Prąd z kiszonki kukurydzy. Tak działa bioelektrownia

Sławomir Skomra
03.10.2011 , aktualizacja: 03.10.2011 15:15
A A A Drukuj
Bioelektrownia w Uhninie k. Parczewa Bioelektrownia w Uhninie k. Parczewa
Zarobią rolnicy, bo sprzedadzą surowiec do produkcji prądu. Zarobi też firma, która tą energię wyprodukuje i sprzeda. W Uhninie uruchomiono pierwszą biolektrownię
Bioelektrownia w Uhninie k. Parczewa
Bioelektrownia w Uhninie k. Parczewa
Był 2009 rok. Na świecie szalał kryzys ekonomiczny, który nie oszczędził Lubelszczyzny. Doświadczyliśmy masowych zwolnień - choćby w Kraśnickiej Fabryce Łożysk Tocznych. Zwalniały też mniejsze firmy a kolejne, żeby się tego ustrzec, ograniczały produkcję.

Wówczas "Gazeta" zapytała wojewodów, jak chcą walczyć z kryzysem na własnym podwórku. Genowefa Tokarska, wojewoda lubelski zapewniała, że chce wprowadzić w życie rządowy plan pomocy, który zakładał m.in. zmiany w kodeksie pracy i ograniczenie biurokracji. Wszystko po to, by stymulować rozwój przedsiębiorstw.

- Nie zrobimy nic za przedsiębiorcę - przestrzegała wojewoda Tokarska. I tłumaczyła: - Niech każdy stworzy indywidualny plan na kryzys. Szykujemy bogaty wachlarz propozycji. Np. będziemy wspierać wykorzystanie energii ze źródeł odnawialnych. Tak jak było hasło: "Orlik w każdej gminie", będziemy robić "Biogazownie w każdej gminie". To będzie program ogólnopolski.

Od tego czasu minęło dwa lata. Jednak wysypu biogazowni na mapie Lubelszczyzny nie widać.

Pierwszą otwarto dopiero w ubiegłym tygodniu. Formalnie instalacja, która stanęła w Uhninie w powiecie parczewskim jest bioelektorownią, bo jej finalnym produktem jest prąd. Jednak zasady działania biogazowni i bioelektrowni są takie same.

Na uruchomienie inwestycji w Uhninie warszawska firma Bioelektrownia wydała 18 mln zł z czego 10 mln zł pochodziło z Unii Europejskiej.

Hubert Potrzebowski, z ośrodka badawczo- rozwojowego Bioelektrownii uważa, że właśnie takie, ekologiczne instalacje są przyszłością polskiej energetyki. - Zgodnie w wymogami unijnymi musimy ograniczyć emisję dwutlenku węgla. Konieczne jest więc wykorzystanie odnawialnych źródeł energii - mówił w ubiegłym tygodniu podczas oficjalnego uruchomienia instalacji. Dodał, że można to zrealizować wieloma drogami, ale rolniczy charakter województwa podsuwa jedną oczywistą: - W naszych warunkach nie możemy produkować wystarczająco wiele energii z wiatru, wody czy słońca. Biolektrownie są naszą jedyną szansą.

Cały proces produkcji na pierwszy rzut oka wydaje się prosty. Rolnicy dostarczają do bioelektorownii materiał - to kiszonka z kukurydzy, z żyta, z traw, wywary gorzelniane czy tzw. wycierka ziemniaczana. To wszystko już na miejscu poddawane jest procesowi beztlenowej fermentacji. W wyniku czego otrzymuje się biogaz, który spalany jest w specjalnie do tego przygotowanych kontenerach. W efekcie bioelektrownia jest w stanie wyprodukować prąd. Po całym procesie zostają tylko nieszkodliwe odpady - ekologiczny nawóz i węgiel drzewny.

Instalacja w Uhninie ma moc 1,27 MW. Rocznie bioelektrownia będzie produkować około 10 000 MWh rocznie. To taka ilość prądu, którą potrafi zużyć prawie 19 tysięcy osób (tylu mieszkańców ma łącznie gmina i miasto Parczew).

Bioelektrownia w Uhninie już działa i produkuje prąd, jednak pełną moc swoich możliwości ma osiągnąć pod koniec roku.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Polub nas na Facebooku