Pat w LKJ wciąż trwa i trwa. Co z wyścigami konnymi
2010-06-28
, aktualizacja: 28.06.2010 19:48
Ratusz wprawdzie podjął decyzję w sprawie Lubelskiego Klubu Jeździeckiego, ale nie zakończyła ona dwuwładzy, przez którą zagrożone jest powstanie toru wyścigu konnych
ZOBACZ TAKŻE
- Po tekście "Gazety": jest kurator w LKJ (03-11-10, 10:00)
- LKJ. Zamiast wyścigów chaos. Tym razem zawinił sąd (29-10-10, 07:00)
- Konie, biznes i etyka, czyli sklep wiceprezesa LKJ (16-09-10, 22:03)
- Tor dla koni będzie jak Pan Bóg pozwoli (09-07-10, 21:03)
LKJ to partner miasta i totalizatora sportowego przy inwestycji w tor wyścigowy na rogu ulic Nadbystrzyckiej i Krochmalnej. Klub daje "know-how" i odpowiada za przygotowanie toru na zawody planowane na 5 września. Ale szanse na to, że bomba pójdzie w górę zgodnie z terminem, są nikłe. Wszystko przez konflikt jaki niedawno rozgorzał wśród jeźdźców.
- Nie mamy z kim rozmawiać i dogrywać szczegółów - powiedział "Gazecie" Krzysztof Żuk, zastępca prezydenta Lublina. Pod koniec kwietnia część członków klubu wybrała nowy zarząd z Anną Głębocką na czele. Niespełna miesiąc później odbyło się kontr-zebranie, które na nowego prezesa wskazało "starego" szefa klubu (na stanowisku od 2001 r.) Adama Rosochackiego.
Głębocka wątpi, aby LKJ zdążył przygotować tor na wrzesień i za opóźnienia wini poprzedni zarząd. Rosochacki z kolei zapewniał nas, że wrześniowy termin można jeszcze uratować. W poniedziałek ratusz, który prowadzi spis stowarzyszeń, odmówił akceptacji zarządu Głębockiej. Urzędnicy podnieśli, że przy zwoływaniu zebrania wyborczego nie dopełniono koniecznych procedur. Teraz na wpisanie do ewidencji czeka zarząd Rosochackiego. Decyzja ratusza jest nieprawomocna. Pat w klubie będzie więc trwał. Nie wiadomo nawet jak długo.
- Na pewno będziemy chcieli spotkać się z prezydentem Adamem Wasilewskim i zastępcą Żukiem. Bez względu na to odwołamy się do sądu cywilnego. Może on uznać nasz zarząd i będzie to wiążące dla miasta - mówi Anna Głębocka. Sceptyczny jest również Rosochacki. - Poniedziałkowa decyzja urzędu nie oznacza, ze uratowaliśmy wyścigi. Jakieś fatum wisi nad torem. Musimy spotkać się z prezydentem - zapowiada.
- Nie mamy z kim rozmawiać i dogrywać szczegółów - powiedział "Gazecie" Krzysztof Żuk, zastępca prezydenta Lublina. Pod koniec kwietnia część członków klubu wybrała nowy zarząd z Anną Głębocką na czele. Niespełna miesiąc później odbyło się kontr-zebranie, które na nowego prezesa wskazało "starego" szefa klubu (na stanowisku od 2001 r.) Adama Rosochackiego.
Głębocka wątpi, aby LKJ zdążył przygotować tor na wrzesień i za opóźnienia wini poprzedni zarząd. Rosochacki z kolei zapewniał nas, że wrześniowy termin można jeszcze uratować. W poniedziałek ratusz, który prowadzi spis stowarzyszeń, odmówił akceptacji zarządu Głębockiej. Urzędnicy podnieśli, że przy zwoływaniu zebrania wyborczego nie dopełniono koniecznych procedur. Teraz na wpisanie do ewidencji czeka zarząd Rosochackiego. Decyzja ratusza jest nieprawomocna. Pat w klubie będzie więc trwał. Nie wiadomo nawet jak długo.
- Na pewno będziemy chcieli spotkać się z prezydentem Adamem Wasilewskim i zastępcą Żukiem. Bez względu na to odwołamy się do sądu cywilnego. Może on uznać nasz zarząd i będzie to wiążące dla miasta - mówi Anna Głębocka. Sceptyczny jest również Rosochacki. - Poniedziałkowa decyzja urzędu nie oznacza, ze uratowaliśmy wyścigi. Jakieś fatum wisi nad torem. Musimy spotkać się z prezydentem - zapowiada.
Najnowsze wiadomości
-
Obciachowe kamienice k. Teatru Starego trzeba odnowić
-
Kołbiel. Kolejne głosy z LSM. Jest już ponad 24 tys.
-
Pracownik marketu budowlanego kradł tarcze i wiertła
-
Szaleli na Starym Mieście. Bili ludzi, kradli telefony
-
Gwałt w więzieniu w Chełmie? Dwaj klawisze zatrzymani
-
Kto najlepiej zdaje na aplikacje? Gdzie jest nasz UMCS
-
Po kłótni z ojcem rzucił się na policjantów z nożem
-
W Lublinie będzie skwer im. abp Józefa Życińskiego
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




