Robert Kuśmirowski wykopał... zabytkowy śmietnik
22.07.2009
, aktualizacja: 23.07.2009 10:57
Zagadkowe przedmioty wykopał artysta Robert Kuśmirowski u zbiegu Żwirki i Wigury. Kopał w celach artystycznych i był zaskoczony, kiedy okazało się szczątki tych przedmiotów pochodzą może nawet sprzed czterystu lat.
ZOBACZ TAKŻE
- Polski artysta zbudował wojenny bunkier w Londynie (19-10-09, 15:20)
- Kiedy skończyłem kopanie, posprzątałem wokół i z boku ułożyłem obok siebie niektóre przedmioty, na jakie trafiłem i do których nie przywiązywałem specjalnej wagi. Odrzucałem je do tyłu. Były na przykład szkiełka z tęczową poświatą; ciekawiło mnie, czy ona się zmyje. Przez drucianą siatkę każdy mógł to zobaczyć. Następnego dnia przyszedł facet i mówi: ta skorupa jest z XVII wieku, ta z XVIII, ta może z XVI. A tęczowa poświata na szkle powstaje wtedy, kiedy leży ono w ziemi ze trzysta lat - opowiada Robert Kuśmirowski dodając: - Zaniemówiłem.
- Dziwne oczy zrobił, gdy się dowiedział, że to zabytki - uśmiecha się Dariusz Kopciowski, zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków.
W poniedziałek zakończył się festiwal "Open City/Miasto Otwarte" poświęcony sztuce w przestrzeni publicznej - i działanie Roberta Kuśmirowskiego było jego częścią. Na placyku przy ulicy Żwirki i Wigury artysta zrobił spiralny wykop, a z urobku uformował również spiralny kopiec. Wykop i kopiec pasowały do siebie jak ulał, niczym forma i odlew, tyle że były wykonane z absolutnie naturalnego materiału, jakim jest przecież ziemia. Można snuć różne interpretacje takiego przedsięwzięcia, a dodatkowe konteksty rodzi fakt, że plac ten niebawem zniknie. Powstanie tu coś zgoła odmiennego - biurowiec urzędu marszałkowskiego i centrum konferencyjne.
Sztuka sztuką, ale z formalnego punktu widzenia kopanie dołu było rodzajem inwestycji. I zgodnie z przepisami inwestor powinien zawiadomić nadzór archeologiczny w chwili, gdy odkryje na swym terenie zabytki. Wprawdzie samo działanie artystyczne się zakończyło, ale "inwestycja" trwała, bo teraz dół powinno się zasypać. Służby konserwatorskie wstrzymały "inwestycję", czyli zakopanie dołu. A jednocześnie, czyniąc zadość przepisom, Mirosław Haponiuk, dyrektor ośrodka "Rozdroża", który festiwal organizował, wynajął pracownię badań i nadzoru archeologicznego "Arche", aby sprawdziła, co artysta wykopał i co w ogóle się w miejscu wykopu znajdowało.
- Służby konserwatorskie są czujne - uśmiecha się Dariusz Kopciowski, zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków. - Raport zostanie przekazany właścicielowi działki, żeby przyszła inwestycja odbywała się pod nadzorem archeologicznym.
Wczoraj oglądaliśmy te zabytki, fragmenty naczyń ceramicznych i szklanych wykopanych nieoczekiwanie przez Kuśmirowskiego. Niewielkie okruchy, ale na niektórych widać barwne zdobienia, kawałki przepalonych kafli. Niewielka grudka z charakterystycznym nalotem korozji to z kolei ślad po jakiejś drobnej monecie. - A to? - To szable dzika! Pozostałość po menu ludzi, którzy tu mieszkali? - zastanawiał się archeolog. Robiono dokumentację wykopu, po południu już go zasypano. Najciekawsze znaleziska znajdą się w depozycie pracowni "Arche" do czasu, kiedy kiedyś może powstanie w Lublinie centralna składnica archeologiczna.
- W tym miejscu żyli i gospodarowali ludzie, a jak się im coś zepsuło, lub było już niepotrzebne, wykopywali doły i odpady zasypywali. Artysta odkopał jamę w gruncie lessowym, rodzimym, zasypaną kiedyś przez kogoś ziemią humusową z fragmentami różnych przedmiotów. Może to była piwniczka albo spichlerzyk, który zmienił funkcję i stał się śmietnikiem. Tak, artysta przypadkowo odkopał dawny śmietnik, mikro wysypisko - wyjaśnia Rafał Niedźwiadek, szef pracowni "Arche". Większość zabytkowych odpadów pochodzi z XVII wieku, ale niektóre szklane są być może o sto lat starsze. Więc i same jamy z odpadami też pochodzą z różnych okresów, od XVI aż do początków XX wieku.
Robert Kuśmirowski jest przejęty zagadkowością miejsca, gdzie kopał. Słynie on z mistyfikacji, ze znakomitych kopii przedmiotów i kulturowych kompleksów materialnych, jest mistrzem imitacji. I kiedy 20 lipca wydobyte przypadkowo zabytki pokazywał publiczności, niektórzy myśleli, że te "zabytki" zrobił sam Kuśmirowski. - Kiedyś udawałem wykopaliska, znaleziska robiłem z gipsu - przyznaje. - A tu wykopałem nawet szczątki psa zawiniętego w starą ceratę jak ze stołu w kuchni i kawałek rury kanalizacyjnej, który idzie gdzieś w głąb ziemi. Musiał tu stać kiedyś jakiś budynek. Jest co kopać.
- Dziwne oczy zrobił, gdy się dowiedział, że to zabytki - uśmiecha się Dariusz Kopciowski, zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków.
W poniedziałek zakończył się festiwal "Open City/Miasto Otwarte" poświęcony sztuce w przestrzeni publicznej - i działanie Roberta Kuśmirowskiego było jego częścią. Na placyku przy ulicy Żwirki i Wigury artysta zrobił spiralny wykop, a z urobku uformował również spiralny kopiec. Wykop i kopiec pasowały do siebie jak ulał, niczym forma i odlew, tyle że były wykonane z absolutnie naturalnego materiału, jakim jest przecież ziemia. Można snuć różne interpretacje takiego przedsięwzięcia, a dodatkowe konteksty rodzi fakt, że plac ten niebawem zniknie. Powstanie tu coś zgoła odmiennego - biurowiec urzędu marszałkowskiego i centrum konferencyjne.
Sztuka sztuką, ale z formalnego punktu widzenia kopanie dołu było rodzajem inwestycji. I zgodnie z przepisami inwestor powinien zawiadomić nadzór archeologiczny w chwili, gdy odkryje na swym terenie zabytki. Wprawdzie samo działanie artystyczne się zakończyło, ale "inwestycja" trwała, bo teraz dół powinno się zasypać. Służby konserwatorskie wstrzymały "inwestycję", czyli zakopanie dołu. A jednocześnie, czyniąc zadość przepisom, Mirosław Haponiuk, dyrektor ośrodka "Rozdroża", który festiwal organizował, wynajął pracownię badań i nadzoru archeologicznego "Arche", aby sprawdziła, co artysta wykopał i co w ogóle się w miejscu wykopu znajdowało.
- Służby konserwatorskie są czujne - uśmiecha się Dariusz Kopciowski, zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków. - Raport zostanie przekazany właścicielowi działki, żeby przyszła inwestycja odbywała się pod nadzorem archeologicznym.
Wczoraj oglądaliśmy te zabytki, fragmenty naczyń ceramicznych i szklanych wykopanych nieoczekiwanie przez Kuśmirowskiego. Niewielkie okruchy, ale na niektórych widać barwne zdobienia, kawałki przepalonych kafli. Niewielka grudka z charakterystycznym nalotem korozji to z kolei ślad po jakiejś drobnej monecie. - A to? - To szable dzika! Pozostałość po menu ludzi, którzy tu mieszkali? - zastanawiał się archeolog. Robiono dokumentację wykopu, po południu już go zasypano. Najciekawsze znaleziska znajdą się w depozycie pracowni "Arche" do czasu, kiedy kiedyś może powstanie w Lublinie centralna składnica archeologiczna.
- W tym miejscu żyli i gospodarowali ludzie, a jak się im coś zepsuło, lub było już niepotrzebne, wykopywali doły i odpady zasypywali. Artysta odkopał jamę w gruncie lessowym, rodzimym, zasypaną kiedyś przez kogoś ziemią humusową z fragmentami różnych przedmiotów. Może to była piwniczka albo spichlerzyk, który zmienił funkcję i stał się śmietnikiem. Tak, artysta przypadkowo odkopał dawny śmietnik, mikro wysypisko - wyjaśnia Rafał Niedźwiadek, szef pracowni "Arche". Większość zabytkowych odpadów pochodzi z XVII wieku, ale niektóre szklane są być może o sto lat starsze. Więc i same jamy z odpadami też pochodzą z różnych okresów, od XVI aż do początków XX wieku.
Robert Kuśmirowski jest przejęty zagadkowością miejsca, gdzie kopał. Słynie on z mistyfikacji, ze znakomitych kopii przedmiotów i kulturowych kompleksów materialnych, jest mistrzem imitacji. I kiedy 20 lipca wydobyte przypadkowo zabytki pokazywał publiczności, niektórzy myśleli, że te "zabytki" zrobił sam Kuśmirowski. - Kiedyś udawałem wykopaliska, znaleziska robiłem z gipsu - przyznaje. - A tu wykopałem nawet szczątki psa zawiniętego w starą ceratę jak ze stołu w kuchni i kawałek rury kanalizacyjnej, który idzie gdzieś w głąb ziemi. Musiał tu stać kiedyś jakiś budynek. Jest co kopać.
Najnowsze wiadomości
-
Lublin. Prawdziwe żydowskie wesele na Starym Mieście
-
Dlaczego przystanek ZTM na Marinie straszy podróżnych
-
Bandyci w natarciu. Fala neofaszyzmu zalewa miasto
-
Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni palą meble
-
Komentarz redakcji. To już nie tyle dziwi, co przeraża
-
Cyfrowa szkoła. Dostali komputery, bo mieli szczęście
-
Były prezes SPR: Mieliśmy nie płacić dziewczynom?
-
Już w piątek pojedziemy nocnymi autobusami do Świdnika
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
to nie smietnik, ale kopiec Wasilewskiego
mecenas34-7
23.07.09, 10:34
to nie smietnik, ale kopiec Wasilewskiego mozna o tym przeczytać tutaj-> http://wiercislaw.salon24.pl/116344,platforma-pacyfikuje-stolice-a-w-lublinie-kwitnie-sztukanaprawdę zabawne»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Znikała dzielnica żydowska. Powstawało ...
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...
- Co już lata nad naszym lotniskiem? Zobacz ...
- Nowy adres na klubowej mapie miasta. ZOBACZ
- UMCS. Rektor-elekt o karaniu za picie ...
- Jak pić to na salonie miasta. Na deptaku, ...
- Nowy most kolejowy nad Bystrzycą wjeżdża ...





