Prąd z kiszonki kukurydzy. Tak działa bioelektrownia
03.10.2011
, aktualizacja: 03.10.2011 15:15
Zarobią rolnicy, bo sprzedadzą surowiec do produkcji prądu. Zarobi też firma, która tą energię wyprodukuje i sprzeda. W Uhninie uruchomiono pierwszą biolektrownię
ZOBACZ TAKŻE
- "Dziennik Gazeta Prawna": Inwestorzy idą w pole (06-10-11, 07:36)
- Żyrafiarnia, wąskotorówka... Miasta walczą o turystów (05-10-11, 07:00)
- Zobacz na co płaci UE. Komunikatory, dogoteriapia... (02-10-11, 07:00)
- PKS. Mniej pasażerów. 2008 r - 8,3 mln, 2010 r - 7 mln (28-09-11, 07:00)
- Lubelszczyzna za dziesięć lat. Rolnictwo, czy przemysł (27-09-11, 07:00)
Był 2009 rok. Na świecie szalał kryzys ekonomiczny, który nie oszczędził Lubelszczyzny. Doświadczyliśmy masowych zwolnień - choćby w Kraśnickiej Fabryce Łożysk Tocznych. Zwalniały też mniejsze firmy a kolejne, żeby się tego ustrzec, ograniczały produkcję.
Wówczas "Gazeta" zapytała wojewodów, jak chcą walczyć z kryzysem na własnym podwórku. Genowefa Tokarska, wojewoda lubelski zapewniała, że chce wprowadzić w życie rządowy plan pomocy, który zakładał m.in. zmiany w kodeksie pracy i ograniczenie biurokracji. Wszystko po to, by stymulować rozwój przedsiębiorstw.
- Nie zrobimy nic za przedsiębiorcę - przestrzegała wojewoda Tokarska. I tłumaczyła: - Niech każdy stworzy indywidualny plan na kryzys. Szykujemy bogaty wachlarz propozycji. Np. będziemy wspierać wykorzystanie energii ze źródeł odnawialnych. Tak jak było hasło: "Orlik w każdej gminie", będziemy robić "Biogazownie w każdej gminie". To będzie program ogólnopolski.
Od tego czasu minęło dwa lata. Jednak wysypu biogazowni na mapie Lubelszczyzny nie widać.
Pierwszą otwarto dopiero w ubiegłym tygodniu. Formalnie instalacja, która stanęła w Uhninie w powiecie parczewskim jest bioelektorownią, bo jej finalnym produktem jest prąd. Jednak zasady działania biogazowni i bioelektrowni są takie same.
Na uruchomienie inwestycji w Uhninie warszawska firma Bioelektrownia wydała 18 mln zł z czego 10 mln zł pochodziło z Unii Europejskiej.
Hubert Potrzebowski, z ośrodka badawczo- rozwojowego Bioelektrownii uważa, że właśnie takie, ekologiczne instalacje są przyszłością polskiej energetyki. - Zgodnie w wymogami unijnymi musimy ograniczyć emisję dwutlenku węgla. Konieczne jest więc wykorzystanie odnawialnych źródeł energii - mówił w ubiegłym tygodniu podczas oficjalnego uruchomienia instalacji. Dodał, że można to zrealizować wieloma drogami, ale rolniczy charakter województwa podsuwa jedną oczywistą: - W naszych warunkach nie możemy produkować wystarczająco wiele energii z wiatru, wody czy słońca. Biolektrownie są naszą jedyną szansą.
Cały proces produkcji na pierwszy rzut oka wydaje się prosty. Rolnicy dostarczają do bioelektorownii materiał - to kiszonka z kukurydzy, z żyta, z traw, wywary gorzelniane czy tzw. wycierka ziemniaczana. To wszystko już na miejscu poddawane jest procesowi beztlenowej fermentacji. W wyniku czego otrzymuje się biogaz, który spalany jest w specjalnie do tego przygotowanych kontenerach. W efekcie bioelektrownia jest w stanie wyprodukować prąd. Po całym procesie zostają tylko nieszkodliwe odpady - ekologiczny nawóz i węgiel drzewny.
Instalacja w Uhninie ma moc 1,27 MW. Rocznie bioelektrownia będzie produkować około 10 000 MWh rocznie. To taka ilość prądu, którą potrafi zużyć prawie 19 tysięcy osób (tylu mieszkańców ma łącznie gmina i miasto Parczew).
Bioelektrownia w Uhninie już działa i produkuje prąd, jednak pełną moc swoich możliwości ma osiągnąć pod koniec roku.
Wówczas "Gazeta" zapytała wojewodów, jak chcą walczyć z kryzysem na własnym podwórku. Genowefa Tokarska, wojewoda lubelski zapewniała, że chce wprowadzić w życie rządowy plan pomocy, który zakładał m.in. zmiany w kodeksie pracy i ograniczenie biurokracji. Wszystko po to, by stymulować rozwój przedsiębiorstw.
- Nie zrobimy nic za przedsiębiorcę - przestrzegała wojewoda Tokarska. I tłumaczyła: - Niech każdy stworzy indywidualny plan na kryzys. Szykujemy bogaty wachlarz propozycji. Np. będziemy wspierać wykorzystanie energii ze źródeł odnawialnych. Tak jak było hasło: "Orlik w każdej gminie", będziemy robić "Biogazownie w każdej gminie". To będzie program ogólnopolski.
Od tego czasu minęło dwa lata. Jednak wysypu biogazowni na mapie Lubelszczyzny nie widać.
Pierwszą otwarto dopiero w ubiegłym tygodniu. Formalnie instalacja, która stanęła w Uhninie w powiecie parczewskim jest bioelektorownią, bo jej finalnym produktem jest prąd. Jednak zasady działania biogazowni i bioelektrowni są takie same.
Na uruchomienie inwestycji w Uhninie warszawska firma Bioelektrownia wydała 18 mln zł z czego 10 mln zł pochodziło z Unii Europejskiej.
Hubert Potrzebowski, z ośrodka badawczo- rozwojowego Bioelektrownii uważa, że właśnie takie, ekologiczne instalacje są przyszłością polskiej energetyki. - Zgodnie w wymogami unijnymi musimy ograniczyć emisję dwutlenku węgla. Konieczne jest więc wykorzystanie odnawialnych źródeł energii - mówił w ubiegłym tygodniu podczas oficjalnego uruchomienia instalacji. Dodał, że można to zrealizować wieloma drogami, ale rolniczy charakter województwa podsuwa jedną oczywistą: - W naszych warunkach nie możemy produkować wystarczająco wiele energii z wiatru, wody czy słońca. Biolektrownie są naszą jedyną szansą.
Cały proces produkcji na pierwszy rzut oka wydaje się prosty. Rolnicy dostarczają do bioelektorownii materiał - to kiszonka z kukurydzy, z żyta, z traw, wywary gorzelniane czy tzw. wycierka ziemniaczana. To wszystko już na miejscu poddawane jest procesowi beztlenowej fermentacji. W wyniku czego otrzymuje się biogaz, który spalany jest w specjalnie do tego przygotowanych kontenerach. W efekcie bioelektrownia jest w stanie wyprodukować prąd. Po całym procesie zostają tylko nieszkodliwe odpady - ekologiczny nawóz i węgiel drzewny.
Instalacja w Uhninie ma moc 1,27 MW. Rocznie bioelektrownia będzie produkować około 10 000 MWh rocznie. To taka ilość prądu, którą potrafi zużyć prawie 19 tysięcy osób (tylu mieszkańców ma łącznie gmina i miasto Parczew).
Bioelektrownia w Uhninie już działa i produkuje prąd, jednak pełną moc swoich możliwości ma osiągnąć pod koniec roku.
Najnowsze wiadomości
- 15 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Prąd z kiszonki kukurydzy. Tak działa bioelektr...
big-ot
03.10.11, 19:50
Ciekawe czy i o problemach z biogazową w zimie będą pisać . PSL-owscy działacze energię odnawialną nie wiedzą pierwotną czy wtórną produkuje ta "bio-elektrownia" ale najważniejsze że są z »
-
Prąd z kiszonki kukurydzy. Tak działa bioelektr...
first_live
04.10.11, 10:39
Niemcy mają u siebie już około 6 tyś. biogazowni, a warunki glebowe i klimatyczne mają podobne. U nas już na wstępie mówi się "to się nie uda", albo straszy się mieszańców, jakim strasznym »
-
Re: Prąd z kiszonki kukurydzy. Tak działa bioelek
sothink
04.10.11, 16:52
można by przerobić część niezabytkowych kościołów na kontenery, a ksiądz mógłby pilnować kiszonki»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...
- Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni ...
- Wisła magnesem na turystów? Ogromne ...
- Mega rachunki z Orange za telefony widmo. ...
- Jak pić to na salonie miasta. Na deptaku, ...
- Sukces policji? Poczekali, aż wyjdą, po ...
- UMCS. Rektor-elekt o karaniu za picie ...





