Rozgrzebane świadectwa kaźni w Poniatowej
2010-08-06
, aktualizacja: 06.08.2010 19:33
Archeolodzy sprawdzą ziemię wywiezioną w czasie remontu drogi przez gminę z terenów dawnego hitlerowskiego obozu jenieckiego i pracy w Poniatowej. Będą szukać rzeczy należących do więźniów
ZOBACZ TAKŻE
- Rzeczy po ofiarach utracone bezpowrotnie (03-08-10, 09:00)
- Wykorzystamy między innymi wykrywacze metalu. Nie chcemy, by cokolwiek pozostało niezauważone - zapowiada Zbigniew Wichrowski, archeolog z Kraśnika.
O skandalu związanym z pracami przy należącej do gminy drodze w Poniatowej "Gazeta" pisała 3 sierpnia. Droga biegnie przez dawne Zakłady Elektromaszynowe Eda, w czasie okupacji były tu hitlerowskie obozy, w których trzymano jeńców sowieckich oraz Żydów. Łącznie zginęło w nich prawie 37 tys. osób, ich ciała zostały spalone. Po wojnie w pomieszczeniach poobozowych UB trzymał żołnierzy AK.
Na terenie Edy gmina organizuje strefę przemysłową, ma na to środku unijne (6 mln zł). W czerwcu ruszył remont drogi. Przy jednym z jej odcinków żydowscy więźniowie rozbierali się tuż przed egzekucją. Robotnicy natrafili na należące do nich rzeczy.
Świadek opowiadał "Gazecie": - Poszedłem wieczorem na placu budowy i zobaczyłem, jak te rzeczy po prostu walają się pod koparkami. Część pozbierałem. Niektóre są sygnowane. Dzięki temu udało nam się ustalić, że zostały wyprodukowane w Warszawie, przed wojną, w przypadku np. opakowań po perfumach - nie ma żadnej wątpliwość, że powstały przed 1939 r. A na samych tabliczkach identyfikacyjnych odnaleźliśmy litery W.C.T - to skrót od Walther Caspar Többens. Wówczas nie mieliśmy już wątpliwości, że to rzeczy należące do Żydów, którzy trafili tu z getta warszawskiego. Zostali rozstrzelani na miejscu 4 listopada 1943 r.
Informacja o znaleziskach dotarła do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Jednak to nie gmina poinformowała go o przedmiotach, a Fundacja ArsVivendi założona przez Artura Podgórskiego, historyka, który od lat dokumentuje dzieje obozu w Poniatowej. Konserwator nakazał gminie, by zorganizowała nadzór archeologiczny - tego wymaga prawo. Poniatowa jednak nie podporządkowała się temu zaleceniu, zrobiła to dopiero, gdy konserwator nakazał jej wstrzymać prace. Do tego czasu z terenu dawnego obozu wyjechało kilka ciężarówek ziemi.
- Z tego co przekazał mi współpracownik naszej fundacji, wynika, że część ziemi została wywieziona na prywatną posesję, część została złożona w miejscu powstającego boiska sportowego w Poniatowej, jeszcze inna część została wysypana niedaleko placu budowy czy w okolice sadu na terenie zakładu - opowiada Podgórski.
Teraz prace nadzoruje wynajęty przez gminę Zbigniew Wichrowski: - W czwartek znaleźliśmy na terenie inwestycji miejsce, do którego prawdopodobnie sowieci po zajęciu obozu, wyrzucili resztki rzeczy po więźniach. Naczynia, buty, sztućce. Były też grzebienie wykonane w Wiedniu - co sugeruje, że należały do austriackich Żydów, albo szminki warszawskiej firmy Schoh, będące oczywiście własnością więźniów którzy zostali deportowaniu tu ze stolicy. W końcu w dole znajdowała się też niemiecka tablica z numerem baraku.
Wichrowski podkreśla, że na terenie dawnego obozu powinny zostać ulokowane regularne stanowiska archeologiczne. - Uważam, że koniecznie trzeba przebadać jeszcze kilka miejsc. Nie powinno sparaliżować to inwestycji gminnej, bo stanowiska nie będą znajdować się na terenie, gdzie trwają prace. Sądzę, że to właśnie Poniatowa powinna sfinansować te badania.
O skandalu związanym z pracami przy należącej do gminy drodze w Poniatowej "Gazeta" pisała 3 sierpnia. Droga biegnie przez dawne Zakłady Elektromaszynowe Eda, w czasie okupacji były tu hitlerowskie obozy, w których trzymano jeńców sowieckich oraz Żydów. Łącznie zginęło w nich prawie 37 tys. osób, ich ciała zostały spalone. Po wojnie w pomieszczeniach poobozowych UB trzymał żołnierzy AK.
Na terenie Edy gmina organizuje strefę przemysłową, ma na to środku unijne (6 mln zł). W czerwcu ruszył remont drogi. Przy jednym z jej odcinków żydowscy więźniowie rozbierali się tuż przed egzekucją. Robotnicy natrafili na należące do nich rzeczy.
Świadek opowiadał "Gazecie": - Poszedłem wieczorem na placu budowy i zobaczyłem, jak te rzeczy po prostu walają się pod koparkami. Część pozbierałem. Niektóre są sygnowane. Dzięki temu udało nam się ustalić, że zostały wyprodukowane w Warszawie, przed wojną, w przypadku np. opakowań po perfumach - nie ma żadnej wątpliwość, że powstały przed 1939 r. A na samych tabliczkach identyfikacyjnych odnaleźliśmy litery W.C.T - to skrót od Walther Caspar Többens. Wówczas nie mieliśmy już wątpliwości, że to rzeczy należące do Żydów, którzy trafili tu z getta warszawskiego. Zostali rozstrzelani na miejscu 4 listopada 1943 r.
Informacja o znaleziskach dotarła do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Jednak to nie gmina poinformowała go o przedmiotach, a Fundacja ArsVivendi założona przez Artura Podgórskiego, historyka, który od lat dokumentuje dzieje obozu w Poniatowej. Konserwator nakazał gminie, by zorganizowała nadzór archeologiczny - tego wymaga prawo. Poniatowa jednak nie podporządkowała się temu zaleceniu, zrobiła to dopiero, gdy konserwator nakazał jej wstrzymać prace. Do tego czasu z terenu dawnego obozu wyjechało kilka ciężarówek ziemi.
- Z tego co przekazał mi współpracownik naszej fundacji, wynika, że część ziemi została wywieziona na prywatną posesję, część została złożona w miejscu powstającego boiska sportowego w Poniatowej, jeszcze inna część została wysypana niedaleko placu budowy czy w okolice sadu na terenie zakładu - opowiada Podgórski.
Teraz prace nadzoruje wynajęty przez gminę Zbigniew Wichrowski: - W czwartek znaleźliśmy na terenie inwestycji miejsce, do którego prawdopodobnie sowieci po zajęciu obozu, wyrzucili resztki rzeczy po więźniach. Naczynia, buty, sztućce. Były też grzebienie wykonane w Wiedniu - co sugeruje, że należały do austriackich Żydów, albo szminki warszawskiej firmy Schoh, będące oczywiście własnością więźniów którzy zostali deportowaniu tu ze stolicy. W końcu w dole znajdowała się też niemiecka tablica z numerem baraku.
Wichrowski podkreśla, że na terenie dawnego obozu powinny zostać ulokowane regularne stanowiska archeologiczne. - Uważam, że koniecznie trzeba przebadać jeszcze kilka miejsc. Nie powinno sparaliżować to inwestycji gminnej, bo stanowiska nie będą znajdować się na terenie, gdzie trwają prace. Sądzę, że to właśnie Poniatowa powinna sfinansować te badania.
Najnowsze wiadomości
-
Wyprzedzał na zakręcie, wpadł na drzewo. Trzech rannych
-
Radni PO: "Jesteśmy nieznani, bo nas nie zapraszają"
-
Poranek na ulicach Lublina. Jeździ się coraz gorzej
-
Pogoda na środę. Będzie bardzo ciepło i słonecznie
-
Pułkownik, kryminaliści, matka i porwanie JAK TO BYŁO
-
Z Europarlamentu: Jakoś to będzie, ale czy o to chodzi?
-
Ratusz nie dogaduje się z Echo Investment. Jest zwłoka
-
Pacjenci DSK malują: "Tu jest biedronka a tu krasnal"
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni ...
- Gdzie urządzić przyjęcie komunijne w ...
- Wisła magnesem na turystów? Ogromne ...
- Mega rachunki z Orange za telefony widmo. ...
- Sukces policji? Poczekali, aż wyjdą, po ...
- Miody z Lublina podbijają świat! 80-lecie ...
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...




więcej zdjęć