żywności. Również dopuszczonych do użytku, a szkodliwych. Jestem gotowy przedstawić dowody na nieprawidłowości w Głównym Inspektoracie Sanitarnym - zapewnia Paweł Policzkiewicz.
Jan Bondar, rzecznik prasowy GIS komentuje krótko: - Szkalowanie urzędnika jest przestępstwem.
Najnowsze wiadomości
- 25 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Chcą odwołać szefa sanepidu, bo lubi rozgłos w ...
bling.bling
14.12.11, 20:19
Czyli nie byłem osamotniony we wrażeniu że pan Policzkiewicz jednak wykorzystuje swoje stanowisko do działalności politycznej.Wcześniej samodzielnie wygrał wojnę z dopalaczmi czego nie »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...
- Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni ...
- Wisła magnesem na turystów? Ogromne ...
- Mega rachunki z Orange za telefony widmo. ...
- Jak pić to na salonie miasta. Na deptaku, ...
- Sukces policji? Poczekali, aż wyjdą, po ...
- UMCS. Rektor-elekt o karaniu za picie ...



