Gessler rozjechała ich w TVN. "Strzeliła nam w głowę"
2010-09-13
, aktualizacja: 13.09.2010 17:52
- Myśleliśmy, że w niedzielę będą do nas walić tłumy, a teraz ludzie wytykają nas palcami - mówi współwłaściciel lubelskiej restauracji Jesz Burger. W sobotnim programie "Kuchenne rewolucje" w TVN Magda Gessler nie zostawiła na lokalu suchej nitki.
ZOBACZ TAKŻE
- Wina i kara dla Jesz Burgera. Tym zajmie się sąd (27-09-10, 14:31)
- 500 zł mandatu dla Jesz Burgera na deptaku (21-09-10, 15:28)
- Mandat dla Jesz Burgera. "Kontrola bez problemu" (15-09-10, 14:58)
- Przed zamknięciem Jesz Burgera "Mielonka" w środku (08-10-10, 14:28)
- Koniec Jesz Burgera na deptaku. Gessler ich dobiła (01-10-10, 12:43)
- Dyrektor lubelskiego sanepidu krytykuje Magdę Gessler (17-09-10, 16:53)
- Sanepid na razie odpuszcza właścicielom Jesz Burgera (14-09-10, 14:48)
Pod koniec programu telewidzowie mogli zobaczyć, jak kilka tygodni po nakręceniu głównych zdjęć Gessler wraca do Lublina, by sprawdzić, jak radzi sobie lokal, w którym dokonała kuchennej rewolucji. Po pierwszym kęsie zaserwowanego przez lokal hamburgera Gessler wypluwa to, co ma w ustach i tłumaczy do kamery, że mięso jest po prostu zepsute. Mówi, że "śmierdzi trupem".
- To niemożliwe, to po prostu pomówienie. Doskonale wiedzieliśmy, kiedy pani Gessler ponownie nas odwiedzi. Hamburger był przygotowany specjalnie dla niej, z polędwicy wołowej, tak jak chciała wprowadzić w naszym lokalu. Dam sobie obie ręce uciąć, że wszystko z mięsem było w porządku, było świeże, bo innego tu nie serwujemy - zarzeka się Maciej Kubejko, który prowadzi restaurację przy Krakowskim Przedmieściu razem z bratem Bogumiłem.
Jak mogło dojść do tego, że Gessler wyszła z lokalu, mówiąc, że nie podpisuje się pod taką rewolucją? Kubejko domyśla się, że restauratorce nie spodobało się, że właściciele Jesz Burgera nie do końca zastosowali się do innowacji wprowadzonych przez Gessler.
- Wchodząc zobaczyła lodówkę, którą dostaliśmy. Chciała, aby było tam wystawione świeże mięso, z których później miałyby być przyrządzane hamburgery. Absurd. Ktoś z sanepidu przechodząc ulicą od razu zwróciłby na to uwagę. Jak mielibyśmy trzymać mięso w takiej gablotce na 30-stopniowym upale? - pyta Kubejko. Gessler zobaczyła więc w lodówce gotowe dania, co od razu skrytykowała przed kamerą.
Kubejko mówi też, że wśród gości restauracji nie przyjęła się zupa - krem z kukurydzy, którą zaproponowała do menu Gessler. Nie podobało się jej również, że właściciele nie wydrukowali nowego menu. Zamiast tego gościom restauracji podawano karty z pozycjami poprzekreślanymi markerem.
- Niedociągnięcie, ale nie dało się tego załatwić w ciągu kilku tygodni ze względów graficznych. Mieliśmy tu wtedy sporo roszad kadrowych - tłumaczy Kubejko. Chce też sprostować inny wątek pokazany w programie. Chodzi o zaległości z wypłacaniem pensji dla pracowników. - Nigdy nie było tak, że kelnerki nie dostawały pieniędzy przez trzy miesiące pod rząd. Były zaległości, najwyżej kilkutygodniowe. W miarę możliwości spłacaliśmy pracowników - mówi Kubejko.
Potwierdza jednak, że podczas pierwszej wizyty w Jesz Burgerze Gessler mogła skosztować nieświeżej, spleśniałej kukurydzy. - Nawet cieszyłem się, że do tego doszło. Myślałem, że to zdarzenie spowoduje, że kucharze wezmą się do roboty, że zażyczą sobie zamawiania produktów lepszej jakości - opowiada Kubejko.
Zakończyło się stypą
Obaj bracia, właściciele Jesz Burgera oczekiwali, że program w TVN będzie dźwignią do sukcesu ich lokalu. W sobotę o 18 oglądali program razem ze znajomymi, których zaprosili specjalnie na tą okazję. - Wszystko było dobrze, fajny program i te pięć minut na końcu. To "śmierdzi trupem", to co pani Gessler powiedziała jest tak, jakby strzeliła nam w głowy. Wszystko zakończyło się stypą - opowiada Kubejko.
- Liczyliśmy, że w niedzielę, w poniedziałek, będą tu tłumy
Po programie na profilu Jesz Burgera na portalu Facebook pojawiły się setki wpisów. Jedni internauci odsądzają właścicieli lokalu od czci i wiary, inni zapewniają, że nie wierzą w to, że lokal serwuje zepsute jedzenie i piszą, że będą nadal stołować się w Jesz Burgerze.
Nadchodzą kontrole po "Kuchennych rewolucjach"
Niefortunny występ w telewizji ma dalszy ciąg. W najbliższym czasie w "Jesz burgerze" odbędzie się kontrola sanepidu. Barbara Sawa-Wojtanowicz z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w rozmowie z "Gazetą" przyznała, że bezpośrednim powodem takiej decyzji jest to, co można było zobaczyć w programie TVN. A jednocześnie zaznacza, że do sanepidu nie docierały wcześniej skargi na tę lubelską restaurację.
Inspektorzy sanepidu mogą na właścicieli nałożyć od 100 do 500 złotych grzywny. Bardziej kosztowna może się okazać wizyta pracowników Okręgowego Inspektoratu Pracy w Lublinie, a taka również się odbędzie, ponieważ jedna z kelnerek z "Jesz burgera" w programie "Kuchenne rewolucje" skarżyła się, że od trzech miesięcy nie dostaje pensji. - Jeśli ta pani jest zatrudniona na podstawie umowy o pracę, a nie dostaje wynagrodzenia, to mamy do czynienia ze złamaniem praw pracownika. Możemy nałożyć na właściciela mandat od tysiąca do dwóch tysięcy złotych, lub skierować sprawę do sądu karnego, który może nałożyć nawet 30 tysięcy grzywny - informuje Krzysztof Sudoł, zastępca okręgowego inspektora pracy w Lublinie.
Inaczej sytuacja wygląda, jeśli pracownik jest zatrudniony na podstawie umowy zlecenie. Wtedy sprawiedliwości może się domagać w sądzie cywilnym.
- To niemożliwe, to po prostu pomówienie. Doskonale wiedzieliśmy, kiedy pani Gessler ponownie nas odwiedzi. Hamburger był przygotowany specjalnie dla niej, z polędwicy wołowej, tak jak chciała wprowadzić w naszym lokalu. Dam sobie obie ręce uciąć, że wszystko z mięsem było w porządku, było świeże, bo innego tu nie serwujemy - zarzeka się Maciej Kubejko, który prowadzi restaurację przy Krakowskim Przedmieściu razem z bratem Bogumiłem.
Jak mogło dojść do tego, że Gessler wyszła z lokalu, mówiąc, że nie podpisuje się pod taką rewolucją? Kubejko domyśla się, że restauratorce nie spodobało się, że właściciele Jesz Burgera nie do końca zastosowali się do innowacji wprowadzonych przez Gessler.
- Wchodząc zobaczyła lodówkę, którą dostaliśmy. Chciała, aby było tam wystawione świeże mięso, z których później miałyby być przyrządzane hamburgery. Absurd. Ktoś z sanepidu przechodząc ulicą od razu zwróciłby na to uwagę. Jak mielibyśmy trzymać mięso w takiej gablotce na 30-stopniowym upale? - pyta Kubejko. Gessler zobaczyła więc w lodówce gotowe dania, co od razu skrytykowała przed kamerą.
Kubejko mówi też, że wśród gości restauracji nie przyjęła się zupa - krem z kukurydzy, którą zaproponowała do menu Gessler. Nie podobało się jej również, że właściciele nie wydrukowali nowego menu. Zamiast tego gościom restauracji podawano karty z pozycjami poprzekreślanymi markerem.
- Niedociągnięcie, ale nie dało się tego załatwić w ciągu kilku tygodni ze względów graficznych. Mieliśmy tu wtedy sporo roszad kadrowych - tłumaczy Kubejko. Chce też sprostować inny wątek pokazany w programie. Chodzi o zaległości z wypłacaniem pensji dla pracowników. - Nigdy nie było tak, że kelnerki nie dostawały pieniędzy przez trzy miesiące pod rząd. Były zaległości, najwyżej kilkutygodniowe. W miarę możliwości spłacaliśmy pracowników - mówi Kubejko.
Potwierdza jednak, że podczas pierwszej wizyty w Jesz Burgerze Gessler mogła skosztować nieświeżej, spleśniałej kukurydzy. - Nawet cieszyłem się, że do tego doszło. Myślałem, że to zdarzenie spowoduje, że kucharze wezmą się do roboty, że zażyczą sobie zamawiania produktów lepszej jakości - opowiada Kubejko.
Zakończyło się stypą
Obaj bracia, właściciele Jesz Burgera oczekiwali, że program w TVN będzie dźwignią do sukcesu ich lokalu. W sobotę o 18 oglądali program razem ze znajomymi, których zaprosili specjalnie na tą okazję. - Wszystko było dobrze, fajny program i te pięć minut na końcu. To "śmierdzi trupem", to co pani Gessler powiedziała jest tak, jakby strzeliła nam w głowy. Wszystko zakończyło się stypą - opowiada Kubejko.
- Liczyliśmy, że w niedzielę, w poniedziałek, będą tu tłumy
Po programie na profilu Jesz Burgera na portalu Facebook pojawiły się setki wpisów. Jedni internauci odsądzają właścicieli lokalu od czci i wiary, inni zapewniają, że nie wierzą w to, że lokal serwuje zepsute jedzenie i piszą, że będą nadal stołować się w Jesz Burgerze.
Nadchodzą kontrole po "Kuchennych rewolucjach"
Niefortunny występ w telewizji ma dalszy ciąg. W najbliższym czasie w "Jesz burgerze" odbędzie się kontrola sanepidu. Barbara Sawa-Wojtanowicz z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w rozmowie z "Gazetą" przyznała, że bezpośrednim powodem takiej decyzji jest to, co można było zobaczyć w programie TVN. A jednocześnie zaznacza, że do sanepidu nie docierały wcześniej skargi na tę lubelską restaurację.
Inspektorzy sanepidu mogą na właścicieli nałożyć od 100 do 500 złotych grzywny. Bardziej kosztowna może się okazać wizyta pracowników Okręgowego Inspektoratu Pracy w Lublinie, a taka również się odbędzie, ponieważ jedna z kelnerek z "Jesz burgera" w programie "Kuchenne rewolucje" skarżyła się, że od trzech miesięcy nie dostaje pensji. - Jeśli ta pani jest zatrudniona na podstawie umowy o pracę, a nie dostaje wynagrodzenia, to mamy do czynienia ze złamaniem praw pracownika. Możemy nałożyć na właściciela mandat od tysiąca do dwóch tysięcy złotych, lub skierować sprawę do sądu karnego, który może nałożyć nawet 30 tysięcy grzywny - informuje Krzysztof Sudoł, zastępca okręgowego inspektora pracy w Lublinie.
Inaczej sytuacja wygląda, jeśli pracownik jest zatrudniony na podstawie umowy zlecenie. Wtedy sprawiedliwości może się domagać w sądzie cywilnym.
Najnowsze wiadomości
-
Marszałkowie dali stypendia. Na "fabryki bezrobotnych"
-
Konserwator o deptaku: Mniej miejsca dla ogródków
-
AAAA szpital oddam w dobre ręce. Jest dwóch chętnych
-
Długie nocne czekanie w kolejce. Raz w roku to frajda
-
Tytani walczyli z Diabłami. Futbol amerykański w Lublinie ZOBACZ
-
Czwarte Kody. Były wydarzenia, były i rozczarowania
-
Prognoza pogody: To będzie ciepły i słoneczny tydzień
-
Promują Koncert Chwały tańcem, śpiewem i flash mobami
- 403 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
139 głosów
-
Gessler rozjechała ich w TVN. "Strzeliła nam w ...
remo29
14.09.10, 01:19
Rozp...dolił mnie ten tekst... "Hołowczyc potwierdził, że olej nie był silnikowy, tylko jadalny. Ucieszyłem się - może w końcu mechanicy przestaną ciulać naszych klientów". Ktoś to o »
-
Gessler rozjechała ich w TVN. "Strzeliła nam w ...
dori_wawa
14.09.10, 01:59
W tym programiku najśmieszniejsze jest to , jak wielka restauratorka pojawia się po pewnym czasie a w restauracji są pustki, choć przed rewolucją zjawiali się klienci :)Wizja kudłów w »
-
Gessler rozjechała ich w TVN. "Strzeliła nam w ...
yola30
14.09.10, 10:07
Nie znam restauracji M. Gessler, ale w programie nie pokazywali jej lokalu, tylko knajpę dwóch chłopaków, z których jeden od początku był bardzo arogancki i nie widać było, żeby mu zależało »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...
- Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni ...
- Wisła magnesem na turystów? Ogromne ...
- Mega rachunki z Orange za telefony widmo. ...
- Jak pić to na salonie miasta. Na deptaku, ...
- Sukces policji? Poczekali, aż wyjdą, po ...
- UMCS. Rektor-elekt o karaniu za picie ...






