Andrzej Mathiasz: Skuśmy Europę lubelską Nocą Kultury
2011-05-10
, aktualizacja: 10.05.2011 17:21
- Lublin ma dobrą opinię. Miasta, w którym dużo się dzieje, a jednocześnie widać starania o tytuł ESK - mówi Andrzej Mathiasz, animator kultury, twórca promującego niezależne kino Kinoteatru Projekt.
ZOBACZ TAKŻE
- Czy eksperci ESK zachwycą się dzisiaj Lublinem? (13-06-11, 07:00)
- Międzynarodowa Noc Kultury. Goście nawet z Burkina Faso (06-05-11, 16:00)
- Noc Kultury. Relacja lublin.gazeta.pl NA ŻYWO (05-06-10, 19:30)
- Noc Kultury 2009. Relacja lublin.gazeta.pl (07-06-09, 01:51)
Małgorzata Szlachetka: W Kinoteatrze Projekt pokazuje pan lublinianom, czym jest kino niezależne. Czym możemy się w tym kontekście pochwalić?
- Przez trzy lata, wspólnie z miastem, robiliśmy konkursy filmowe - "Lubelskie Historie" i "Lublin is coming". Dla młodych ludzi to był świetny impuls do działania, ale oczywiście wiele jest jeszcze do zrobienia. Na przykład na Lubelską Galę Filmu Niezaleźnego "Złote Mrówkojady" dostawaliśmy filmy z całego świata. Zaskoczyła nas na przykład pokaźna reprezentacja z Indii.
Czy Lublin w 2016 roku powinien zostać Europejską Stolicą Kultury?
Andrzej Mathiasz: - Jak wszystkie miasta, które znalazły się na krótkiej liście. Kiedy rozmawiam z ludźmi spoza Lublina, na przykład w Krakowie, to słyszę, że mamy szansę na tytuł ESK. Istotne jest, że Lublin ma dobrą opinię. Miasta, w którym dużo się dzieje, a jednocześnie widać starania o ESK.
Urodził się pan w Krakowie, ale przyjechał do Lublina. Dlaczego wybrał pan to miasto?
- Kiedy podejmowałem decyzję, Lublin obok Poznania, był w Polsce najpotężniejszym ośrodkiem teatralnym. A ja wtedy byłem w teatrze Provisorium. Byłem szczęśliwy, że znalazłem się w tym oku cyklonu.
13 czerwca w Lublinie będą eksperci ESK. Pana zdaniem, co powinni zobaczyć?
- Najlepiej byłoby, żeby przyjechali na Noc Kultury, która w tym roku jest z 5 na 6 czerwca. To jest wydarzenie, które przynajmniej w Polsce nie ma swojego odpowiednika, wyjątkowe zjawisko. Najlepiej byłoby, gdyby zobaczyli pierwszą Noc Kultury, wtedy to było pospolite ruszenia artystów. Każdy pokazał to, nad czym w danym momencie pracował i co mu w duszy grało. Teraz wszystko jest bardziej podporządkowane programowi, w tym roku aplikacji do ESK. W związku z tym, może już przyszedł czas, żeby zrobić obok głównego nurtu wydarzeń offową Noc Kultury?
Można zwracać uwagę na wiele rzeczy. Na poprzedniej Nocy Kultury mogliśmy na przykład zobaczyć Mapping fasady Trybunału Koronnego, czyli wizualizację autorstwa Aleksandra Janasa. Właśnie pokazał swoją prezentację na konferencji w Krakowie, wzbudziła olbrzymie zainteresowanie profesorów.
A co kierowany przez pana Kinoteatr Projekt pokaże w czasie tegorocznej Nocy Kultury?
- Będziemy robić projekcje w dwóch miejscach - krótkie filmy wyświetlimy na ul. Zielonej, a dłuższe filmy przy teatrze im. Andersena na Starym Mieście, gdzie ze skweru jest taki piękny widok na panoramę miasta.
A jeśli już mówimy o pięknych widokach, pana ulubione miejsce w Lublinie?
- Zdecydowanie deptak, bo tam dokonała się największa w ostatnich latach metamorfoza w mieście. Jeszcze pamiętam ulicę i rondo pod Bramą Krakowską, zastąpienie ich deptakiem zmieniło oblicze tego miasta. Teraz powstałą przestrzeń publiczną trzeba chronić, żeby kawiarni i restauracji nie wypierały banki i biura. Jest to tym ważniejsze, że Lublin nie ma klasycznego rynku, tak jak na przykład Kraków. Ja nawet jeśli po 5 latach wrócę do Krakowa, to wystarczy, że przejdę się po rynku i spotykam wszystkich znajomych. Deptak w Lublinie tylko częściową spełnia taką rolę.
- Przez trzy lata, wspólnie z miastem, robiliśmy konkursy filmowe - "Lubelskie Historie" i "Lublin is coming". Dla młodych ludzi to był świetny impuls do działania, ale oczywiście wiele jest jeszcze do zrobienia. Na przykład na Lubelską Galę Filmu Niezaleźnego "Złote Mrówkojady" dostawaliśmy filmy z całego świata. Zaskoczyła nas na przykład pokaźna reprezentacja z Indii.
Czy Lublin w 2016 roku powinien zostać Europejską Stolicą Kultury?
Andrzej Mathiasz: - Jak wszystkie miasta, które znalazły się na krótkiej liście. Kiedy rozmawiam z ludźmi spoza Lublina, na przykład w Krakowie, to słyszę, że mamy szansę na tytuł ESK. Istotne jest, że Lublin ma dobrą opinię. Miasta, w którym dużo się dzieje, a jednocześnie widać starania o ESK.
Urodził się pan w Krakowie, ale przyjechał do Lublina. Dlaczego wybrał pan to miasto?
- Kiedy podejmowałem decyzję, Lublin obok Poznania, był w Polsce najpotężniejszym ośrodkiem teatralnym. A ja wtedy byłem w teatrze Provisorium. Byłem szczęśliwy, że znalazłem się w tym oku cyklonu.
13 czerwca w Lublinie będą eksperci ESK. Pana zdaniem, co powinni zobaczyć?
- Najlepiej byłoby, żeby przyjechali na Noc Kultury, która w tym roku jest z 5 na 6 czerwca. To jest wydarzenie, które przynajmniej w Polsce nie ma swojego odpowiednika, wyjątkowe zjawisko. Najlepiej byłoby, gdyby zobaczyli pierwszą Noc Kultury, wtedy to było pospolite ruszenia artystów. Każdy pokazał to, nad czym w danym momencie pracował i co mu w duszy grało. Teraz wszystko jest bardziej podporządkowane programowi, w tym roku aplikacji do ESK. W związku z tym, może już przyszedł czas, żeby zrobić obok głównego nurtu wydarzeń offową Noc Kultury?
Można zwracać uwagę na wiele rzeczy. Na poprzedniej Nocy Kultury mogliśmy na przykład zobaczyć Mapping fasady Trybunału Koronnego, czyli wizualizację autorstwa Aleksandra Janasa. Właśnie pokazał swoją prezentację na konferencji w Krakowie, wzbudziła olbrzymie zainteresowanie profesorów.
A co kierowany przez pana Kinoteatr Projekt pokaże w czasie tegorocznej Nocy Kultury?
- Będziemy robić projekcje w dwóch miejscach - krótkie filmy wyświetlimy na ul. Zielonej, a dłuższe filmy przy teatrze im. Andersena na Starym Mieście, gdzie ze skweru jest taki piękny widok na panoramę miasta.
A jeśli już mówimy o pięknych widokach, pana ulubione miejsce w Lublinie?
- Zdecydowanie deptak, bo tam dokonała się największa w ostatnich latach metamorfoza w mieście. Jeszcze pamiętam ulicę i rondo pod Bramą Krakowską, zastąpienie ich deptakiem zmieniło oblicze tego miasta. Teraz powstałą przestrzeń publiczną trzeba chronić, żeby kawiarni i restauracji nie wypierały banki i biura. Jest to tym ważniejsze, że Lublin nie ma klasycznego rynku, tak jak na przykład Kraków. Ja nawet jeśli po 5 latach wrócę do Krakowa, to wystarczy, że przejdę się po rynku i spotykam wszystkich znajomych. Deptak w Lublinie tylko częściową spełnia taką rolę.
Najnowsze wiadomości
-
Wyprzedzał na zakręcie, wpadł na drzewo. Trzech rannych
-
Radni PO: "Jesteśmy nieznani, bo nas nie zapraszają"
-
Poranek na ulicach Lublina. Jeździ się coraz gorzej
-
Pogoda na środę. Będzie bardzo ciepło i słonecznie
-
Pułkownik, kryminaliści, matka i porwanie JAK TO BYŁO
-
Z Europarlamentu: Jakoś to będzie, ale czy o to chodzi?
-
Ratusz nie dogaduje się z Echo Investment. Jest zwłoka
-
Pacjenci DSK malują: "Tu jest biedronka a tu krasnal"
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Andrzej Mathiasz: Skuśmy Europę lubelską Nocą K...
markopolo2010
10.05.11, 17:04
Andrzej Mathiasz nie przekonuje mnie, żeby skusic europę Nocą Kultury. NK jest coraz barwniejsza ale jeszcze daleko do celu. NK brak klamry, pomysłu na całośc. Sam Mathiasz też nijaki. A »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni ...
- Gdzie urządzić przyjęcie komunijne w ...
- Wisła magnesem na turystów? Ogromne ...
- Mega rachunki z Orange za telefony widmo. ...
- Sukces policji? Poczekali, aż wyjdą, po ...
- Miody z Lublina podbijają świat! 80-lecie ...
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...


