Ojciec Roman K.: Policja uszkodziła mi palec
2009-04-30
, aktualizacja: 30.04.2009 13:44
Były przywódca zbuntowanych betanek z Kazimierza Dolnego przed sądem w Lublinie powiedział, że podczas eksmisji uszkodzono mu palec. Nie zgodził się na ugodę z siostrami zakonnymi
ZOBACZ TAKŻE
- Guru betanek ks. Roman K. przeprosił (08-04-09, 12:03)
- Ksiądz Roman K. nie chce procesu, chce mediacji (06-03-09, 13:41)
- Kuratorium: ksiądz Roman K. niemoralny (10-02-09, 18:13)
Chodzi proces w sprawie naruszenia miru domowego przez ks. Roman K. Duchowny przebywał w domu w Kazimierzu Dolnym (razem z grupą zbuntowanych sióstr) wbrew woli jego właściciela, czyli Zgromadzenia Sióstr Betanek. Podczas poprzedniej rozprawy jego pełnomocnik nie zgodził się na mediacje. Jednak odbyły się dwa spotkania zakonnic z ks. K. i, jak pisała "Gazeta", siostry sformułowały konkretne propozycje. Ich spełnienie miało być warunkiem sukcesu mediacji. Jednak ks. K. nie był nimi zainteresowany. W czwartek stanął ponownie stanie przed sądem.
Na rozprawie nie stawiły się wezwane w charakterze świadków betanki. Jak wyjaśniły w usprawiedliwieniu wyjechały do Włoch, co planowały już wcześniej. Sam Roman K. odmówił składania wyjaśnień, zapowiedział też, że nie będzie odpowiadał na pytania sądu. Wobec tego sędzia Katarzyna Żmigrodzka odczytała jego wyjaśnienia, które złożył w prokuratorze tuż po eksmisji z domu w Kazimierzu Dolnym we wrześniu 2007 r.
Nie przyznał się wtedy do zarzuty naruszenia miru domowego i nie chciał podawać szczegółów. Osobę protokołującą pouczył by zanotowała: "Ojciec powiedział krótko: nie". Skarżył się również na to, iż podczas wyprowadzenia go przez policję uszkodzono mu palec. Dodał, że fakt eksmisji obciąża moralnie osoby ją przeprowadzające. Chwalił jednocześnie policjanta o imieniu Leszek, że ten dbał o to czy kajdanki nie są za mocno założone.
Skrytykował jednocześnie pracownika prokuratury, za to, że ten nie interesował się jego kondycją zdrowotną zaraz po zatrzymaniu, podczas dowożenia na przesłuchanie.
Były lider duchowy zbuntowanych sióstr ma już jedną sprawę za sobą. Prokuratura oskarżyła go o to, że jesienią 2007 r. podczas eksmisji zbuntowanych zakonnic z Kazimierza znieważył funkcjonariuszy, groził im, jednego kopnął, a innego uderzył monstrancją. Ogółem pokrzywdzonych było siedem osób. Przed miesiącem sąd skierował sprawę na mediacje i - jak informowaliśmy - okazały się one skuteczne. Stąd sędzia Katarzyna Żmigrodzka umorzyła warunkowo postępowanie na okres próby dwóch lat. Zgodnie z ustaleniami z mediacji, duchowny ma przeprosić czworo funkcjonariuszy (trzy osoby zgodziły się na polubowne załatwienie sprawy bez dodatkowych żądań) - listownie, pisząc do komendanta głównego policji lub za pomocą ogłoszenia w prasie, ma też zapłacić 4 tys. zł na rzecz Podkarpackiego Hospicjum dla Dzieci w Rzeszowie.
Na rozprawie nie stawiły się wezwane w charakterze świadków betanki. Jak wyjaśniły w usprawiedliwieniu wyjechały do Włoch, co planowały już wcześniej. Sam Roman K. odmówił składania wyjaśnień, zapowiedział też, że nie będzie odpowiadał na pytania sądu. Wobec tego sędzia Katarzyna Żmigrodzka odczytała jego wyjaśnienia, które złożył w prokuratorze tuż po eksmisji z domu w Kazimierzu Dolnym we wrześniu 2007 r.
Nie przyznał się wtedy do zarzuty naruszenia miru domowego i nie chciał podawać szczegółów. Osobę protokołującą pouczył by zanotowała: "Ojciec powiedział krótko: nie". Skarżył się również na to, iż podczas wyprowadzenia go przez policję uszkodzono mu palec. Dodał, że fakt eksmisji obciąża moralnie osoby ją przeprowadzające. Chwalił jednocześnie policjanta o imieniu Leszek, że ten dbał o to czy kajdanki nie są za mocno założone.
Skrytykował jednocześnie pracownika prokuratury, za to, że ten nie interesował się jego kondycją zdrowotną zaraz po zatrzymaniu, podczas dowożenia na przesłuchanie.
Były lider duchowy zbuntowanych sióstr ma już jedną sprawę za sobą. Prokuratura oskarżyła go o to, że jesienią 2007 r. podczas eksmisji zbuntowanych zakonnic z Kazimierza znieważył funkcjonariuszy, groził im, jednego kopnął, a innego uderzył monstrancją. Ogółem pokrzywdzonych było siedem osób. Przed miesiącem sąd skierował sprawę na mediacje i - jak informowaliśmy - okazały się one skuteczne. Stąd sędzia Katarzyna Żmigrodzka umorzyła warunkowo postępowanie na okres próby dwóch lat. Zgodnie z ustaleniami z mediacji, duchowny ma przeprosić czworo funkcjonariuszy (trzy osoby zgodziły się na polubowne załatwienie sprawy bez dodatkowych żądań) - listownie, pisząc do komendanta głównego policji lub za pomocą ogłoszenia w prasie, ma też zapłacić 4 tys. zł na rzecz Podkarpackiego Hospicjum dla Dzieci w Rzeszowie.
Najnowsze wiadomości
-
Tłumy w Teatrze Starym. Szokująco dobry repertuar WIDEO
-
Znany adwokat z Lublina skazany. Prowokacja Polsatu
-
36 wniosków o powrót do celi. Skazani z obrożą na nodze
-
Poważny wypadek k. Kołbiel. Siedemnastka zablokowana
-
Przewrócił dziewczynę i skopał ją. Chciał jej telefon
-
Ile pączków dzisiaj zjadłeś? SONDAŻ
-
Napadli go i zabrali pączki. Akcja policji pomogła
-
Chełm. Pijany policjant staranował radiowóz. ZDJĘCIE
- 16 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Ojciec Roman K.: Policja uszkodziła mi palec
zigzaur
30.04.09, 16:02
Ciekawe, który palec.W każdym razie, część ciała koniecznie potrzebna do sprawowania posług kapłańskich.»
-
Ojciec Roman K.: Policja uszkodziła mi palec
grymas50
02.05.09, 15:32
Brawo Roman. Policjanci a więc funkcjonarisze Państwa wybaczyli Ci a Ty maszuszkodzony palec i nie wybaczysz im. Tak trzymaj.Śmieszne państwo powinno byćwyśmiewane. Jak powiesz prawdę o »
-
Re: Ojciec Roman K.: Policja uszkodziła mi palec
levi-levi
02.05.09, 17:37
Niech się ojciec Roman cieszy, że mu czego innego nie uszkodzili. »
Najczęściej czytane24 htydzień




