Ktoś niszczy fotoradary, a policja jest bezradna

sko
07.08.2009 , aktualizacja: 07.08.2009 17:19
A A A Drukuj
Jeszcze zanim zaczną pracować, są niszczone. Mowa o nowych fotoradarach na ulicach Lublina. Niszczą je wandale, a policja tłumaczy, że bez formalnego zawiadomienia nic nie może zrobić. Ale to się zmieni.
Zniszczona skrzynka na fotoradar
Fot. Damian Danak / AG
Zniszczona skrzynka na fotoradar
Miasto właśnie zakończyło stawianie 14 nowych masztów na fotoradary. Do tej pory w Lublinie były tylko cztery - po jednym przy ul. Kraśnickiej i Gospodarczej, dwa przy al. Jana Pawła II. "Gazeta" od ponad roku walczyła o postawienie kolejnych w najbardziej niebezpiecznych punktach miasta. W grudniu zeszłego roku urzędnicy zadeklarowali, że nowe maszty pod fotoradary staną na ulicach Lublina do końca marca. Nie stanęły. Pracownicy ratusza tłumaczyli się błędami w ofertach firm, które w lutym zgłosiły się do przetargu, więc trzeba było czekać na uzupełnienie dokumentów. Wreszcie w ubiegłym tygodniu sprawa przyśpieszyła.

Ale jak donosi piątkowy "Dziennik Wschodni" maszty i puszki, w których mają być umieszczone urządzenia, są już niszczone. Instalacja przy ul. Romera została zamalowana, podobnie jak maszt przy ul. Jana Pawła II obok przejścia dla pieszych, gdzie często dochodziło do potrąceń przez pędzące samochody. Ktoś pomazał maszt przy ul. Diamentowej i zdemolował skrzynkę na fotoradar przy u. Krochmalnej. Zniszczenie masztu i skrzynki to nie lada wyczyn, bo trzeba się wspiąć na wysokość trzech metrów.

Miejscy urzędnicy zaniepokojeni tymi incydentami objeżdżali wczoraj miasto razem z pracownikami firmy zajmującej się sygnalizacją świetlną i szacowali straty. Miasto jest właścicielem masztów, dopóki nie przejmie ich policyjna drogówka, dlatego właśnie miasto musi naprawić uszkodzenia. Oznacza to, że znów minie trochę czasu, zanim fotoradary zaczną działać.

Na razie lubelska policja nie złapała ani jednego wandala, który niszczy instalacje. Arkadiusz Arciszewski z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie tłumaczy "Gazecie", że niszczenie masztów to taki sam przypadek jak niszczenie prywatnej własności: - Bez zawiadomienia z Urzędu Miasta, które jest właścicielem masztów, nie możemy nic zrobić. Takie jest prawo. Poszkodowany musi choćby wycenić swoje straty.

Takie uszkodzenia, jak zamalowanie szybki aparatu fotograficznego są usuwane do ręki. Poważniejsze szkody, jak wyłamanie drzwiczek w skrzynce na urządzenie wymienia firma, która instalowała maszt.

- Porozumieliśmy się już z urzędem, że teraz każde takie uszkodzenie będzie nam zgłaszane - dodaje Arciszewski.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 143 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Polub nas na Facebooku