Za cepelią jest undergroundowa prawdziwa Białoruś
2012-01-19
, aktualizacja: 19.01.2012 22:07
Obok oficjalnej, skostniałej cepeliady na Białorusi buzuje niezależne życie artystyczne poza cenzurą. Jakie pytania sobie stawia, jakimi tematami żywi? W Polsce i na świecie wiemy o tym bardzo mało. Dlatego przełomem jest wspólny projekt pokazujący współczesną sztukę Lublina i Mińska
ZOBACZ TAKŻE
- Kraj bez galerii, show - biznes bez oklasków (28-01-12, 18:00)
Takie pomysły zawsze kiełkują podczas przyjacielskich pogawędek i tak było tym razem. Spotkali się Paweł Laufer, wicenaczelny "Kultury Enter" odpowiedzialny za dział wschodni miesięcznika poświęconego sztuce najnowszej i Artur Klinau, artysta i wydawca "pARTisana" - jedynego na Białorusi niezależnego pisma o sztukach wizualnych. - Zgodziliśmy się, że nie ma artystycznej wymiany między Polską a Białorusią. Prezentacje pojedynczych artystów białoruskich organizowane są w naszym kraju rzadko i ciągle zresztą są to te same nazwiska. My też nie jeździmy do naszego sąsiada z wystawami, bo nie bardzo mielibyśmy gdzie je pokazywać. W Mińsku jest jedno miejsce prezentujące polską niezależną sztukę: Galeria U - opowiada Paweł Laufer.
Ponieważ nie dało się - jak w przypadku wspólnego projektu z Ukrainą - zapakować stu polskich artystów i pokazać ich prac u wschodniego sąsiada, bo na Białorusi zwyczajnie nie ma takiej przestrzeni, to trzeba było skorzystać z dostępnych możliwości prezentacji, a takie daje tylko papier i internet. Stąd wspólna praca nad przygotowaniem trzech numerów połączonych czasopism: "pARTisana" i "Kultury Enter". Wszystkie w dwujęzycznej, polsko-białoruskiej wersji, wydane w postaci katalogu i dostępne na stronie kulturaenter.pl
Pierwszy numer ukazał się na przełomie roku i prezentuje sztukę współczesną Lublina, drugi - też już dostępny - to przegląd sztuki współczesnej Mińska. Trzeci wydany zostanie pod koniec stycznia i pokaże najnowsze trendy w sztuce na Białorusi i w Polsce. - Skupiliśmy się na środowiskach Lublina i Mińska, bo wciąż mamy tu, w Lublinie, kiepską współpracę z Białorusią, a chodzi o to, żeby się lepiej poznać - podkreśla Paweł Laufer.
Wspólne przedsięwzięcie sfinansowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych dotacją w wysokości 121 tys. zł, a jego Departament Dyplomacji Publicznej i Kulturalnej nadal pomaga przy promocji wydawnictwa. W samym Mińsku były już trzy lub cztery spotkania promujące wspólny magazyn, interesują się nimi też twórcy z Grodna czy Witebska. Laufer zastrzega, że środowiska niezależnej kultury nie są tam ogromne: - Wszelkie nowe nurty w sztuce przyjmowane są tam przez garstkę ludzi i nie mają wpływu na kulturę oficjalną, która musi być ocenzurowana i odgórnie zaakceptowana - mówi.
Laufer przestrzega jednak przed wyobrażaniem sobie, że wszystko spływa na Białorusi krwią i żadne podskórne życie artystyczne nie ma prawa istnieć. Władze tolerują niezależnych artystów, ale nie dają im żadnych praw - nie mogą być na przykład prezentowani w mediach, nie otrzymują dotacji ani miejsca na działalność artystyczną. Sztuka nowoczesna rodzi się więc gdzieś w pakamerach, w wąskich kręgach. Bo oficjalna kultura jest zamknięta na nowe trendy i technologie, kształcenie artystów zatrzymało się w epoce sowieckiej. - Ta sztuka oficjalna jest jak Mińsk, o którym mówię, że to miasto-cmentarz. Mińsk jest bardzo czysty, równy, stoją w nim piękne budynki. Tylko nie ma w tym mieście życia. Nie ma tam co robić w weekend - opowiada Paweł Laufer.
Na Białoruś ożywcze trendy artystyczne trafiają tylko poprzez osobiste kontakty i mogą być rozwijane przez artystów na własną rękę, po cichu i pod warunkiem, że nie próbują oni dotykać obowiązującego w państwie porządku.
I nie pomagają tu też zbyt wiele programy pomocowe Unii Europejskiej, bo albo nie odpowiadają potrzebom Białorusinów, albo nie można ich zastosować, bo nie pasują do wymogów prawnych Białorusi.
Na jaki efekt wspólnego wydawnictwa liczy Paweł Laufer? - Nie spodziewam się, że teraz będziemy się tłumnie zapraszać. Ale zrobiliśmy pierwszy krok, żeby się poznać, wzbudzić wzajemne zainteresowanie. A potem może na tym fundamencie rozwinie się współpraca - mówi.
Numery specjalne "Kultury Enter" i "pARTisana" powstały we współpracy z Galerią Labirynt i Fundacją Trans Kultura
Ponieważ nie dało się - jak w przypadku wspólnego projektu z Ukrainą - zapakować stu polskich artystów i pokazać ich prac u wschodniego sąsiada, bo na Białorusi zwyczajnie nie ma takiej przestrzeni, to trzeba było skorzystać z dostępnych możliwości prezentacji, a takie daje tylko papier i internet. Stąd wspólna praca nad przygotowaniem trzech numerów połączonych czasopism: "pARTisana" i "Kultury Enter". Wszystkie w dwujęzycznej, polsko-białoruskiej wersji, wydane w postaci katalogu i dostępne na stronie kulturaenter.pl
Pierwszy numer ukazał się na przełomie roku i prezentuje sztukę współczesną Lublina, drugi - też już dostępny - to przegląd sztuki współczesnej Mińska. Trzeci wydany zostanie pod koniec stycznia i pokaże najnowsze trendy w sztuce na Białorusi i w Polsce. - Skupiliśmy się na środowiskach Lublina i Mińska, bo wciąż mamy tu, w Lublinie, kiepską współpracę z Białorusią, a chodzi o to, żeby się lepiej poznać - podkreśla Paweł Laufer.
Wspólne przedsięwzięcie sfinansowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych dotacją w wysokości 121 tys. zł, a jego Departament Dyplomacji Publicznej i Kulturalnej nadal pomaga przy promocji wydawnictwa. W samym Mińsku były już trzy lub cztery spotkania promujące wspólny magazyn, interesują się nimi też twórcy z Grodna czy Witebska. Laufer zastrzega, że środowiska niezależnej kultury nie są tam ogromne: - Wszelkie nowe nurty w sztuce przyjmowane są tam przez garstkę ludzi i nie mają wpływu na kulturę oficjalną, która musi być ocenzurowana i odgórnie zaakceptowana - mówi.
Laufer przestrzega jednak przed wyobrażaniem sobie, że wszystko spływa na Białorusi krwią i żadne podskórne życie artystyczne nie ma prawa istnieć. Władze tolerują niezależnych artystów, ale nie dają im żadnych praw - nie mogą być na przykład prezentowani w mediach, nie otrzymują dotacji ani miejsca na działalność artystyczną. Sztuka nowoczesna rodzi się więc gdzieś w pakamerach, w wąskich kręgach. Bo oficjalna kultura jest zamknięta na nowe trendy i technologie, kształcenie artystów zatrzymało się w epoce sowieckiej. - Ta sztuka oficjalna jest jak Mińsk, o którym mówię, że to miasto-cmentarz. Mińsk jest bardzo czysty, równy, stoją w nim piękne budynki. Tylko nie ma w tym mieście życia. Nie ma tam co robić w weekend - opowiada Paweł Laufer.
Na Białoruś ożywcze trendy artystyczne trafiają tylko poprzez osobiste kontakty i mogą być rozwijane przez artystów na własną rękę, po cichu i pod warunkiem, że nie próbują oni dotykać obowiązującego w państwie porządku.
I nie pomagają tu też zbyt wiele programy pomocowe Unii Europejskiej, bo albo nie odpowiadają potrzebom Białorusinów, albo nie można ich zastosować, bo nie pasują do wymogów prawnych Białorusi.
Na jaki efekt wspólnego wydawnictwa liczy Paweł Laufer? - Nie spodziewam się, że teraz będziemy się tłumnie zapraszać. Ale zrobiliśmy pierwszy krok, żeby się poznać, wzbudzić wzajemne zainteresowanie. A potem może na tym fundamencie rozwinie się współpraca - mówi.
Numery specjalne "Kultury Enter" i "pARTisana" powstały we współpracy z Galerią Labirynt i Fundacją Trans Kultura
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień
- Znikała dzielnica żydowska. Powstawało ...
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...
- Co już lata nad naszym lotniskiem? Zobacz ...
- Nowy adres na klubowej mapie miasta. ZOBACZ
- UMCS. Rektor-elekt o karaniu za picie ...
- Jak pić to na salonie miasta. Na deptaku, ...
- Nowy most kolejowy nad Bystrzycą wjeżdża ...




