Rozmowa z Bogiem. Festiwal "Najstarsze pieśni Europy"
2011-10-09
, aktualizacja: 09.10.2011 15:30
Niezwykły koncert magicznej Mari Boine potwierdził, że muzyka może być wielką, niepowtarzalną ikoną kultury - i formą przekazu kulturowej swoistości.
Wszystkie koncerty "Najstarszych pieśni Europy" zbierają pochwały publiczności, potwierdzając bogactwo i urokliwość muzyki archaicznej i tradycyjnej, szczególnie w zestawieniu tak geograficznie i kulturowo różnorodnym, jak to jest podczas obecnej edycji festiwalu. Ale specjalna uwaga kieruje się na grupy i wykonawców, którzy podejmują poważne i odważne artystycznie próby łączenia tradycji z awangardą, z muzyką współczesną, jazzową czy rockową. Dlatego z takim zainteresowaniem oczekiwano piątkowego koncertu Mari Boine z Norwegii, śpiewaczki uważanej za najważniejszą postać world music tamtej części Europy.
Koncert był niezwykły do tego stopnia, że zaczarowana przez Mari Boine publiczność nie wiedziała, jak reagować i musiała zostać przez muzyków zachęcona do otwartej ekspresji emocji. Boine wyraża w pieśniach symbolikę, legendy i los Samów, potomków ludu Lappami, mieszkańców tundry polarnej, którzy z trudem wywalczyli sobie równouprawnienie w nowoczesnym społeczeństwie Norwegii. Boine i jej śpiew jest tego kulturowym symbolem. I dlatego to ona przed dziesięciu laty śpiewała na uroczystościach ślubnych księcia Haakona Magnusa, norweskiego następcy tronu.
Głos Mari Boine ma magiczny, obrzędowy, zgoła mistyczny wymiar. Pozwala przeczuć, czym było szamaństwo ludów północy, kraju reniferów, przestrzeni wiatru, miejsc bez słońca pokrytych śniegiem.
Ten rodzaj archaicznego, szamańskiego śpiewu nazywa się joikowaniem, polega na powtarzaniu prostych fraz, ale głosem "napiętym". Joiki nie były tylko figurami, formami muzycznymi, bo magia, jakkolwiek niezrozumiała, potrafi działać. Jeżeli więc Mari Boine śpiewa dzisiaj "Conversation with God", to nadal być może coś się dzieje magicznego, do czego jednak my dostępu nie mamy. W listopadzie przekona się o tym publiczność m.in. w Londynie, East Yorkshire i Paryżu. Znakomici muzycy towarzyszący Boine, grający elektrycznie, podkreślali swoistość strukturalną i melodyjną tradycji muzycznych ludu Sami.
W środę czeka nas koncert zamykający festiwal, koncert dwóch gwiazd. Zagra Moscow Art Trio, występująca od 1990 roku formacja łącząca jazz z folkiem, m.in. z tą tradycją śpiewu, która wywodzi się z dawnych pieśni ormiańskich. Ale norwesko-rosyjskie trio potrafi grać także z niebywałym humorem, śpiewać... gdacząc. A po nich - francuski Erik Truffaz Quartet z udziałem Mounira Troudi, skrzypka i klasycznego pieśniarza arabskiego z Tunezji. Środowy koncert odbędzie się o godz. 19 w Filharmonii Lubelskiej; wstęp - jak na wszystkie wydarzenia festiwalu - wolny.
Koncert był niezwykły do tego stopnia, że zaczarowana przez Mari Boine publiczność nie wiedziała, jak reagować i musiała zostać przez muzyków zachęcona do otwartej ekspresji emocji. Boine wyraża w pieśniach symbolikę, legendy i los Samów, potomków ludu Lappami, mieszkańców tundry polarnej, którzy z trudem wywalczyli sobie równouprawnienie w nowoczesnym społeczeństwie Norwegii. Boine i jej śpiew jest tego kulturowym symbolem. I dlatego to ona przed dziesięciu laty śpiewała na uroczystościach ślubnych księcia Haakona Magnusa, norweskiego następcy tronu.
Głos Mari Boine ma magiczny, obrzędowy, zgoła mistyczny wymiar. Pozwala przeczuć, czym było szamaństwo ludów północy, kraju reniferów, przestrzeni wiatru, miejsc bez słońca pokrytych śniegiem.
Ten rodzaj archaicznego, szamańskiego śpiewu nazywa się joikowaniem, polega na powtarzaniu prostych fraz, ale głosem "napiętym". Joiki nie były tylko figurami, formami muzycznymi, bo magia, jakkolwiek niezrozumiała, potrafi działać. Jeżeli więc Mari Boine śpiewa dzisiaj "Conversation with God", to nadal być może coś się dzieje magicznego, do czego jednak my dostępu nie mamy. W listopadzie przekona się o tym publiczność m.in. w Londynie, East Yorkshire i Paryżu. Znakomici muzycy towarzyszący Boine, grający elektrycznie, podkreślali swoistość strukturalną i melodyjną tradycji muzycznych ludu Sami.
W środę czeka nas koncert zamykający festiwal, koncert dwóch gwiazd. Zagra Moscow Art Trio, występująca od 1990 roku formacja łącząca jazz z folkiem, m.in. z tą tradycją śpiewu, która wywodzi się z dawnych pieśni ormiańskich. Ale norwesko-rosyjskie trio potrafi grać także z niebywałym humorem, śpiewać... gdacząc. A po nich - francuski Erik Truffaz Quartet z udziałem Mounira Troudi, skrzypka i klasycznego pieśniarza arabskiego z Tunezji. Środowy koncert odbędzie się o godz. 19 w Filharmonii Lubelskiej; wstęp - jak na wszystkie wydarzenia festiwalu - wolny.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Lublin z lotu ptaka. Niesamowite zdjęcia ...
- Obwodnica Lublina. Dlaczego wywłaszczeni ...
- Wisła magnesem na turystów? Ogromne ...
- Mega rachunki z Orange za telefony widmo. ...
- Jak pić to na salonie miasta. Na deptaku, ...
- Sukces policji? Poczekali, aż wyjdą, po ...
- UMCS. Rektor-elekt o karaniu za picie ...




