Strajk w PKS. Decyzja w czwartek

kad
2010-02-09 , aktualizacja: 08.02.2010 21:39
A A A Drukuj
Związkowcy z PKS "Wschód" chcą strajku, bo prezes firmy nie zgadza się na 300 złotych podwyżki dla każdego pracownika. - Przez też żądania firma upadnie - grozi prezes Teresa Królikowska
Dworzec autobusowy PKS. Nieodśnieżony, błoto, lód
Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJ
Dworzec autobusowy PKS. Nieodśnieżony, błoto, lód
ZOBACZ TAKŻE
Ogłoszenia o planowanym na środę i czwartek referendum strajkowym może przeczytać każdy pasażer lubelskiego PKS, który odwiedzi dworzec przy al. Tysiąclecia.

Jeśli plebiscyt wypali, PKS stanie przed groźbą paraliżu, bo w protest ma zaangażować się przynajmniej jedna piąta załogi. Co planują związkowcy jeszcze nie wiadomo, ale zastopowanie pracy przedsiębiorstwa choćby na jeden dzień to ogromne straty. - I referendum i strajk będą nielegalne. Mogą tylko finansowo pogrążyć PKS - tłumaczy prezes Teresa Królikowska (PSL).

W sporze chodzi o tzw. regulamin zasad wynagradzania. Związkowcy nie zgodzili się na propozycje Królikowskiej, twierdząc, że pracownicy stracą na nich finansowo. Związki złożyły własny projekt regulaminu, w którym zapisały 300 złotych brutto podwyżki dla każdego pracownika.

- Gdybym zgodziła się na takie żądania przedsiębiorstwo by upadło - twierdzi Królikowska. W PKS trwa teraz podliczanie ubiegłego roku. Przedsiębiorstwo zaliczy prawdopodobnie dwumilionową stratę. Prezes mówi, że sytuacja w firmie jest tragiczna, ale nie z jej winy. PKS, który zwykle jesienią odkuwał się finansowo za słabe letnie miesiące, w listopadzie i październiku zarabiał mniej niż w 2008 roku. Przewodniczący zakładowej "Solidarności" Leszek Rudziński powiedział nam, że do czasu rozstrzygnięcia referendum związkowcy nie będą rozmawiać z mediami o proteście.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Polub nas na Facebooku