Wokół wywiadu z Januszem Palikotem. Odpowiedź "Gazety"

Małgorzata Bielecka-Hołda
2010-05-26 , aktualizacja: 26.05.2010 18:54
A A A Drukuj
Nazwać to, co jest złe - złym, a dobrym to, co jest dobre naprawdę. Tak rozumiem powinność i rolę prasy. Prawda, nie PR, czyli public relations
Janusz Palikot do dziennikarzy: reprezentujecie malkontenctwo
Fot. Rafał Michałowski / AG
Janusz Palikot do dziennikarzy: reprezentujecie malkontenctwo
Po lekturze rozmowy z posłem Januszem Palikotem nasuwają mi się dwie refleksje. Pierwsza o rozumieniu funkcji prasy. Druga - o naturze demokracji.

Poseł powiedział: "jeśli jesteście patriotami Lublina, to w waszym interesie jest przedstawianie tego [zakładania mikrospółek przez ludzi, którym inaczej groziłoby bezrobocie] jako sukces". Poinformował też, że o tym, kto będzie kandydatem Platformy na prezydenta Lublina, zadecyduje sondaż wśród mieszkańców miasta.

Od razu powiem, że w obu tych sprawach mam zdanie dokładnie przeciwne niż poseł.

Tęsknota za propagandą sukcesu

Mam tyle lat, że spora część mego dorosłego życia przypadła na okres PRL. Doskonale pamiętam o czym i w jaki sposób się wówczas pisało - a także o czym się nie pisało. Obraz Polski był różowy i piękny: wspaniale rozwijające się miasta, dziesiątki nowych fabryk, tysiące nowych mieszkań i samochodów. O tym, że towary produkowane przez te fabryki były od razu przestarzałe, że wiele małżeństw żyjąc kątem u rodziców potrafiło doczekać i srebrnych godów, a talon na samochód bywał nagrodą za lojalność - było już cicho.

I tego właśnie oczekuje poseł Palikot? Że porażki będziemy przedstawiać jako sukcesy?

Daleka jestem od tego, żeby 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z 17 sierpnia 1980 traktować jako katechizm. Niemniej jest to fundament wolnej Polski po roku 1989. A to, że "przestrzeganie zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji" znalazło się wśród tych postulatów na trzecim miejscu, oznacza, że dla ludzi istnienie prasy, która pisze prawdę, było ważniejsze nawet od poprawy ich sytuacji materialnej. Dlaczego? Bo żeby rzeczywistość poprawić - trzeba ją najpierw uczciwie opisać. Nazwać to, co jest złe - złym, a dobrym to, co jest dobre naprawdę.

Tak rozumiem powinność i rolę prasy. Prawda, nie PR, czyli public relations. Jeśli politycy mają na to ochotę - niech uprawiają aktywny PR (choć akurat dla mnie ideałem polityka był Jacek Kuroń, dla którego prawda była na pierwszym miejscu) i w ten sposób zdobywają wyborców. My jesteśmy od patrzenia władzom na ręce. Nie po to, żeby im dołożyć, ale po to, żeby w mieście było lepiej. Krytyka może mobilizować, zakłamywanie rzeczywistości zawsze usypia decydentów.

I mała uwaga na marginesie: niech politycy nie sądzą, że ludzie bezmyślnie przyjmują to, co im prasa podaje. Nasi koledzy z Rzeszowa bardzo pilnie obserwują swego prezydenta, wytykają mu wszystkie błędy i porażki - a rzeszowianom to wcale nie przeszkadza oceniać go bardzo wysoko.

Zwalić decyzję na niezorientowanych

Lubelska Platforma Obywatelska wraz z posłem Palikotem już po raz drugi zamierza zastosować oryginalny, autorski patent na wybory: niech o tym, kto jest naszym kandydatem, zdecyduje sondaż wśród mieszkańców.

To już nawet nie o to chodzi, że trochę strach, bo nagabywani mieszkańcy na przykład z innej partii mogą na złość Platformie wskazać tego najgorszego; to sytuacja marginalna. Idzie o to, że cały ten pomysł jest postawieniem na głowie idei demokracji.

Mogą wybrać sołtysa mieszkańcy wsi - bo wszyscy się świetnie znają. Może nawet nie jest trudno wybrać wójta w niewielkiej gminie. Ale w mieście, które ma kilkaset tysięcy mieszkańców?

Właśnie po to i dlatego powstały partie: żeby umożliwić decyzje ludziom, którzy nie znają, bo przecież nie mogą znać kandydatów na rozmaite funkcje. Jeśli mam zaufanie do partii - mam tym samym zaufanie do ludzi, których wystawia na swoje listy. To jest nie tylko prawo, ale i obowiązek partii - wziąć na siebie odpowiedzialność. Właśnie partia musi znaleźć najlepszego z najlepszych i tego najlepszego przedstawić wyborcom. Bo niby skąd mieszkaniec Lublina ma wiedzieć, czy bardziej się nada na prezydenta pan Sobczak czy pani Strojnowska? Ani ich nie zna osobiście, ani nie miał możliwości obserwować ich w tej roli, bo takiej funkcji żadne z nich nie pełniło. Co ma oceniać? Kolor oczu? Elokwencję? Wykształcenie? Wiek? Tyle mniej więcej może zobaczyć w telewizji, czy na przedwyborczym spotkaniu (o ile takie spotkania przed sondażem w ogóle się odbędą).

Zamiast sondażu proponuję Platformie Obywatelskiej losowanie. Rezultat pewnie ten sam, a o ileż to tańsze...

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Polub nas na Facebooku