Świadectwa tragedii: perfumy i tabliczki z numerami więźniów

Paweł P. Reszka
2010-08-22 , aktualizacja: 22.08.2010 17:51
A A A Drukuj
Poniatowa. Gmina zorganizuje punkt muzealny, w którym eksponowane będą osobiste rzeczy więźniów hitlerowskiego obozu pracy, odkryte właśnie podczas prac budowlanych
Poniatowa, teren byłego obozu pracy
Fot. Iwona Burdzanowska / AG
Poniatowa, teren byłego obozu pracy
ZOBACZ TAKŻE
Przed wakacjami w Poniatowej rozpoczęły się prace przy remoncie drogi na terenie powojennych Zakładów Elektromaszynowych Eda. Powstaje tam strefa przemysłowa, na ten cel gmina dostała 6 mln zł z UE. W trakcie prac robotnicy natrafili na naczynia, sztućce, fragmenty butów, opakowania po perfumach wskazujące na ich przedwojenne pochodzenie, grzebienie czy metalowe tabliczki z numerami. Szybko okazało się, że to pozostałości po Żydach przetrzymywanych w hitlerowskim obozie pracy na terenach późniejszej Edy. Niemcy urządzili tu też obóz dla jeńców radzieckich. Według szacunków historyków na terenie obu zginęło ogółem 37 tys. ludzi, których ciała zostały spalone na prowizorycznych stosach. Droga, przy której trwały prace, była miejscem, gdzie żydowscy więźniowie rozbierali się przed egzekucją. Po znaleziskach gmina, czyli inwestor, zignorowała zalecenie wojewódzkiego konserwatora ochrony zabytków by, jak tego wymaga prawo, wynajęła archeologa, aby kontrolował dalsze prace. Poniatowa zrobiła to dopiero, gdy konserwator nakazał prace wstrzymać. Skandal opisywaliśmy szeroko w "Gazecie". W piątek w Poniatowej odbyło się spotkanie podsumowujące dotychczasowe odkrycia. Wziął w nim udział przedstawiciel gminy, wynajęty przez nią archeolog, przedstawiciel konserwatora zabytków i fundacji "ArsVivendi", która zajmuje się badaniem dziejów obozów.

- Do tej pory udało się odkryć ogółem setkę przedmiotów po więźniach - mówi Zbigniew Wichrowski, archeolog i kierownik Muzeum Regionalnego w Kraśniku. - Mamy już absolutną pewność, że to rzeczy należące do Żydów z Warszawy i Wiednia, część z nich była dość zamożna, o czym świadczą np. znalezione pozostałości po perfumach czy też kobiece szczoteczki do rzęs lub brwi. Liczymy, że na podstawie metalowych tabliczek z numerami, które nadawano więźniom, a których znaleźliśmy siedem, uda się ustalić konkretne nazwiska. Na razie znaleziska zostaną złożone w muzeum w Kraśniku, sądzę, że w przyszłości trafią do specjalnego punktu muzealnego, który powstanie w Poniatowej.

Dariusz Kopciowski, zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków, mówi, że piątkowe spotkanie zakończyło się podpisaniem protokołu, zgodnie z którym przedmioty po więźniach mają być eksponowane w specjalnie do tego przeznaczonym miejscu. - Wprawdzie istnieje już izba pamięci w miejscowym domu kultury, ale zdaniem uczestników spotkania to zbyt mało, tym bardziej że rzeczy właśnie odkryte są bezcenne dla upamiętnienia ofiar. Nie ukrywam, że liczę na powołanie niewielkiego muzeum, które spełniłoby ten cel - mówi Kopciowski i dodaje, że fundacja "ArsVivendi" określi miejsca na terenie dawnego obozu, w których również mogą się znajdować pozostałości po więźniach. Przeszukają je archeolodzy. Wcześniej takich badań w Poniatowej nigdy nie było.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Polub nas na Facebooku