Kazimierska filmomania
06.08.2009
, aktualizacja: 06.08.2009 19:58
Pani Elżbieta, nauczycielka spod Koszalina, widziała, jak Grażyna Torbicka zapowiada w telewizji festiwal Dwa Brzegi. Wczoraj pani Ela przyjechała do Kazimierza: - I od razu spotkałam panią Grażynę w Cafe Kocham Kino. Jestem taka poruszona - mówi.
Pani Elżbieta stoi przed kasami. - Wyjmę okulary i zaraz wybiorę sobie jakiś film - zapowiada. Najbardziej lubi spokojne opowieści o życiu. Marcin i Agata też przyjechali wczoraj. Z Kwidzyna. Marcin będzie studiował reżyserię, do Kazimierza przyjechał, żeby posłuchać, co mówią filmowcy. Najbardziej interesują go filmy dokumentalne i ich twórcy. Jest ciekaw, czy "Galerianki" Katarzyny Rosłoniec o dziewczynach z wielkich centrów handlowych spodobają się tu tak jak na festiwalu w Koszalinie. Teraz na kanapie w Cafe Kocham Kino czeka na spotkanie z reżyserem Andrzejem Titkowem. - Będzie jednym z moich nauczycieli na studiach - mówi Marcin.
Renata i Andrzej przyjechali ze Szwajcarii, są na festiwalu od początku: - Mnie zachwycił film "Prorok". Jako mieszkańcy strefy francuskojęzycznej doskonale czujemy pokazane tam kłopoty z adaptacją ludzi innych kultur. Tam to duży problem - tłumaczy pani Renata i dodaje, że podobał się jej też włoski film Jerzego Kawalerowicza "Maddalena". - Ale gdybym ja go reżyserowała, ksiądz byłby bardziej rozedrgany namiętnością do głównej bohaterki - podkreśla.
Mężowi pani Renaty, Andrzejowi, najbardziej zapadł w pamięć brazylijski film Bruno Barreto "Linia 174", o młodym, zdesperowanym mężczyźnie, który porywa autobus z pasażerami. - Nie mogłem po nim spać, to wstrząsający obraz - mówi pan Andrzej.
Znajomi Renaty i Andrzeja, Joanna i Piotr z Kazimierza, zachwycają się animacją "Mary i Max" - opowieścią o przyjaźni dziewczynki i chorego na autyzm.
Nic dla siebie na razie nie znaleźli Anita Zychal z Solca i jej kolega Yoann Piconcely z Francji. Głównie dlatego, że filmy mają napisy po polsku i jeżeli oryginalnie są w jakimś mniej znanym języku, to Yoann ich nie zrozumie. - Chcieliśmy obejrzeć "Walc z Baszirem", ale film jest po hebrajsku i ma napisy tylko polskie. Niestety, w biurze festiwalowym nic nam nie mogli pomóc, a już angielskie załatwiłyby problem, bo Yoann zna angielski - mówi Anita Zychal. Chciała też kupić koledze w Empiku obok kina kasety z polskimi filmami. - Tylko Wajda ma napisy francuskie - mówi z żalem.
W Kazimierzu lekko opustoszało. Większość gości, którzy byli na otwarciu, wyjechała, nowi dopiero przyjadą. Zmienia się też publiczność. Tym, którzy są od początku, i tym, którzy dopiero przyjechali, na Rynku gra kataryniarz pan Tomek. Przyjechał z Bielska-Białej. Z katarynką występuje od pięciu lat, tę, z którą przyjechał do Kazimierza, kupił w Berlinie. Nie jest specjalnie stara, ale wygląda zabytkowo. Pan Tomek ma też specjalny, trochę staroświecki kostium. - Dwie godziny już gram i nikt mnie stąd nie wyrzuca, a na przykład w Krakowie byłby problem, bo tam trzeba zapłacić za "zajęcie pasa drogowego" - wyjaśnia pan Tomek.
Kto się nasłuchał katarynkowych melodii, idzie do miasteczka festiwalowego, a tam spotkanie z reżyserem Piotrem Szulkinem w cyklu "Spowiedź twórcy filmowego".
Piotr Szulkin liczy swoje grzechy: odpuszcza sobie zazdrość, bo jej - jak mówi - jakoś szczególnie nie odczuwa. Nie pochyla się nad lenistwem, bo może ono "mieć różne przyczyny".
Zastanawia się nad chciwością: - Byłem strasznie chciwy na książki. Czytałem kiedyś bardzo dużo, teraz mniej. To była największa chciwość mojego życia - mówi i ubolewa, że dziś studenci nie za bardzo czytają, nie znają mitów greckich i rzymskich. - A z nich przecież biorą się opowieści w naszej kulturze - mówi Szulkin. - Pycha? Żeby robić filmy, trzeba mieć w sobie trochę pychy - nie ukrywa Szulkin.
Reżyser takich filmów jak "Mięso" czy "Ubu Król" mówi z żalem, że dziś kino go trochę rozczarowuje: - Kiedy oglądam telenowele, myślę, że idziemy w stronę teatru kukiełkowego.
Pod foto:
Kataryniarz: Pan Tomek z berlińską katarynką przyjechał do Kazimierza z Bielska-Białej
Szulkin: Piotr Szulkin podczas spotkania z widzami: - Z dumą mogę powiedzieć, że podpisałbym się dziś pod każdym z moich filmów. Żadnego się nie wstydzę
Anita: Anita Zychal szuka filmów z obcojęzycznymi napisami dla swojego kolegi Yoanna. Na razie w przykinowym Empiku kupiła tylko filmy Wajdy. Chciałaby też Jana Jakuba Kolskiego, ale nie ma z francuskimi napisami
Tutki: Renata i Andrzej przyjechali ze Szwajcarii, obejrzeli już po kilka filmów (stoją w środku, po bokach ich kazimierscy znajomi: Joanna i Piotr)
Renata i Andrzej przyjechali ze Szwajcarii, są na festiwalu od początku: - Mnie zachwycił film "Prorok". Jako mieszkańcy strefy francuskojęzycznej doskonale czujemy pokazane tam kłopoty z adaptacją ludzi innych kultur. Tam to duży problem - tłumaczy pani Renata i dodaje, że podobał się jej też włoski film Jerzego Kawalerowicza "Maddalena". - Ale gdybym ja go reżyserowała, ksiądz byłby bardziej rozedrgany namiętnością do głównej bohaterki - podkreśla.
Mężowi pani Renaty, Andrzejowi, najbardziej zapadł w pamięć brazylijski film Bruno Barreto "Linia 174", o młodym, zdesperowanym mężczyźnie, który porywa autobus z pasażerami. - Nie mogłem po nim spać, to wstrząsający obraz - mówi pan Andrzej.
Znajomi Renaty i Andrzeja, Joanna i Piotr z Kazimierza, zachwycają się animacją "Mary i Max" - opowieścią o przyjaźni dziewczynki i chorego na autyzm.
Nic dla siebie na razie nie znaleźli Anita Zychal z Solca i jej kolega Yoann Piconcely z Francji. Głównie dlatego, że filmy mają napisy po polsku i jeżeli oryginalnie są w jakimś mniej znanym języku, to Yoann ich nie zrozumie. - Chcieliśmy obejrzeć "Walc z Baszirem", ale film jest po hebrajsku i ma napisy tylko polskie. Niestety, w biurze festiwalowym nic nam nie mogli pomóc, a już angielskie załatwiłyby problem, bo Yoann zna angielski - mówi Anita Zychal. Chciała też kupić koledze w Empiku obok kina kasety z polskimi filmami. - Tylko Wajda ma napisy francuskie - mówi z żalem.
W Kazimierzu lekko opustoszało. Większość gości, którzy byli na otwarciu, wyjechała, nowi dopiero przyjadą. Zmienia się też publiczność. Tym, którzy są od początku, i tym, którzy dopiero przyjechali, na Rynku gra kataryniarz pan Tomek. Przyjechał z Bielska-Białej. Z katarynką występuje od pięciu lat, tę, z którą przyjechał do Kazimierza, kupił w Berlinie. Nie jest specjalnie stara, ale wygląda zabytkowo. Pan Tomek ma też specjalny, trochę staroświecki kostium. - Dwie godziny już gram i nikt mnie stąd nie wyrzuca, a na przykład w Krakowie byłby problem, bo tam trzeba zapłacić za "zajęcie pasa drogowego" - wyjaśnia pan Tomek.
Kto się nasłuchał katarynkowych melodii, idzie do miasteczka festiwalowego, a tam spotkanie z reżyserem Piotrem Szulkinem w cyklu "Spowiedź twórcy filmowego".
Piotr Szulkin liczy swoje grzechy: odpuszcza sobie zazdrość, bo jej - jak mówi - jakoś szczególnie nie odczuwa. Nie pochyla się nad lenistwem, bo może ono "mieć różne przyczyny".
Zastanawia się nad chciwością: - Byłem strasznie chciwy na książki. Czytałem kiedyś bardzo dużo, teraz mniej. To była największa chciwość mojego życia - mówi i ubolewa, że dziś studenci nie za bardzo czytają, nie znają mitów greckich i rzymskich. - A z nich przecież biorą się opowieści w naszej kulturze - mówi Szulkin. - Pycha? Żeby robić filmy, trzeba mieć w sobie trochę pychy - nie ukrywa Szulkin.
Reżyser takich filmów jak "Mięso" czy "Ubu Król" mówi z żalem, że dziś kino go trochę rozczarowuje: - Kiedy oglądam telenowele, myślę, że idziemy w stronę teatru kukiełkowego.
Pod foto:
Kataryniarz: Pan Tomek z berlińską katarynką przyjechał do Kazimierza z Bielska-Białej
Szulkin: Piotr Szulkin podczas spotkania z widzami: - Z dumą mogę powiedzieć, że podpisałbym się dziś pod każdym z moich filmów. Żadnego się nie wstydzę
Anita: Anita Zychal szuka filmów z obcojęzycznymi napisami dla swojego kolegi Yoanna. Na razie w przykinowym Empiku kupiła tylko filmy Wajdy. Chciałaby też Jana Jakuba Kolskiego, ale nie ma z francuskimi napisami
Tutki: Renata i Andrzej przyjechali ze Szwajcarii, obejrzeli już po kilka filmów (stoją w środku, po bokach ich kazimierscy znajomi: Joanna i Piotr)
Widownia: Widzowie schodzili się do Małego Kina, nie tylko na filmy, tu odbywają się też spotkania z twórcami. Podczas rozmowy z Piotrem Szulkinem publiczność chciała wiedzieć, czy podobała mu się "Woja polsko-ruska". Szulkin powiedział jedynie, że reżyser tego filmu, Xawery Żuławski, był jednym z jego najbliższych studentów, któremu poświęcał wiele czasu
Kwidzyn: Marcin i Agata przyjechali na festiwal z Kwidzyna. Marcin zaczyna studiować reżyserię i najbardziej interesują go spotkania z dokumentalistami. Właśnie czekają z Agatą na reżysera Andrzeja Titkowa
Kwidzyn: Marcin i Agata przyjechali na festiwal z Kwidzyna. Marcin zaczyna studiować reżyserię i najbardziej interesują go spotkania z dokumentalistami. Właśnie czekają z Agatą na reżysera Andrzeja Titkowa
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Dwa oblicza mistrzów parkowania. Dobre i ...
- Co Lublin zbudował i zbuduje za kasę z UE ...
- Ranking uczelni wg. internetu. W Lublinie ...
- Narzeczona Rutkowskiego chciała wyskoczyć ...
- Ważni ludzie się bawią. Gala Ambasadorów ...
- Półtora roku bez Ogrodu Saskiego. Zaczyna ...
- Ratusz doniesie do prokuratury na byłego ...




więcej zdjęć